Wybór

Wybór.
Wolny.
Nie obarczony znaczeniami.
Wybór oparty o solidną wiedzę, ale i o swoje potrzeby.
Wybór silnej, pewnej siebie kobiety.

Wolny wybór to podstawa wolnego macierzyństwa.

Takiego, które cieszy, buduje i daje przyjemność.
Nie tylko dziecku, ale i matce.

Wybór rodzenia, karmienia, wychowywania.
Takiego, jakiego JA chcę, a nie wszyscy dookoła.
Wybór, który można zmieniać, modyfikować, nie być w jego niewoli.

Marzyłabym, żeby kobiety dostawały pełną wiedzą - solidną, bez znaczeń, bez ideolo, o wszystkich wadach i zaletach, np: karmienia piersią i butelką.
Chcesz karmić piersią - proszę bardzo! to się robi tak i tak.
Chcesz karmić butelką - proszę bardzo! to się robi tak i tak.
A co wybierzesz, to TWOJA DECYZJA.

Naprawdę nie ma znaczenia dla jakości naszego macierzyństwa, czy karmię piersią, czy butelką, czy uprawiam attachment parenting czy nie, czy pieluchuję wielorazówkami, czy nie, czy latam po kaszkę jaglaną na odległy bazarek, czy to olewam.
(czasem latam, czasem olewam ;-)
Nie ma znaczenia, czy daję parówki, nie przejmuję się "śmiercionośnym" glutenem, czy szczepię wszystkim, czy niczym.
Czy śpię z dzieckiem, noszę w chuście, bawię się edukacyjnie.
Czy włączam minimini, czy zaburzam mu rytm dnia wyjściem do centrum handlowego, czy daję biszkopta, żeby zamilkło choć na chwilkę.

Nie ma to znaczenia, kiedy naprawdę wiem, co robię i jest to w zgodzie ze mną.
Wtedy nic nie podkopie mojego poczucia wartości, jako matki.
Nic nie będzie podstępnie szeptać "coś z tobą nie tak, jeżeli nie robisz... tego czy tamtego", albo pokazywać swoją drugą stronę, równie zniewalającą: "jesteś lepsza, najlepsza od tych innych, bo robisz...to i to."

To są tylko wybory.
Coś wybieramy, bo jest nam to bliższe, milsze.
Bo uważamy, że dla NAS będzie dobre.
To wypadkowa naszych potrzeb, wiedzy, stylu życia.

Ale nic z tych rzeczy nie czyni nas lepszą, troskliwszą matką od innych.
To pułapka samouwielbienia matczynego.
Jestem lepsza, bo... (tutaj można wstawić swoją opcję ;-)

A jeżeli wiemy, co robimy i dlaczego, to nie musimy niczego (sobie, ani innym) udowadniać, nikogo przekonywać, o nic walczyć.
Możemy w spokoju kochać nasze dzieci.
Podejmować tylko nasze wybory.
I mieć z tego przyjemność.

Wybór Matki Wilczycy.
Wolnej.
Samostanowiącej.
Pewnej swego.

I tego Wam życzę :-)

7 komentarzy:

  1. Asiu, dzięki za ten tekst. Był mi dzisiaj bardzo potrzebny :-) Pozdrawiam. Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak ogólnie się zgadzam
    tak szczególnie jednak nie
    bo pewne wybory są lepsze niż inne
    zdrowsze dla dziecka, bezpieczniejsze,

    czasem trzeba wartościować

    nie absolutyzowałabym intuicji, pewne ramy są potrzebne..
    pozdrawiam
    Franula

    OdpowiedzUsuń
  3. no, przecież to oczywiste ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. no pewnie, że oczywiste :-)

    Franulko, Matka Wilczyca nie zaszkodzi swojemu dziecku :-)
    A jedne wybory są zdrowsze i bezpieczniejsze dla nas, a dla innych nie. Choć czasem nie mieści się to nam w głowie :-)
    I raczej nie o intuicję li i jedynie mi chodziło, ale o połączenie jej z wiedzą i zdrowym rozsądkiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Agent Zielonka15 marca 2010 20:15

    Amen, Amen i jeszcze Alleluja

    OdpowiedzUsuń
  6. Super tekst :-) Współczesne podejście do macierzyństa - to mi się podoba :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Boszsze, podpisuję się pod tym!
    Po pierwsze, ta wiedza - czemu tak mało dostępna??? Przecież opieka na niemowlęciem jest nie w kij dmuchał, a jednak spycha się wiele na "instynkt", na "jakoś to będzie" i na "taki egzemplarz"... :-/
    Po drugie, bardzo podoba mi się, że piszesz o samouwielbieniu matczynym, o tym poczuciu bycia "lepsiejszą"... :-/ To bardzo rozsadza i tak często nie dość dobre relacje między kobietami.
    Świetny tekst.
    Pozdrowienia od innej Matki Wilczycy. :-) Auuu... ;-)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger