Światło w dzieciach


Co sadzicie o swoich dzieciach?
Umiecie opisać ich cechy, charakter, potrzeby, marzenia? Nazwać to, co w nich lubicie, cenicie, podziwiacie?
Myślicie tak o nich?
Bez ocen, etykietek, z zachwytem, szczerze... I nie chodzi mi o ich osiągnięcia "na zewnątrz", bycie "grzecznym" lub nie...

Kilka lat temu uczestniczyłam w warsztatach wychowawczych. Antoś miał niespełna 3 lata.
Jednym z pierwszych ćwiczeń, było napisanie plusów i minusów swojego dziecka.

Rozpisaliśmy się o naszych słodkich, kochanych dzieciach, nieraz z trudem wymyślając coś "złego". Proporcje były 90 do 10 %, na rzecz cudowności.

Prowadząca powiedziała potem, że wraz z wiekiem dziecka ta proporcja się zmienia na 70 do 30, z tym, że 70% to cechy "złe"!
Rodzicom szkolniaków trudno jest czasem znaleźć trzy plusy.

Przestajemy widzieć w naszych dzieciach światło.

Widzimy niespełnione oczekiwania, swoje porażki wychowawcze, które utożsamiamy z cechami dziecka, niezgodę na ich odrębność. Albo nasz "projekt" na młodego człowieka - jego osiągnięcia w świecie zewnętrznym.
Przez codzienną frustrację, coraz grubszą i grubszą, zmęczenie, obowiązki, przestajemy dostrzegać wyjątkowość naszego dziecka.

Bardzo zapamiętałam to ćwiczenie i wracam do niego regularnie, żeby sprawdzić, czy moje serce nie jest zbyt otorbione, czy nie ma między nami za grubego muru, czy nadal umiem znaleźć furtkę i przez nią zobaczyć prawdę i piękno mojego dziecka. Pomimo wszystko.

Opowiadam też moim dzieciom, za co je cenię i podziwiam. Wprost :-)

Dziękuję też mojemu forum i Danusi - za regularnie ponawiane pytanie "jakie są wasze dzieci?". To zawsze wymaga zastanowienia.

No więc - jakie są Wasze dzieci?
Gdzie jest ich światło?

1 komentarz:

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger