Gdy można wszystko - przypowieść

Wstać rano, pokręcić się po domu,
wypić kawę w ulubionym kubku,
podlać pelargonie,
coś tam z dziećmi porobić.

I zdać sobie sprawę, że przecież są wakacje i można WSZYSTKO.

Szybko więc zbiec do samochodu i ruszyć za miasto.

Rozmawiać z synkiem o wszystkim -
o nazwach mijanych miejscowości,
o zawiłych meandrach Euro 2012,
o tym, kto się z kogo śmieje w szkole,
i o tym, co zjemy na obiad w miejscowości, do której jedziemy.

Chichotać z przekręcanych słów.

Oglądać się na sekundę za siebie i patrzeć na słodka córeczkę zasypiającą, gdy się tylko przekręci kluczyk w stacyjce.
Podziwiać jej konsekwencje w noszeniu kaloszy.

Zjechać z głównej drogi, kluczyć po wsiach, dotrzeć na miejsce, zajechać do fajnych ludzi.
Kupić coś w kolorze mięty, a potem o smaku malin.
Pomylić pakunki.
Patrzeć, jak słońce zachodzi nad Wisła. 

Wrócić do domu.
Poczuć ciepły pocałunek na szyi.
Siąść w rozgardiaszu i zjeść kolacje.

W taki dzień dotykam życia, jestem w samym jego Środku.
Czuję, jak ten dzień właśnie przeminął, a jednocześnie zapisał się w naszych komórkach na zawsze.
Gryzę brzoskwinię, czytam poradnik o ogrodach i jestem cała tym domem, tą rodziną, tym dniem...

Ale można też tak:

Nudny poranek, znów to samo.
Dzieci jęczą, telewizor wypluwa kolejną bajkę.
Może gdzieś pojedziemy, żeby zabić tę nudę?

Bez entuzjazmu, ale zaganiam do auta.
Długa podróż, jęczenie po drodze: "jestem głodny, pić, siku, nudno".
W miasteczku pada, hordy wycieczek, nie ma ulubionego dania w restauracji.
Synek odmawia suchego kurczaka, lody też niedobre.
Córka cała w naleśniku.
Znużenie.
Głos sam się podnosi.

Gubimy się w jakiś ostępach.
Wokoło nic ładnego.
To, co miało być fajne, okazuje się zwykle.
Wracamy.
Wieczorem po wsiach widać tylko pijanych ludzi.

W domu bałagan, szybka kolacja, oddalenie...
Nerwowa wymiana zdań, bo każdy ma inne plany.
Za dużo wina...

Gryzę brzoskwinię, czytam poradnik o ogrodach i...

- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. 
Jeden jest pełen gniewu i złości. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój. 
- Który zwycięży? 
- Ten, którego karmię.

Przypowieść indiańska
A Ty?
Którego wilka karmisz?

A ja?
 Którego wilka nakarmiłam?


3 komentarze:

  1. Ty jak coś powiesz ... ;-)

    pozdrawiam Cię ciepło z Krakowa
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne..! Podziwiam za dopuszczenie do głosu drugiego wilka, ja staram się go ignorować. Ale może to być nawet odświeżające...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wrażeniem! Wielkim!
    "Antosiowa" Kasia J.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger