8 lat

Już 8 lat jestem matką.

Za mną czas niemowlęctwa, przedszkola, początku szkoły.
Czas układania kloców na dywanie, siedzenia w piaskownicy, usypiania w ramionach.
Czas bliskości, początku, tworzenia się nawzajem.
Czas patrzenia z zachwytem, co wykluwa się z małej kaczuszki.
Czas korzeni.

Przede mną dalsza szkoła - gimnazjum, liceum, czasy nastoletnie, dalsze uniezależnianie się, patrzenie, jak Antek idzie swoją drogą, drżenie, żeby jego błędy nie było dla niego zbyt bolesne.
Czas rozstawania się, oddalania, zbierania owoców.
Czas skrzydeł.
I wielkie pragnienie, żeby zachwyt sobą w moich oczach widział zawsze.

Dziękuję Ci Synku!
Życzę Ci samych Dobrych Rzeczy!

A tak, 6 lat temu, opisywałam Renacie Dziurdzikowskiej do "Zwierciadła" swoje początki macierzyństwa. To nadal wszystko prawda :-)

"– Byłam nowoczesną, wolną dziewczyną – opowiada Joanna. – Dobrze płatna praca, grono przyjaciół, fajny związek – po prostu wygodne życie.  
Bałam się macierzyństwa - żeby tylko się nikim nie opiekować. Urodziłam Antosia i spełniły się moje przeczucia. Przez trzy miesiące nie mogłam dojść do siebie, synek dużo płakał. Tęskniłam za dawnym życiem, ale już nie było do niego powrotu. 
Aż któregoś dnia poszłam z Antkiem do parku i poczułam, że jestem poza czasem, poza pośpiechem, napięciem, oczekiwaniami. 
Tak jakby pędzący czas zatrzymał się i wyrzucił mnie z kolein. 
Ten moment mnie przebudził. 
Antoś domagał się mnie całej. 
Chciał tego, czego tak się bałam – bezwarunkowej miłości i opieki. Dziecko patrzy z miłością i w tym spojrzeniu jest tylko jedno: mamo, jesteś całym moim światem, bądź dla mnie. 
Zgodziłam się: tak, jestem dla ciebie, synku, cała.  
Poczułam się wolna i szczęśliwa. I wtedy przyszła ta moc – śmieje się Joanna.

Zaczęła spotykać się z innymi matkami, rozmawiały o wychowaniu, rodzicielstwie, chodziła na długie spacery, zwiedzała wystawy i przytulne knajpki w Warszawie, oczywiście z Antosiem przy boku. Rozkoszowała się macierzyństwem. 

Potem stworzyła pracę, o jakiej marzyła. Prowadzi zajęcia dla innych młodych matek.

– Antoś obudził najdelikatniejszą, a jednocześnie najsilniejszą część mnie – miłość i czułość. 

A potem już poszło samo"

5 komentarzy:

  1. Asiu, pięknie to napisałaś:) Czas korzeni i skrzydeł:) Fantastyczne:) Wszystkiego dobrego dla Antka i dla Ciebie:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje, Malgosiu!
    Czasem trudniej dać skrzydła niz korzenie.
    Mocno przeżywam czas odchodzenie Syna od Matki.
    Czas, kiedy Twoje dziecko odlatuje. Ku swoim pasjom, marzeniom, potrzebom.
    I jednocześnie cześć Ciebie to podziwia i ja ta zachwyca.
    Trudny i piękny czas.

    OdpowiedzUsuń
  3. Za taki ładny staż powinny obniżyć wam progi podatkowe 2012! :D Gratuluje wam z całego serca, mam nadzieję, że też niedługo dojść do takiego stażu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie piszesz o macierzyństwie, z miłością wprost i między wierszami:)
    ja też wciąż lękam się tej chwili rozwiniętych skrzydeł, chwili odlotu... boję się jej i cieszę jednocześnie, wspieram jak umiem i robię wszystko, by córka zawsze mogła z ufnością przysiąść, odpocząć i nabrać sił przed dalszą drogą:)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger