Klopsy i żyły - o bieganiu

To nie będzie wpis kulinarny ;-)
To będzie wpis biegowy.

Biegają wszyscy. Dużo się pisze o bieganiu. Bieganie ma moc. Widać to po chodnikach w mojej robotniczej dzielnicy. Kilka lat temu ktoś biegający był dziwakiem. Teraz trudno o miejsce na ścieżce :-)

Ja do biegania zabierałam się kilka razy.
Bez skutku.
Były plany treningowe. Precyzyjnie rozpisane kroki i pulsy.
Było czytanie inspirujących blogów, książek.
Było bieganie w towarzystwie.

Po 2 tygodniach wszystko traciło swoją moc. Nic nie było mnie w stanie zmotywować do założenia butów. Poczucie klęski rosło.

A jednocześnie przekonanie, że bieganie ma głęboki sens cały czas we mnie tkwiło.
Doświadczenie w ciele się zapisało i wysyłało swoją wiadomość: "to jest dobre, lubię to, jestem do tego stworzone".
Rytmiczny jednostajny ruch cieszył moje serce. Dosłownie i w przenośni :-)

Umysł jednak płatał figle i odciągał od tego, co proste. Postanowiłam jednak znaleźć na niego sposób. Pewnego dnia powiedziałam sobie: "pójdę pobiegać tylko DZISIAJ."

I po prostu wyszłam.
Bez żadnych planów i założeń. Bez napięcia, że muszę wyrobić jakiś plan. Na początku odpuściłam sobie nawet limity kilometrów.
Ustaliłam tylko ze sobą, że będę biegać 30 minut. Może być wolno, bardzo wolno, ledwo co, ale 30 minut. Ani minuty dłużej, ani minuty krócej.

I te dwie sztuczki - tylko DZISIAJ i tylko 30 minut - zadziałały na mój leniwy, oporny mózg. To były moje "kluczyki".
Kryzysowe 2 tygodnie minęły jakiś czas temu. Teraz chce mi się pobiec trochę szybciej, trochę dłużej, trochę dalej.
Ale tylko DZISIAJ.
Cały czas słucham ciała. Do niczego się nie zmuszam.

Nadal zaliczam siebie do grona "klopsów", a nie "żył".
"Żyły" są piękne, smukłe, obleczone w obcisłe, jaskrawe, profesjonalne ubrania, z różnymi mobilnymi urządzeniami, biegają tak szybko i sprawnie, że nieraz mnie dublują na pętli w Skaryszaku. Wyglądają, jakby nie wkładali w to najmniejszego wysiłku. Podziwiam ich sprawność i wydolność.
"Klopsy" truchtają w starych bluzach, znacznie wolniej, z widocznym wysiłkiem na twarzy. Nie ma w tym tyle wdzięku, ale podziwiam ich/nasz upór i chęć.

Czy "klopsy" będą kiedyś"żyłami"?
Czy "żyły" były kiedyś "klopsami"?
Tego nie wiem, ale cieszę się, że tylu ludzi znajduje motywacje do wprawienie swoich ciał w ruch.
Bo ruch to życie, zdrowie, kontakt ze sobą, ze światem dookoła.
Ruch to radość.
Ale tylko DZISIAJ :)

8 komentarzy:

  1. i na tym poprzestańmy;) przynajmniej Dzisiaj:)

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, przecież jest tylko Dzisiaj :))

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny wpis - idealnie obazuje moje odczucia, z tym, że.....jeszcze nie przekrczyłam magicznej granicy "wciągnięcia się w bieganie", ale pójdę za tymi radami :) czekam tylko na słońce ;) moim tegorocznym motywatorem jest też miejsce biegania - nieodkryte wcześniej, nad wodą, którą uwielbiam, więc to musi być TO! :)
    a tekst o klopsach i żylach mnie rozbroił :)))
    pozdrawiam i życzę wszystkim (i sobie heh) wielu "dzisiaj" w tegorocznych biegach ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie... Presja rośnie - najpierw Manufaktura Radości, teraz Mama w Centrum. Aż mi się tętno wzmaga ;- i motywacja też, niech tylko wyjdę trochę ze swojej anemii...

    OdpowiedzUsuń
  5. Iza, bez presji :)
    Agi, ja biegam najczęściej wzdłuż ulicy, mało ruchliwej, ale jednak, wiec miejsce nad woda brzmi bajecznie :)
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  6. doskonała metoda:)) "tylko dzisiaj":))
    niech no tylko zima przepadnie, a nastanie ten dzień, kiedy założę adidaski:)
    pozdrowienia od klopsa;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Alcydło, w klopsach siła :-))))

    OdpowiedzUsuń
  8. W klopsach moc!!ps. nie mogłam się powstrzymać;)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger