Odpowiedzialność


W ostatnim numerze "Zwierciadła" (kwiecień 2013) przyciągnęły mnie dwa fragmenty.
Myślę o nich intensywnie od kilku dni.
Bardzo są dla mnie orzeźwiające.
Uziemiające, dające oparcie.
A dla Was?

"Robienie wielkiego halo z macierzyństwa uważam za przesadę. Owszem, przy dzieciach jest dużo pracy, ale jeżeli ktoś decyduje się na dziecko, to powinien być świadomy skutków. Jest taka książka "Droga rzadziej wędrowana", jej autor Morgan Scott Peck pisze: No to może umówmy się wszyscy na początku, że życie nie jest łatwe, że niesie ze sobą wyzwania, i nie rozdzielajmy włosa na czworo, tylko bierzmy się do pracy."
Iwona Majewska - Opiełka w wywiadzie Aliny Gutek "Kochaj i wymagaj", str. 38

"Ofiarę robicie z siebie sami. Ofiara to ktoś, kto uważa, że nie ma nic wpływu. Ale też, że z powodu cierpienia coś mu się należy. Choćby większy szacunek. Nikomu nic się nie należy. Mamy to, co sobie wypracujemy. Dobrymi uczynkami, współczuciem, pracą nad sobą. Bycie ofiarą albo bohaterem to wyłącznie kwestia świadomości, a nie okoliczność.
Phili Zimbardo w wywiadzie Tatiany Cichockiej "Szkoła bohaterów", str. 127

Konsekwencja swoich wyborów.
Świadomość, co one niosą.

Branie odpowiedzialności za to, co się robi.
Branie odpowiedzialności za to, czego się NIE robi.

Decyzja, żeby nie stać w miejscu "ofiary.
Dojrzałość, brak narcyzmu, narzekania, obwiniania, marudzenia.
Adekwatne reagowania na to, co niesie świat.
Realność.

A potem życie z poczuciem wpływu, radości i siły :-)
I głębokiego szczęścia, że idzie się SWOJĄ drogą, nawet, jak jest ciężko.

Czego wszystkim życzę w ten, dalej, a jakże, zimowy, kwietniowy dzień.

7 komentarzy:

  1. Bardzo ważne i mądre słowa Asiu. Chociaż pierwszy cytat, z Pani Iwony, nie podoba mi się, szczególnie tak bez kontekstu całego wywiadu. Bo dla mnie robienie "halo" z macierzyństwa to jest rzadko szukanie wymówki wobec pracy jaka jest do wykonania czy przyjmowanie roli ofiary, która siedzi i się nad sobą użala jak to jest jej teraz ciężko w życiu. Chodzi o coś zupełnie innego. Szczególnie chyba w Polsce, choć na pewno nie tylko tutaj. Chodzi o postrzeganie macierzyństwa jako takiego i roli matki w społeczeństwie. Halo wokół macierzyństwa robi się między innymi po to, żeby stereotyp matki, która nic nie robi, bo przecież tylko siedzi w domu i opiekuje się dziećmi, przestał być tak raniący. Żeby rola rodzica - która jest ważną rolą - przestała być mniej istotna w społecznych oczach od jakiejkolwiek pracy, łącznie z tą najmniej społecznie prestiżową. Bo pytania - "pracujesz"? "kiedy wracasz do pracy", są ciągle żywe i macierzyństwo jest traktowane jako wieczne wakacje w miłym i relaksującym otoczeniu. Każda matka wie, że "urlop" macierzyński czy wychowawczy z urlopem ma wspólną tylko nazwę. Halo wokół macierzyństwa to nie użalanie się nad sobą czy pretensja, że o właśnie tak mi ciężko. Tylko przełamywanie stereotypów i mówienie o tym co i jak jest. Ja to tak czuję i absolutnie w moim nieraz prezentowanym "halo" nie czuję się ofiarą, ani kimś kto dzieli włos na czworo :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, Malgosiu, to wszystko racja. Cały wywiad jest nieco prowokujacy, ale ten fragment wyjątkowo mnie zatrzymał. Wlasnie przez swoją "niepoprawnosc" ;)
    Tyle, ze odniosłam go do siebie, a nie do ogólnych spolcznych praw, ktore, jak najbardziej trzeba zmieniać. Sama przecież zawodowo zajmuje sie docenianiem macierzyństwa :)

    Zobaczyłam w tym kawałku siebie - czasem zapominajaca o
    odpowiedzialności za swój wybór, a lubiaca zobaczyć siebie, jako biegającą, zmeczoną, udreczoną matkę-polkę, która robi "halo", tam gdzie nie powinna ;)
    i takie trzeźwe zdanie: "ej, bez przesady, tak strasznie nie jest, a poza tym sama chciałas", zmienia mi od razu perspektywe na lżejsza i mniej nadetą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem,spojrzałam na to z perspektywy ogólnej. chociaż sądząc po emocjach to i z prywatnej odrobinę;)

    OdpowiedzUsuń
  4. stawianie siebie w roli ofiary najczęściej jednak daje zupełnie odwrotny wynik od oczekiwanego. jest jak samospełniająca się przepowiednia. zamiast spodziewanego współczucia otrzymujemy od otoczenia potwierdzenie, że faktycznie nie radzimy sobie najlepiej... więc chyba nie tedy droga:)
    odpowiedzialność to strasznie ważna sprawa, rozrasta się w nas z każdym kolejnym dzieckiem. i to zdanie "branie odpowiedzialności za to, czego NIE robię" - jak istotne! jak często o tym zapominamy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mnie ostatnio zajmuje kwestia brania odpowiedzialności, za to czego się nie robi ;-)

    Patrzę wokół i widzę: ktoś narzeka, że jest sam, ale wcześniej NIE dbał o związki, ktoś marudzi na pracę, ale kształcić się NIE chce, ktoś rozpacza, bo został zostawiony, ale wcześniej NIE szanował ukochanej, itp, itd...
    Ciężko zobaczyć swoje zaniedbanie i zaniechanie.

    Ja narzekam, że nie mieszczę się w sukienki, ale nutellę wpierniczam łyżkami ;-)
    I nie mam już prawa narzekać, bo sama to sobie robię. Widzę to jaskrawo. Boli, ale jednocześnie daje możliwość wyboru.
    Wolę narzekać czy mieścić się w sukienki?

    Wybór należy do wybieranta :-))))

    OdpowiedzUsuń
  6. :))) znam ten ból, tu wchodzimy na ścieżkę odrzucania konsekwencji...:) obżeram się słodyczami, ale nie godzę się na za ciasną sukienkę;))
    a w kwestii odpowiedzialności za to, czego nie robię, boję się, że coś pominę w wychowaniu, że czegoś nie zrobię, nie zauważę i choć jestem gotowa na poniesienie konsekwencji, to martwi mnie fakt, że spadną one nie tylko na mnie, ale głównie na moje dzieci. i tego błędu niedopatrzenia boję się najbardziej chyba...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo jest jeszcze siostra Odpowiedzialności - Pokora. Ona uczy, ze są rzeczy, na ktore wpływu nie mamy. I trzeba odpuścić. Ze chocbysmy podskoczyly niewiadomo jak wysoko, to bedzie cos zupełnie innego.
    Tylko jak sie z tym pogodzić? Jak to odróżnić?

    A wychowanie dzieci, według mnie, jest gdzies na styku krolestw tych dwóch Pan.
    No ale jak sie nad tym zastanawiamy, dociekamy, odkrywamy, to uda nam sie to odróżnić :) wierze w to!

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger