Berlin po raz kolejny

Lubię :-)
Tym razem bez dzieci, we dwoje, na rowerach.
TU relacja z pobytu z Zosią.

Berlin, jak powszechnie wiadomo, jest rajem dla rowerzystów.
Ścieżki są WSZĘDZIE, krawężników brak, samochody jeżdżą wolno. Jazda jest przyjemna i oczywista, choć nikt się jakoś szczególnie z rowerzystami nie cacka. Trzeba jeździć sprawnie.

Mknąc przez aleje i uliczki można się poczuć częścią miasta, kawałkiem berlińskiego organizmu, popłynąć z rzeką rowerów, ludzi, aut.
Wyjść poza ramę "zmęczony turysta wlecze się od zabytku do zabytku."
Można zawitać do dziwnych zakątków, przejechać się zwykłymi osiedlami, parkami, uliczkami, popatrzeć na zwykłych Berlińczyków, podziwiać róże, lawendę i bluszcze na balkonach.
Zgubić się w ogródkach działkowych przy torach ;-), do których nigdy by się nie zawitało.
Można zresztą gubić się wielokrotnie i zupełnie się tym nie męczyć.
Można też wyjechać za miasto, żeby odetchnąć od miejskiego szaleństwa.
Rower to wolność :-)
Bardzo Wam polecam.
I Berlin. I rower. I każde podróżowanie.

Poniżej kilka berlińskich impresji, już bez kanonicznych zabytków.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger