Boczne drogi



Zjeżdżam z głównej drogi. 
Nadrabiam kilometry. Gubię się. 
Klnę w duchu. Co mnie podkusiło. 
Przecież już tu byłam. Nuda, nic nowego się nie zdarzy. Oczywisty zachwyt. Turystyczna słodycz.
Jednak chęć podróżowania jest zbyt silna. 
Prosta droga do domu się nie liczy. Trzeba odbić w bok. Tracić czas, benzynę, pieniądze. Denerwować się na samą siebie. Tłumaczyć przez telefon dlaczego mnie tak długo nie ma.

A czy coś zyskać?
Czy podróżowanie ma sens?

Nigdzie nie ma bankomatu! Turystyczne miasteczko bez bankomatu!
W kieszeni 7 zł. Wchodzę do urokliwej kawiarni. Nie można płacić kartą. Kuszą pierogi ze szpinakiem i  browni z sosem z ekologicznych malin. Płaczliwo-oskarżycielskim tonem żalę się na brak pieniędzy.
"Ależ nie ma problemu. Może pani zapłacić przelewem, jak wróci pani do domu."
W osłupieniu proszę o powtórzenie. Miła pani tłumaczy cierpliwie. 
"Tak, rozumieją, nie ma bankomatu, nie ma możliwości płacenia kartą, więc można przelewem. Nie, jeszcze nikt nie zawiódł. To co? Pierogi i browni?"
Wszystko jest wyśmienite.
Zapadam się na 2 godziny w bajecznym miejscu.

No więc?
Czy podróżowanie ma sens?

Cafe Arka, Lanckorona 101, na górze rynku w prawo.








2 komentarze:

  1. Miasteczko nietknięte, miasteczko ocalałe. Tam czas się zatrzymał i z góry spogląda na spokojnych ludzi, na okoliczne wsie. Znam Lanckoronę, jeżdżę tamtędy do Rodziców. To tak blisko... pod każdym względem:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak! Choć ja trafiłam na zwykły dzien handlowy i współczesność na rynku wywijala holubce ;) plastikowa chinszczyzna i zwykle warzywa. Ślady normalnego zycia.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger