Dzieci tu były... (w lutym)


Pojechali.
Na kilka dni zostaję sama.
Chodzę po domu i zbieram porzucone rzeczy. Buty, ubrania, zabawki.
Wyciągam z kątów papierki i karty piłkarskie. Myję kolorowe kubeczki. Wygładzam baletową spódniczkę córki. Ustawiam równo trampki.
Rzeczy moich dzieci, ich sprawy, zainteresowania, charaktery...
Ślady po nich...

Odkładam na miejsce, porządkuję, nadaję ład i stwarzam porządek.
Na chwilę.

A potem siadam do oglądania "Kids were here" - wzruszającego, nostalgicznego, miejscami zabawnego, projektu dokumentującego potęgę życia, ale i moc przemijania.
(Ślad o projekcie znalazłam TU, polska wersja TU)

Chłonę zdjęcia, bo sama bałagan fotografuję od bardzo dawna.
Fascynuję mnie, jak wielką ma siłę. Jak szybko zasiedla wyczyszczone przestrzenie, jak łatwo rozsiada się na wypucowanych blatach, półkach i podłogach.
Wystarczy spuścić go na chwilę z oka. Pranie wylewa się z kosza, ślady po czerwonych pomarańczach nie chcą zejść z drewnianego stołu, gazety z minionych dni budują miasta za kanapą.
Nieodłożone na miejsce rzeczy mszczą się zawsze. Skarpetki i rękawiczki najczęściej nie mają pary.
Druga strona życia, rewers idealności.

Pojawiają się też miliony malutkich przedmiotów.
Klocki, koraliki, kredki, figurki, zawsze połamane zabawki z jajek-niespodzianek, karteczki, naklejki, rysunki, wysuszona plastelina.
Te przedmioty boleśnie wbijają się w stopy (taką mają naturę) i trzeba je nieustannie odkładać i odkładać i odkładać na miejsce, bo inaczej cię uduszą.
Wieczorem, kiedy zbieram je po kątach, czuję bezradność, zniechęcenie, czasem złość.
W myślach wprowadzam coraz doskonalsze metody wspólnego sprzątania. Planuję, co by tu jeszcze oddać, usunąć, zminimalizować... Żeby jakoś to ogarnąć.

Jude Wood, jedna z twórczyń projektu, tak to nazywa: "bardzo łatwo jest popaść we frustrację z powodu bałaganu, który jest rezultatem życia z dziećmi (…). Ale przyjdzie dzień, gdy zabawki wylądują w pudłach i nikt nie będzie się nimi bawił. Będę tęsknić za tym."

Otwieram "Szczeliny istnienia" Jolanty Brach-Czainy, rozdział "Krzątactwo": "Wydaje się, że codzienna rzeczywistość ma swoje sposoby, żeby uczynić nas bezmyślnymi i zmusić byśmy stali wobec niej bezrefleksyjni, nierozumni,  rzuceni w zdarzenia, które niepostrzeżenie kierują nami. (...) Jeśli w czymś, co się dzieje, uczestniczę nieświadomie, może być ze mną uczynione wszystko. Także coś, czego naprawdę bym nie chciała. Codzienność poddaje moje istnienie ciemnym manipulacjom. Nie widzę sensu krzątaniny, w której uczestniczę." A przecież podstawę naszego istnienia stanowi codzienność.

Więc ja chcę widzieć sens...

Bo krzątanina to moje życie.
Ono minie, bałagan minie, ale ja chcę w tym  być.
Rozumnie być.
Nie żałować potem złości, która przykrywa piękno. Nie wspominać tylko umęczenia, ale też poezję.
Bo nic nie wróci...
I tylko ja wybieram, jakimi słowami i obrazami opiszę swoje życie...

Bardzo mi się spodobał ten projekt, więc raz na jakiś czas na blogu będzie bałagan...
Ślad życia.
Ich ślad. Głęboko we mnie.








10 komentarzy:

  1. mnie takie ślady też czasem doprowadzają do szału ale....... przetrwać mi pomaga to, że te ślady wpisane są w dzieciństwo i rodzicielstwo ;-)))))

    projet super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie to ujęłaś (również fotograficznie, szczególnie te papirowe samoloty).
    We mnie też ten projekt rezonuje. Mam przygotowane zdjęcia 6 uroczych nagich blondynek o figurze barbie ;-), które zastałam któregoś dnia po pracy w mojej łazience, ale na razie praktykujemy minimalizm na feriach. Tylko... już parę godzin po naszym przyjeździe mocno widać, że są tu dzieci.. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza, u mnie też barbi pokazują swe gołe wdzięki na rancie wanny ;-)
      Dziękuję za miłe słowa :-)

      Usuń
  3. U was nawet balagan jest kolorowy:)podobają mi się te cosie na ostatnim zdjęciu :)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, to śmieciaki :-) małe, gumowe potworki, którymi moje dzieci bawią się non stop. No i zaleta jest taka, że nie wbijają się w stopy ;-)

      Usuń
  4. Jestem i bardzo mi się podoba :))) mamy podobny, twórczy, dziecięcy bałagan :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Rozgość się :-) Bardzo się cieszę, że wpadłaś!

      Usuń
  5. Prawda, coraz więcej pudeł z drobiazgami staje się zbędnych, wyrastamy. Za to pokój nastolatki wygląda jakby przeleciał po nim Tajfumerang, to już nawet nie jest ślad, to śladowisko! Projekt bardzo fajjny, Twój w nim udział też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, dziekuje, to prawda - wyrastamy, przemijamy...

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger