A w Kazimierzu białe sady...


Nasza Wielkanoc wyglądała tak...
Wśród sadów i wzgórz. I szaleńczo kwitnących drzew. Oraz tajemniczych wąwozów.
W bezpiecznym oddaleniu od Kazimierza, który w takie dni jest nieznośny ;-)

Spędziliśmy te kilka dni w uroczym domku w gospodarstwie Truskawkowo
Właściciele wraz ze swoimi dziećmi okazali się niezwykle przesympatyczni i pomocni. 
Domki komfortowe, w pełni wyposażone dosłownie we wszystko, w zadbanym gospodarstwie (przepiękne kwiaty!) dwa place zabaw, stodoła z ping-pongiem (co Antek skwapliwie wykorzystywał ogrywając tatę), wokół piękne tereny na wycieczki. 
A w sezonie truskawki :-)
Idealne miejsce dla rodzin. 
Jeżeli szukacie spokoju i nieskrępowanej atmosfery, to bardzo Wam Truskawkowo polecam! 
My wypoczęliśmy doskonale. 
(to nie jest informacja sponsorowana ;-), Truskawkowo znaleźliśmy po prostu w internecie)

A ja przez ten czas odwijałam się ze sreberek, rozbijałam ze skorupek, dotykałam siebie w samym środku, cofałam się i wracałam...

Stoję przed decyzjami. 
Po odpowiedź mogę iść w stronę ciemności lub światła.
Żadna z dróg nie jest gorsza, to nie tak, że tylko jasność jest istotna, czasem trzeba zanurzyć się w noc... Żeby wyjść na światło...
Słucham głosu w sobie, który mówi proste rzeczy. Jestem zdumiona, że tak proste. Szukam kolejnych warstw, ale ich nie ma. Prosty, czysty, zaskakujący przekaz. Czy go posłucham?

W zamieszaniu wracam do tego co mnie zasila - do łażenia po łąkach, jeżdżenia na rowerze, robienia zdjęć kwiatkom. 
Do mało-mówienia. Do ciszy. Do niepodejmowania decyzji opartych tylko na emocjach. Do niewydawania pochopnych sądów. 
Trudne...

Daję Wam dziś dużo zielonych zdjęć. Zieleń działa na mnie kojąco.

Napiszcie, co robicie w momentach zamieszania? 
Gdzie się "udajecie"? Co Was zasila? Pomaga podjąć decyzję? 
Zanurzacie się w problem, czy wręcz przeciwnie szybko ucinacie sprawę? Słyszycie swój głos ze środka i zawsze się go słuchacie? Nawet, jak podpowiada niepopularne rozwiązania i posłuchanie go narazi Was na gniew?
Napiszcie, jak jest u Was...

























 

16 komentarzy:

  1. Piękna zieleń, piękne lasy, aż się odzywa we mnie jakaś tęsknota. Mnie w podejmowaniu decyzji, pomaga ruch. Miarowość biegania, do którego wróciłam po zimie. Chodzenie po świeżej, twardej ziemi. Kroki, tysiące kroków. Wydeptywanie swojej ścieżki. Zawsze mnie zadziwia jaka jest w tym wielka moc, ile energii rodzi się z tych spotkań, jak to bardzo we mnie zostaje. Potem słyszę, jak dudni w środku :) Jesteśmy dziewczynami od Ziemi Asiu :)))) Pozdrawiam na dobry tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy pojawia się problem lub ważne podjęcie decyzji to ja uciekam :) Do wnętrza. Niełatwa to droga jednak się staram. Usłyszeć siebie. Prawdziwie. Iść za głosem serca. Lub zupełnie nie, aby móc się przekonać po czasie ,że jednak ... ;))

    Uwielbiam Indie - jednak to miejsce do ukojenia niedostępne od zaraz. Ale...tam resetuje się najlepiej ;)

    pozdrawiam ciepło - i wiem ,że każda decyzja jest dobra :)

    Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Ilono, szczególnie za te słowa "każda decyzja jest dobra" :-)

      Usuń
  3. Zdięcie kolorowego ganku skradło moje serce. Jestem zauroczona!
    Jeśli chodzi o podejmowanie decyzji to ja bardzo praktycznie : lista plusów i minusów ale cisza i możliwość posłuchania serca też bardzo pomaga. Staram się decyzje rozebrać z emocji- czyli czas tu potrzebny.
    A na koniec przegaduję wszystko z mężem, pomaga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Asiu :-)
      a wiesz, że ganek jest w środku Kazimierza? trzeba tylko przedrzeć się przez tłumy, tablice reklamowe, stoliki kawiarniane i gdzieś w kątku napotkałam taki cudny ganek :-)))

      Usuń
  4. jak dawno nie podejmowałam poważnych decyzji... od kilku lat jakoś wszystko toczyło się samo, na wprost. aż do niedawna, tak jak pisałam Ci na facebooku (to ja, kasia m.). do teraz. trzeba umościć się w życiu na nowo, ale jak?
    pamiętam, że kiedyś robiłam tak: zamykałam oczy i wizualizowałam sobie różne scenariusze, na tyle, na ile można je sobie przewidzieć. i wtedy czułam, czy narasta stres (czyli, że nie chcę), czy mam skok pozytywnej energii (czyli, że chcę). jeśli bardzo chcę, to zazwyczaj podołam (a jak nie podołam, to i tak będę zadowolona), więc kwestie chłodnej analizy sobie raczej odpuszczam (w granicach rozsądku, ale decyzje podejmowane na zimno mi osobiście nie służą, wole te ciepłe ;)).
    dumam sobie też i wykluwam...
    będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, dziękuję za tę podpowiedź, udanie się do przestrzeni serca zawsze pomaga :-)

      Usuń
  5. Piękne widoki, kolory i przyroda. W takim miejscu można odpocząć, naładować akumulatory i myślę, że też przemyśleć wszystko i podjąć decyzje. Właściwe.
    Czasami zła decyzja okazuje się dobra. Wszystko zależy od nas.
    Ja często nie umiem podjąć żadnej decyzji. Za dużo emocji, strachu...

    Kazimierz przeraził mnie po naszym ostatnim pobycie. Ledwo weszliśmy na rynek, a zostaliśmy otoczeni przez Cyganki.
    Ale udało nam się odnaleźć i pozytyw tego pobytu - wspaniała restauracja z przemiłymi właścicielami i kelnerem, który pomógł wnieść wózek po krętych schodach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Sokole Oko - tak, Kazimierz potrafi być strasznawy ;-)

      Usuń
  6. Ja podejmowałam ostatnimi laty tyle poważnych i znaczących decyzji życiowych,
    że teraz bronię się przed nimi rękoma i nogami..... a kolejne niestety czekają w kolejcie na podjęcie.

    pzdr
    Agnieszka Z.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale piękne zdjęcia, rozmarzyłam się. :-)


    A głos ze środka to chyba tylko przez chwilę da się ignorować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, dzięki za to zdanie "A głos ze środka to chyba tylko przez chwilę da się ignorować... "!

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger