Każdego dnia


Każdego dnia podejmuję wybór.
Każdego dnia decyduję, po której stronie stanę.
Czy po tej, co trudna i bura, czy po tej co jasna i dobra.
Co zobaczę i dowartościuje w swoim życiu? Czemu nadam znaczenie? Co uznam za wartość?
To moja codzienna duchowa praktyka.

Mam tendencję do marudzenia i złoszczenia się. Do popadania w marazm, czarnowidztwo i pretensje.
I to mogę wybrać z łatwością. To jest na wyciągnięcie ręki - znane, oswojone, dające słodko-gorzki posmak władzy i panowania nad rzeczywistością. Pancerzyk zapewniający złudne bezpieczeństwo.
Oraz krępujący ruchy i oddychanie.
Coś za coś.
Panujesz, ale nie oddychasz. Złościsz się, ale coraz bardziej sztywniejesz. Trzymasz w szachu zmartwieniami, ale już dawno nie słyszałaś swojego śmiechu.
Coś za coś.
Wybór.

Kiedy zaczniecie praktykować jasną stronę życia, szybko usłyszycie usłużny głos - dobro i radość są takie nudne i sentymentalne. Nieustannie spotykam się z tym poglądem - w sobie, w świecie, na blogach.
Że to nieciekawe. Że płaskie. Że bez życia. Że męczące, żenujące i naiwne.
No i najważniejszy zarzut - że to nie może być prawda.
Że kłamstwo to jest. Oszukaństwo. Poza. Udawanie. Lukrowanie rzeczywistości. Uciekanie od prawdziwego życia. Przykrywanie różową kołderką kłębowiska żmij. Posypywanie brokatem bagna.

No...
Nie jest tak.
Nie musi być.

Patrzę się na moje życie i widzę...swój wybór.
Podejmowany każdego dnia. Czasem z trudem i ze zniecierpliwieniem.
Tam gdzie się da, a co się lepiej do tego nie nadaje, jak nie własna głowa?
To moja wewnętrzna praca, która, na końcu manifestuje się, tym co na zewnątrz - kolorem, oddechem, radością.
Ale najpierw jest decyzja. I praca. Nic nie spada z nieba.

Wiem też, że im bardziej podejmuję ten wybór, tym jest lepiej. Dobro i przyjemność się multiplikują, napędzają i budują.
I choćbym nie wiem jak temu zaprzeczała, to tak jest.
Im więcej dobrego, tym więcej dobrego.
I czuję ogromną wdzięczność, że ten wybór mogę podejmować, że mam taką możliwość. Zdaję sobie sprawę ze swojego miejsca w życiu - bez przemocy, uzależnień, biedy, samotności. Więc tym bardziej chcę się cieszyć, tym, co daje mi życie. Nie marnotrawić szansy.

Czy nie spotykają mnie trudności, kłopoty, przykrości i cierpienia?
Spotykają.
Płyną przeze mnie. Naznaczają mnie, zmieniają, transformują. Płaczę, złoszczę się, czuję ból.
Często nie mam na nie wpływu. Mogę je tylko przeżyć i puścić.
Ale świadomość wyboru pozwala mi lepiej z tym być. Radzić sobie. Odradzać się. Podnosić głowę do góry i widzieć nad sobą piękny las, a nie tylko ciemne chmury.

Kilka dni temu zakończyłam fejsbookową zabawę w opisywanie 3 dobrych rzeczy przez 7 dni.
Taki dziecinny "łańcuszek". Ale zabawę można było potraktować, jak ciekawą wyprawę wgłąb siebie. Sprawdzić, jak się czuję, kiedy zauważam i zapisuję dobre rzeczy. Robię to na chybcika? Z lekkim zażenowaniem? Z ironicznym dystansem? A może z pełną ufnością i zachwytem? Z uwagą i troską?
W komentarzach widziałam wiele z powyższych zarzutów, sama ze sobą walczyłam, czy to ma sens.
A jednocześnie z wielką przyjemnością czytałam, co dobrego u moich znajomych.
To mnie napędzało, żeby tak samo spojrzeć na siebie.
I przypomniało mi się, że kilka z moich ulubionych australijskich blogerek robi to samo.
Emily w cudownym cyklu "Stills" i Mietta w "Moments" (niezwykłe mandale ze zwykłych rzeczy!).

Szukanie dobra.
Przyjemności. Radości. Spokoju.
W każdej chwili.
I nazywanie tego, dzielenie się tym.

A Wy?
Jak wybieracie? Co wybieracie?
Decydujecie się na trud odwrócenia tego, co schematyczne w Waszym życiu?
Napiszcie! Bardzo jestem ciekawa!

A może spróbujecie tej zabawy w swoim życiu?

Dobrego tygodnia Wam życzę, moje kochane Czytelniczki i moi kochani Czytelnicy!

I żeby nie zniknęło całkowicie "przepiszę" tu część tego, co odnotowałam w ostatnim tygodniu na FB.
Momenty zachwytu nad istnieniem. W tamtym tygodniu głównie z Zosią. Antek szalał na wspinaczkowych półkoloniach.

Najpierw była przyjemność patrzenia na Zosine tańcowanie



Potem - burza, balkon, maciejka, ja w fotelu pod kocem. Tu i teraz. Dokładnie w tej chwili i czasie. 
Na sekundę bez myślenia.


Następnego dnia lał deszcz, ale ciepły dom w deszcz, to jest coś. 




Kolejny dzień to twórcze przedpołudnie z córką. 
Co robiłyśmy 1 lipca? 
Ano...bombki, tak takie na choinkę i śnieżynkowe wróżki. 
Precz z rutyną! Precz ze schematami! Całkowita inwencja Zosi :)



A następnego poranka piekłyśmy babeczki. Zrobione głównie przez Zosię. Ja tylko czytałam przepis i miksowałam czekoladę. Lubię jej rodzącą się samodzielność.


10 komentarzy:

  1. Rewelacja, to takie proste ! ? Nie, to w rzeczywistości jest bardzo trudne, walczyć co dzień ze swoimi czarnymi myślami. Nie wpadłam do tej pory na to, by celebrować plusy, dobro , małe radości. Są, to dobrze, nie ma - trudno;(
    Na zewnątrz ( czytaj : do ludzi ) mam dystans, obojętną twarz, rzadko się uśmiecham. Realizm, nieufność - bo wykorzystają, nie zrozumieją, wyśmieją...i tak jest mi dobrze, w moim kokonie. Może to nawet nie jest kwestia braku pracy nad sobą ( w moim przypadku ), tylko osobowości, "przeznaczenia", bo nie lubię słowa- " horoskop" . Wydaje mi się, że nie powinno się być na siłę wesołym, szczęśliwym, dobrym dla otoczenia bez względu na zdarzenia . Mówi się , że uśmiech otwiera każde drzwi ( = serca ? ), tylko, że doświadczenie moje
    w tym temacie jest na +-, czyli bilans = 0 :). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój głos. Łatwe to nie jest, sama się z tym borykam, ale nieustannie próbuje :)))

      Usuń
  2. ... Co w środku? Blokada do ludzi, zawiodłam się, wolę omijać, no i dzisiaj mam ciężki dzień.. Tak owszem praca nad sobą, szukanie jasnej strony życia, nauczyć się odpuścić po prostu.. Podnoszę się i idę dalej.
    Dobrego tygodnia!:-) Wiesia

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieki za posta,bedzie mobilizowal do zycia ktore jest ciezkie bez grama radosci.Bede tutaj zagladac moze bedzie z Wami latwiej.Pozdrawim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam! Będzie mi bardzo miło Cię gościć :)

      Usuń
  4. Trudno mi wybierać jasną stronę życia. Pracuję nad tym, uczę się. Nie umiem.
    Że Ty też, to się dziwię - z tego bloga emanuje radość życia! A może jest on dla Ciebie ćwiczeniem ze szczęścia albo zaklinaniem rzeczywistości?
    F.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do percepcji pozytywnego - siostra Wendy Beckett w swoich publikacjach o sztuce zauważyła tę prawidłowość, że dzieła afirmujące dobro są z góry szufladkowane jako naiwne, mało ambitne...
    Sama tego doświadczyłam na okoliczność dyplomu z malarstwa. Moje prace, które były zapisem radości życia i celebrowania jego drobnych spraw były uznane za niepoważne. Za to malarstwo Koleżanki, którego tematem był rak Jej mamy, miało już "odpowiedni" ciężar gatunkowy. I tu doprawdy nie chodziło o walory warsztatowe...
    F.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger