Co czujesz?


Terapeutka monotonnie powtarza pytanie. Patrzy się nam w oczy i uparcie pyta. Jest w tym niestrudzona. Przez 5 dni nie zejdzie z raz wybranej ścieżki.

Co czujesz?
Ale powiedz, co czujesz?
Nie co myślisz, uważasz, o czym jesteś przekonana, czy co przeczytałaś. Nie uciekaj, nie przykrywaj śmiechem, żartem, elokwencją.
Powiedz, co czujesz? 
Co czujesz?

Bronimy się. 
Grupa obcych sobie osób. Jesteśmy dla siebie anonimowi (znamy tylko swoje imiona) i znaleźliśmy się tu z różnych powodów. Nikt nie chce się obnażyć.
Milczymy, zagadujemy, mędrkujemy, przechwalamy się, puszymy piórka, opowiadamy głupoty, wybuchamy śmiechem. Zajmujemy się trzeciorzędnymi tematami. 
Byle nie czuć.
Smutku, żalu, rozpaczy, złości, ale też wzruszenia, dumy czy spokoju.
Ile osób, tyle historii stłumionych uczuć. 
Wściekłości, że ktoś kiedyś zrobił wielką krzywdę. Złości, że dziś ktoś nie szanuje i włazi na głowę. Smutku, że relacje się kończą. Rozpaczy, że żyjemy, żeby spełniać oczekiwania innych. Wstydu, bo gdzieś nawaliliśmy.
Uczucia mamy głęboko ukryte. Zracjonalizowane i wytłumaczone. Pięknie zawinięte w papierki i odłożone na wysoką półkę. Udajemy, że nas nie bolą i nie uwierają.
Tak widać musiało być... No zdarzyło się, ale wyrosłem na człowieka....Ale co ja mogę z tym zrobić.... Ja mam już to przerobione....Nie no, nie będę znów gadać o matce... Bez przesady, tak źle ze mną nie jest... Inaczej się nie da... Taka już jestem...

Pękam pierwszego dnia wieczorem.
Terapeutka zadaje pytanie, które uderza mnie prosto w serce. Nie, to nic dramatycznego czy raniącego. To coś prostego i w sumie delikatnego.
Płaczę.
Gdzieś mam swoją "reputację". Nie interesuje mnie, jak ocenią mnie pozostali uczestnicy. Mam dość pilnowania się. Uczucia płyną strumieniem. I tak przez następne dni. Poddaję się temu procesowi, jak tylko się da. Przestaję się bronić. Przestaję się oceniać. Przestaję się bać.
Czuję, jak uczucia z przeszłości i teraźniejszości - nazwane, wypłakane, wysłuchane, nieocenione, przyjęte takimi, jakie są - zaczynają się leczyć.
Terapeutka mówi spokojnie: "masz prawo to czuć."

Grupa staje się naszym "laboratorium". Prowadzące zachęcają nas, żebyśmy na bieżąco mówili, co czujemy w związku z tym, co ktoś powiedział czy zrobił. Co to w nas wywołuje?
Na początku się krygujemy, obawiamy się, żeby kogoś nie urazić, ale po jakimś czasie próbujemy.

Wzrusza mnie, to co mówisz.
Czuję irytację.
Nie zgadzam się z tobą.
Wkurzasz mnie.
Podziwiam cię.
Boję się, jak to słyszę.
Czuję się bezradna.
Wstydzę się.
Nie chcę, żebyś tak do mnie mówił. To mnie rani.
Dziękuję ci.
Jestem ci wdzięczna.

I okazuje się, że mówienie o uczuciach nie robi nikomu krzywdy. Za to otwiera - na siebie i na drugiego człowieka. Pozwala lepiej poznać swoje motywacje.

Po 5 dniach wracam do domu, jakby bez skóry. A może bez pancerza?
Wszystko czuję mocniej. Wszystko jest jaśniejsze i bardziej wyraźne.
Pod koniec wyjazdu organizatorzy mówią nam, żebyśmy o siebie zadbali, nie rzucali się w wir pracy czy rozrywek, zostawili sobie czas, otoczyli się delikatnością i uważnością. Bo właśnie uczestniczyliśmy w czymś mocnym, głębokim i być może transformującym.
I to nie tak, że magicznie, po kilku dniach, wszystko będzie "naprawione".
Nie.
Przed każdym z nas jeszcze długa droga - jak czuć "na bieżąco", nie tłumić emocji, nie bać się ich wyrażać, nie oceniać i zdrowo je artykułować.

Ale to dotknięcie siebie zostaje.
Czuję je każdego dnia.
Przeżyłam to, doświadczyłam, poczułam. Pozwoliłam sobie na otwarcie.
Jestem sobie za to ogromnie wdzięczna.
Coś się zmieniło.
Coś zaczyna się leczyć.

Jeżeli więc macie ochotę, w bezpiecznych i profesjonalnych warunkach, zajrzeć w siebie, to z całego serca polecam Wam Grupę Otwarcia Laboratorium Psychoedukacji. Choć zaznaczam, że relaks to nie jest ;-)
TUTAJ możecie przeczytać czym ta grupa jest, dlaczego powstała i co może Wam dać.

Zdjęcia do tego posta zrobiłam 2 dni temu w okolicach Dłużewa, czyli miejsca, gdzie odbywają się warsztaty.
A TUTAJ możecie zobaczyć zdjęcia, które zrobiłam podczas Grupy Otwarcia.

Zostawiam Was z tymi mazowieckimi łąkami.
I pytaniem "co czujesz"?
Ono Was zaprowadzi, gdzie trzeba. Nie ustawajcie tylko w zadawaniu go.

























17 komentarzy:

  1. Czekałam na tę relację. Dziękuję. Kasia O.
    p.s. zdjęcia fascynujące.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, cudowne kadry i mądre słowa. Będę zaglądać do Ciebie :) Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
  3. Dotknęłam podobnej terapii, indywidualnej i częściowo grupowej. Temat mi bliski..
    Pięknie napisane Joasiu.. Ściskam, Wiesia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię terapię :-) choć często boli. Ale też leczy.
      Uściski, Wiesiu!

      Usuń
  4. Witaj, podziwiam Cię za odwagę uczestnictwa w takim zbiorowym doświadczaniu i przeżywaniu emocji...Ja mam taką drogę za sobą, solową i długą i powiem ,że to zmienia człowieka i już nic nie jest takie samo i my jesteśmy już inni....ech...wspomnienia....pozdrawiam i dziękuję!

    ps. Joasiu, od kilku dni obserwuję Cię na Instagramie! Miał być własny blog, ale póki co nie poradzę sobie sama z tą piekielną materią (techniczne szczegóły) i mam więc taką namiastkę w postaci zdjęć.. bardzo mi się ta zabawa podoba i przyznam ,że jest wciągająca..I czuję, ze to jest to !
    Ewelina z Olsztyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino, to prawda, w grupie procesy wydają się mocniejsze. Przynajmniej dla mnie. Ta grupa szybko mi dała (tak mi się teraz zdaje) o wiele więcej, niż terapia indywidualna. Choć oczywiście ją też cenię i przeszłam. Na szczęście każdy może znaleźć najlepszą drogę na siebie :-)

      A ja Cię na Instagramie obserwuję? Podaj swojego nicka :-)

      Usuń
    2. lucyinthesky54 :)

      Usuń
  5. Odwaga! Ogromny szacunek, Asiu. Ps. Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie - mądrze, delikatnie, poetycko - napisałaś o zamknięciu. O moim problemie.
    Zachęciłaś mnie bardzo do doświadczenia takiej Grupy Otwarcia...
    F.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdjęcia , jak zawsze piękne i klimatyczne. Idealnie pasujące do treści! Grupa - tak to doświadczenia bezcenne, nie dające się z niczym innym porównać. Doświadczyłam na sobie powracającego jak bumerang pytania "co czujesz?" i dziś już wiem, ile energii wymaga OTWARCIE!
    dorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, ale jaka ulga jest, jak już się na nie odpowie :-)

      Usuń
  8. Asiu, czytam kolejny raz o Twoim doświadczeniu...na pewno musiało to być silne przeżycie...ale czuć tez, ze dobre dla Ciebie :) a a propos zadbania o siebie, które Wam poradzono, to wydaje się czasem najtrudniejsze do zrobienia. Ale musimy tez o sobie myśleć, dbać, aby innym tez było z nami dobrze. I przede wszystkim nam ze sobą :) miłego dnia, Asiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu, masz rację, nauka dbania o siebie jest bardzo ważna. A wyjazd na taką Grupę Otwarcia, prócz pracy nad sobą, to 5 dni tylko dla siebie :-) Posiłki podane, żadnych obowiązków, rano można iść na gimnastykę lub bieg, wieczorem na relaksację. Pełen pakiet.

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger