Mój Kraków #3 - codzienność i fotografia


A oto ostatnia część krakowskich impresji. 
Najbardziej prywatna. 
W niedzielę będę uczestniczyć w warsztatach fotograficznych Grzegorza Stykowskiego, twórcy bloga Lifenotes.pl. 
Grzegorz robi niezwykłe reportaże z codzienności swojej rodziny. Lekko oniryczne, czasem niepokojące, ale w niezwykły sposób pokazujące emocje.
Grzegorz zadał nam zadanie - zrobić reportaż z dni świąteczno-noworocznych.
W dwóch poprzednich postach widzieliście nasz sylwestrowo-noworoczny pobyt w Krakowie. Zabytki, ulice, kawiarnie.
Ale na karcie zostały jeszcze zdjęcia...ludzi. 
Tych, z którymi spędziłam ten czas. Mojej rodziny, przyjaciół, dzieci.
Zdjęcia codzienności i zwykłości.
Czytamy, nudzimy się, bawimy. Razem, osobno, obok siebie. Tak, jak pewnie miliony ludzi w tym czasie.
Ot, okruchy.
Paproszki, odpryski. 
Chwile złapane w locie. Właśnie te, a nie inne, bo akurat aparat był pod ręką.
Czasem nieostre, czasem niedoświetlone.
I jednocześnie potężne. Czy tylko dla mnie?

Dużo czytam i rozmyślam o istocie fotografii. 
Jaki magiczny sens jest w utrwalaniu rzeczywistości? Co chcemy zakląć i zatrzymać? Co pokazać, a co ukryć? Czy fotografia to rejestrowanie rzeczywistości, czy kreacja rzeczywistości?
I co potem, za jakiś czas, chcemy zobaczyć w tych zdjęciach? 
Co trzeba zrobić/umieć/poczuć, żeby naprawdę coś zobaczyć? 
NAPRAWDĘ coś uchwycić? Czy tak się w ogóle da? 

Zastanawiam się nad fenomenem fotografii. Nad jej władzą, urokiem i ...powtarzalnością.
Im więcej oglądam albumów, tym bardziej widzę, że wszystko już było. Im więcej pięknych blogów odwiedzam, tym bardziej widzę, że....wszystko już było.
Powtarza się, wraca, zatacza koła, syci się sobą. Portrety, reportaże, pejzaże. Kanon i eksperymenty z kanonem. I kolejny kanon. I kolejny eksperyment.
Miliardy doskonałych zdjęć. Miliony perfekcyjnych ujęć idealnie oddających emocje. Tysiące odbitek, które stają się znakiem czasów.

Można się zniechęcić.
A jednak tak wiele/wielu z nas podnosi aparat do oka i naciska migawkę. 
Z nadzieją, że uchwyci urodę życia, radość chwili, magię codzienności czy niezwykłość czasów. Albo potęgę mijającego czasu.
"Mamy teraz czasy nostalgiczne, a fotografia czynnie nostalgię upowszechnia. (...) Robiąc zdjęcie, stykamy się ze śmiertelnością, kruchością, przemijalnością innej osoby lub rzeczy. Właśnie dlatego że wybieramy jakąś chwilę, wykrawamy ją i zamrażamy, wszystkie zdjęcia stanowią świadectwo nieubłaganego przemijania." - bezwzględnie stwierdza Susan Sontag w swojej książce"O fotografii".

A może zdjęcia to sposób na wyrażanie naszej wrażliwości, niepowtarzalności i tego, kim jesteśmy gdzieś głęboko w środku? 
"Twój sposób fotografowania świadczy o twoim sposobie życia - w oczach każdego, kto prawdziwie widzi. Możesz patrzeć, jak robią to inni, i pozostawać pod ich wpływem, możesz nawet korzystać z ich sposobów widzenia, bu odkryć własny, ale ostatecznie musisz tamte odrzucić.(...) Czyjś sposób patrzenia bywa zdradliwy, jeśli pozwolisz, by stanął miedzy tobą a twoją własną wizją." - mówi wielki Paul Strand.

A może, jak chce Susan Sontag, zdjęcia to uzależnienie i przymus naszych czasów? A już w przypadku rodziców to wręcz obowiązek. "Niefotografowanie własnych dzieci, zwłaszcza gdy są małe, bywa odbierane jako oznaka rodzicielskiej obojętności."
Nie macie wyrzutów sumienia, że wasze pierwsze dziecko jest obfotografowane od stóp do głów, a kolejne mają jakby mniej zdjęć z wczesnego dzieciństwa?

A może, idąc tropem Diane Arbus, wielkiej dokumentalistki XX w., fotografia to alibi, sposób na dotarcie do głębi ludzkiej opowieści. "Gdybym była ciekawska, trudno byłoby mi powiedzieć do kogoś: "Chcę przyjść do ciebie do domu i wysłuchać historii twojego życia." Wydaje mi się, że ludzie powiedzieliby: "Zwariowałaś". Poza tym broniliby się ze wszystkich sił. Ale aparat fotograficzny to jakby alibi."

Wiele pytań na które wielu szuka odpowiedzi...

I myślę sobie, że trzeba mieć wielką siłę, żeby te zdjęcia robić i w nie nie wątpić. 
Trzeba wielkiej pokory, żeby uczestniczyć z w tym marszu indywidualności i powtarzalności jednocześnie.
Znaleźć sobie ścieżkę, swoją drogę, wewnętrzny sens. Nawet jeżeli zdjęcia zostaną tylko w prywatnych albumach, na dyskach czy na naszych lodówkach.

Więc ja je robię, bo zawsze chciałam je robić.
Uczę się, patrzę, próbuję, sprawdzam, eksperymentuję.
Czasem udaję mi się jakimś zdjęciem czegoś "dotknąć", a często większość jest nieudanych. 
Ale nadal, ciągle i bez zmian, sprawia mi to ogromną przyjemność.

A dla Was - czym jest fotografia?
Dlaczego robicie zdjęcia?

Wszystkie cytaty w poście pochodzą z książki Susan Sontag, "O fotografii", Wydawnictwo Karakter, Kraków 2009.

































20 komentarzy:

  1. Najpiękniejsza (i najbliższa mi) rzecz, jaką przeczytałam o fotografii (ale i o miłości), to właśnie Roland Barthes :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne są Twoje zdjęcia - pokazują rzeczywistość w jej najnaturalniejszej odsłonie.

    Czym jest dla mnie fotografia? Wyjątkowym czasem tylko dla mnie, kiedy mogę zamknąć w kadrze własne spojrzenie na świat. Fotografuję, bo nie umiem tego nie robić, bo jestem sentymentalna do szpiku kości, bo uwielbiam zarazem rzeczywistość utrwalać, jak i ją kreować. Gdzieś z tyłu głowy czasem zapala się myśl, że nie mogę przestać, by niczego nie uronić, by nie powtórzył się scenariusz sprzed lat, kiedy to miałam przy sobie ważnych dla mnie ludzi, a dziś nie mam ich ani obok na żywo, ani nawet na fotografii...

    Przepięknie to wszystko napisałaś. Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagno, dziękuję za miłe słowa i podpisuję się pod Twoimi.

      Usuń
  3. Temat mi bliski. Nie jestem fotografem, ale zdjęcia robię codziennie z pasji. Robię je tylko i wyłącznie dla siebie. Mimo, że dzielę się nimi na prywatnym blogu, świadomość, że nie mam rzeszy czytelników pozwala mi nie myśleć o odbiorcy, tylko o tym, co mi się podoba i jaki efekt chcę osiągnąć. Czasem nawet celowo zmieniam zdjęcie na nienaturalne, żeby pobawić się efektami, mimo że oryginał pewnie jest lepszy. I to wszystko robię z pasji i dla zabawy oraz żeby mieć co wspominać za kilkanaście lat. Czytam dużo blogów (z resztą, moja pasja czytania blogów zaczęła się od Mamy w Centrum) i moim zdaniem widać, które osoby robią zdjęcia z pasji, a które tylko dla materiału. Dużo przyjemniej ogląda się te pierwsze, jak właśnie u Pani. W Pani blogu cenię sobie również tekst - jest idealnym dopełnieniem dla fotografii, która dla mnie zawsze jest lekko poetyczna. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Aniu,
      cieszę, że byłam "bramą" do blogowego świata :-)
      Dziękuję za Pani opinię o mojej twórczości.
      Pani też robi piękne zdjęcia.

      Usuń
  4. Swietne zdjecia.
    Dobry tekst. Nie zniechecaj sie, nigdy!

    Moja motywacja, jakas prosta i dla mnie naturalna. Wynikajaca z potrzeby uchwycenia momentu , ktory juz nigdy sie nie powtorzy. Od dziecka chcialam byc dziennikarzem, reportazysta, podroznikiem.
    Bo to nieprawda, ze wszystko juz bylo. To tylko pozory. Kazdy widzi, czuje inaczej. Jest wyzszy , nizszy,patrzy pod innym katem. To co nas otacza, a zwlaszcza swiatlo tez niepowtarzalne.
    Warsztatow-zazdroszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, nie ma opcji, żebym odpuściła, zbyt dużo radości mi to sprawia :-)
      I masz rację z tym, że każdy widzi inaczej. To jest właśnie bogactwo.

      Usuń
  5. Pierwszym prezentem, o który poprosiłam po urodzeniu synka był mini aparacik, ot taki idiotenkamera, zeby się zmieścił wraz z portfelem do kieszeni. Żeby móc w dowolnym momencie wyciągnąć i po prostu bez zastanawiania się kilknąć, złapać moment. Do tej pory tak robię, chociaż fotograf ze mnie żaden, i nie czuję potrzeby rozwijania się w tym temacie .Z przyjemnością za to oglądam Twoje zdjęcia. I myślę, że każde zdjęcie mimo wspólnych tematów jest unikatowe. Przecież ten dzień, ta pogoda, ten uśmiech, ta chwila jest jedna jedyna i nigdy nie była i nigdy się już nie powtórzy. Pozdrawiam serdecznie, Kasia z Vancouver

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, "ta chwila jest jedna jedyna" - właśnie tak :-)

      Usuń
  6. Nie zawsze mam przy sobie aparat, wiec zdjęć nie robię namiętnie, czasem tez "pstryknę" komórką, ale lubię fotografować :) lubię tez zdjęcia oglądać :) robię zdjęcia, aby uchwycić dzieci, nasze wspólne chwile, pamiętać momenty, te ważne i te "zwykle", z których składa się codzienność jakiś wypiek, choinka, składanie biurka ;), piękno przyrody, spacer :) lubię potem do nich wracać, wspominać, przypominać sobie minione chwile z radością, duma, miłością :) zdjęcia są dla mnie wspaniałą pamiątką :) udanego weekendu, Asiu i miłych wrażeń na warsztatach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Danusiu, ja też uwielbiam oglądać zdjęcia - swoje i czyjeś :-)

      Usuń
  7. Do reportażu mnie nie ciągnie, ale z sentymentem oglądam codzienność z lat mojego dzieciństwa, uwiecznioną na czarno-białych fotografiach. To będzie bardzo ciekawe zobaczyć to co pokazujesz dziś za jakieś dwadzieścia lat. Świat pędzi, dzieci dorastają, za chwilę wszystko ulegnie zmianie. Dobrej zabawy na warsztatach:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie piszesz i pięknie widzisz codzienność, co w efekcie daje to, że uwielbiam tu do ciebie zaglądać.
    Dla mnie fotografia to magia, tak w skrócie. To dotykanie tego na co patrzę. Czasem bardzo zachłannie chcę złapać wyjątkowość danej chwili, szukam wtedy aparatu i nagle uświadamiam sobie, że ta chwila już własnie mija i mnie omija, bo latam za szkiełkiem. Ale czasem odstawiam zachłanność i pstrykam spokojnie, bez pospiechu i skupiam sie tylko na tym, na tym tu i teraz. To jak terapia codziennościa z aparatem, jak udział aktywny i twórczy w zadaniu, narzuconym przez mistrza, nauczyciela, by mimo chęci czy niechęci zrobić to co zadane. Bo fotografia to trochę jak odrabianie zadań, które czujesz że masz do zrobienia. Nie wiesz czemu, nie wiesz po co, po prostu się dzieje. A potem... możesz na nowo patrzeć, już na zdjęcia i odrabiać kolejne zadania...
    warsztatuj się i czekam na twoje wrażenia!
    dorka z podstrychem - z ciepłymi pozdrowieniami

    OdpowiedzUsuń
  9. Na tych zdjęciach widać PRAWDĘ I WOLNOŚĆ!
    Gratuluję takich świąt !

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje fotografowanie jest zaklinaniem urody życia.
    Usiłuję przekabacić rzeczywistość, żeby była piękna, tylko i wyłącznie piękna - może być piękna na trudny sposób, jakoś niedoskonała, ale niech nie będzie szpetna.
    Chcę uwierzyć w to piękno, urodę. Żeby cieszyć się życiem.
    Choć niby wiem, że nie ma szczęścia bez cierpienia - że trzeba uznać cierpienie, żeby móc być szczęśliwym...
    F.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger