Poranek


Sady nad Wisłą szczelnie otula mleczna poświata.
Poranne słońce przedziera się przez chmury.
Idę lekko mokrą łąką wśród uśpionych drzewek, krzaków i tyczek chmielu.
Wszystko pokryte jest srebrną warstewką mrozu.

Cisza.
Łagodna cisza.
Niewiarygodnie łagodna cisza.
Ziemia posapuje w lutowym śnie.
Światło daje mi popis swojego wdzięku.
Poranek odkrywa przede mną swoje dary.

Czytam u Mimi i Zorkiego w ich Subiektywnym Przewodniku Po Małych Przyjemnościach sentencję:
"Jeśli stracicie rano godzinę, będziecie jej bezskutecznie szukali przez resztę dnia."
Coraz częściej udaje mi się wstawać rano i już nie szukać zgubionego czasu.
Coraz częściej witam dzień wraz ze wstającym słońcem.
Bardzo mi się to podoba.

Idę wśród sennych sadów i rozmyślam o mojej niemocy i odpuszczeniu.
I wiem, to, naprawdę to wiem. Czuję to do koniuszków moich przemokniętych palców u nóg.

Nic nie muszę.

Nic
nie
muszę.

Nic nie muszę.

Nie muszę gonić, porównywać się, doskakiwać.
Starać się, zasługiwać, dopasowywać.
Pędzić nie swoimi ścieżkami. Szukać potwierdzenia swojej wartości "na zewnątrz". Być dla samej siebie najbardziej surowym i wymagającym rodzicem, choć sama takich nie miałam i nie jestem taka dla moich dzieci.
Nie muszę, bo to nic nie daje.
Szczęścia nie daje.

I nikt tego ode mnie nie wymaga.
Nikt, prócz mnie samej.
Terapeutka miała rację ;-)
I to trzeba, na najgłębszym poziomie, odpuścić.
A ja właśnie zaczęłam ten proces.


















 

Jeżeli podobał Ci się ten post, możesz go skomentować, polubić, udostępnić i dalej puścić w świat. 
Będzie mi bardzo miło :-) Dziękuję!

18 komentarzy:

  1. Piękny poranek:)
    A ja tak nie cierpię rano wstawać. Wieczorami chcę zrobić jak najwięcej, do późnych godzin nocnych maksymalnie wykorzystać dzień, ale rano jestem nieprzytomna i śniadanie do szkoły robię w pół śnie, dopiero wyjście do szkoły mnie rozbudza.
    Taki spokój bije z Twojego posta, tych słów i tych zdjęć.
    Pozdrawiam ciepło i życzę dobrego dnia!
    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izo, ja też buszowalam zawsze do późna, aż w końcu przestało mi to służyć. Ciągle byłam zmęczona. Potrzebowałam przestawić swój rytm dnia i jest lepiej.

      Usuń
  2. piękne zdjęcia...
    ja też wole wcześniej wstać, świat jest taki piękny o piątej nad ranem, szczególnie teraz będzie coraz lepiej, kiedy będzie już jasno...
    odpuścić sobie - nie mam pojęcia jak to zrobić, a tak bym chciała...

    miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sandrynko, ja po prostu poszłam na terapię :) Bo sama sobie z tym nie radzilam.

      Usuń
  3. I ja powinnam zacząć uczyć się, jak przestać podejmować ciągłe próby kontrolowania wszystkiego, wymagania od siebie wszystkiego w każdej dziedzinie... Wiem, że dużo pracy przede mną, ale wiem też, że warto.
    Tobie życzę wytrwałości i tego, by poczucie świadomości iż nic nie musisz, ale wiele możesz, nie opuszczała Cię...
    A zdjęcia jak zawsze piękne! Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy czytam Twe ostatnie wpisy to tak bardzo się z nimi wewnętrznie zgadzam z prawie każdym słowem, no tak na 95%, bo wiadomo.
    Ostatnie czyli te od kilku miesięcy, gdy intensywniej czytam bloga i zaglądam prawie codziennie.
    Lubie Twe fotografie sa magiczne.piękne światło i te detale.
    Miałam okres odpuszczenia w styczniu, ale to było tez zniechęcenie i trochę lęku bo czeka mnie rok dużych zmian i wyzwań.
    Teraz nabieram światła i energii, chce gotować i staram sie wierzyć ze dam rade.
    Moja 8-miesieczna córka śpi wiec czytam blogi i piekę pasztet z soczewicy:)
    Ściskam ciepło i gratuluje bloga i pracy nad sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlo,
      cudownie, bardzo się cieszę, że tu jesteś :-) Uściski dla Ciebie i Twojej córeczki. A pasztet pewnie jest pyszny :-)

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia, takie spokojne!
    Mi pęd szkodzi bardzo na zdrowiu, jestem poganiaczem i dyrektorem dla siebie, jak powiedziała mi psycholog.
    Dlatego trochę odpuściłam, niestety nie do końca..
    Książki Mimi i Zorkiego Uwielbiam, mam to szczęście, że mam wszystkie:-)
    Uściski Joasiu:* Wiesia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przewodniki Mimi i Zorkiego są czystym ukojeniem :-) Mnie brakuje jednego.

      Usuń
  6. Piękne ośnieżone kadry, jakby muśnięte spokojem.
    Proces dla szczęśliwości siebie samej, tym bardziej trudny, że niezbędny.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Joasiu! jesteś wielką dojrzałością wiesz o tym? ;-) naprawdę Wielka Dzika Kobieta przemawia przez Ciebie, twoje słowa i zdjęcia! Bardzo się cieszę, że jakiś czas temu trafiłam tu do ciebie!
    Też siedzę w zimowym kokonie i walczę z poczuciem winy i poganianiem samej siebie, gdzie pędzę, po co, co mi daje ten bieg, co się musi stać bym się zatrzymała - na tym najgłębszym poziomie odpuszczenia....
    ściskam się ciepło - dorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorko, to zmagamy się z tym samym... Za słowa o dojrzałości dziękuję :)


      Usuń
  8. Ja Ci błogosłąwię w tym procesie odpuszania ;-)
    Oj, ja też ostatnio mocno myślę nad tym, że nic nie muszę udowadniać.
    Tak sobie patrzę na moje życie i widzę że przestawiam się na inny tryb funkcjonawania- wszystko przez moje duże juz dzieci. Już nie muszę być w takiej gotowości i Ich samodzielość i wolność się zwiększa. A ja mogę odpuścić i popatrzeć na siebie ;-)
    Samych złapanych poranków !

    OdpowiedzUsuń
  9. Asiu...trzymam kciuki i uściski ślę i bardzo się cieszę :-) Ania O.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger