Co czyta Zosia #2


"Mamo, będę malarką, tancerką i piłkarką. No i mamą."
Dla Zosi role kulturowe nie mają jeszcze żadnych granic. Wybiera sobie to, na co akurat ma ochotę.
I to, co widzi wokół siebie. Naśladuje mnie, ale i swojego brata. Oraz tatę.
Staramy się dowartościowywać i harmonizować role kobiece i męskie w naszym domu. Niczego nie pomniejszamy - ani różowych koników ani tzw: "chłopięcych" przepychanek. Niczego nie wywyższamy. No i każdy może się przepychać i bawić konikami. Mieć wózek z lalą czy fazę na pociągi. Bez względu na płeć.

Kiedy miałam 20 lat trafiłam na zajęcia z kreatywnego pisania do Izabeli Filipiak na tworzących się właśnie Gender Studies w Warszawie. Wprawdzie nie rozumiałam połowy z tego, o czym mówi Izabela i jedna ze studentek - w tej chwili feministyczna naukowczyni i pisarka - Agata Araszkiewicz, ale czułam, że jestem "w domu".
Chłonęłam każde słowo. Byłam w siódmym niebie. Nigdy już nie przeczytałam w tak krótkim czasie tak wielu inspirujących książek.
Z Lucy Irigaray na czele ;-)
Potem Izabela podsunęła mi pomysł wolontariatu w OŚCE  - Ośrodku Informacji Środowisk Kobiecych. Kartka z taką informacją była, ot tak, przypięta na uniwersyteckiej tablicy ogłoszeń.
Jeżeli miałabym szukać jakiś punktów zwrotnych i inicjacyjnych w moim życiu, to fakt przekroczenia progu na Fałata 2 w Warszawie, takim niewątpliwie był.
Na kilka lat zanurzyłam się w działaniach na rzecz feminizmu oraz w kobiecej wspólnocie. Nasiąkłam dziewczyńską przyjaźnią, równością, kobiecym punktem widzenia, kobiecym językiem i tym strasznym "genderem" ;)
Oraz żeńskimi końcówkami wszelkich zawodów. Och, jaka to to była ulga! Jakie odkrycie! Móc w końcu siebie opisać, tak jak się czułam. Nawet jeżeli te wszystkie "lożki" na początku kłuły w uszy. Ale powiem Wam coś oczywistego - jak się zaczyna używać tych słów na co dzień, stają się normalne i zwykłe. I pilotka oznacza już kobietę sterującą samolotem, a nie czapkę.
Jestem więc polonistką, działaczką, przewodniczącą (Rady Rodziców ;-), twórczynią, trenerką, autorką, fotografką, blogerką. A za jakiś czas będę dyplomowaną psycholożką.
Bo jestem kobietą i na szczęście "język Polki się odmienia".

Po kilku latach życie zagarnęło mnie w nowe przygody i odeszłam z OŚKi, ale nigdy tych feministycznych okularów już nie zdjęłam. Feminizm jest częścią mojego patrzenia na świat, choć teraz już bardziej na spokojnie - swoją ilość gorących kłótni i sporów o feminizm odbyłam ;-)
Opowiadam moim dzieciom o równości, pokazuję im, jaki to fajny model życia. Cieszę się, że moje "nauki" działają.
Czuję radość i dumę, że mój syn "odruchowo" nie naśmiewa się z niepełnosprawnych, że oczywiste dla niego jest, że dziewczyny mogą grać w piłkę nożną, że nie bardzo rozumie, co to są obowiązki "kobiece" i "męskie", że sprząta się, pierze, gotuje, prowadzi samochód tak samo, bez względu na płeć.
Cieszę się, że moja córka nie daje sobie przyciąć skrzydełek, tylko dlatego, że jest dziewczynką, że zabiera głos niepytana i nie daje go sobie odebrać. I że kochamy różowy i jesteśmy z tego dumne :-)
To nie jest tylko mój feminizm, ale też mojego męża - jego irytacji, kiedy w kolejnym plebiscycie na kogoś tam ważnego nie ma kobiet, jego współudziału, a nie "pomocy" w naszej rodzinie, jego gotowania, przytulania, wstawania w nocy czy zostawania z chorymi dziećmi. Jego opinii, które słyszą: "konferencja bardzo fajna, bo w końcu był parytet."

I tak sobie ten nasz spokojny feminizm uprawiamy w domowym ogródku.
Szukam też dla moich dzieci książek, które na nowo opisują świat ról kobiecych i męskich. Igor ma lalki, a Ronja jest zbójniczką.
I kiedy się trafiają książeczki, które w tak swobodny i radosny sposób to pokazują, to aż skaczę z radości pod sufit.
Kupcie je, pożyczcie, ale przeczytajcie koniecznie!

Agata Królak, "Robimisie", wydawnictwo Dwie Siostry.
Piotr Wawrzeniuk, ilustracje Dorota Wojciechowska, "Kosmonautka" i "Strażaczka", wydawnictwo Poławiacze Pereł.

Dobrego, pełnego równości tygodnia Wam życzę!

Jeżeli podobał Ci się ten post, możesz go skomentować, (a wiedz, że uwielbiam Twoje komentarze :-) polubić, udostępnić i dalej puścić w świat. 
Będzie mi bardzo miło :-) 
Dziękuję!



















7 komentarzy:

  1. zazdroszczę ci tak bliskiego doświadczenia z gender. ja w poznaniu nie miałam tak szerokich możliwości. uczestniczyłam w seminariach Elżbiety Pakszys, w spotkaniach stowarzyszenia kobiet konsola. ale zawsze czułam niedosyt.
    staram się pielęgnować mój feminizm i feminizm moich chłopaków. starszak jest bardzo otwarty na inność, nie rozróżnia na męskie i damskie. ale jest trudno, wszędzie trafia na opór. pamiętam jaką awanturę urządziłam w przedszkolu, gdy pani codziennie rozdzielała dzieci i wyznaczała im zabawy i prace zgodne stereotypowo z płcią. jak wyróżniała dziewczynki, a swoim językiem burzyła świat sprawiedliwości społecznej. to tak często syzyfwa praca. na szczęście młody niełatwo na razie ulega wpływom z zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, pozdrawiam Konsolę :-) Może się nawet gdzieś minęłyśmy na jakiś imprezach, bo jeździłyśmy do Poznania :-)
      Co do świata, to masz rację, ale bez względu na wszystko, ja wierzę, że jak w domu nasiąkną pewnymi wzorcami, to żadna pani im tego nie zabierze. Choć też często załamuję ręce.

      Usuń
  2. Jak zwykle wspaniały tekst. Tak sobie myślę, że dopiero pokolenie naszych dzieci będzie w pełni rozumiało i nie miało oporów ani kompleksów jeśli chodzi o feminizm i brak owych rozróżnień na męskie i żeńskie. Ja na początku przyznam, miałam mieszane uczucia co do nazewnictwa, ale prawdą jest, że jak zaczynasz tych nazw używać, staje się to naturalne i szybko wchodzi w krew. Ja generalnie nie lubię skrajności i często potrzebuję czasu, aby się z czymś po prostu oswoić. Fajnie , że świat się zmienia i idzie naprzód i możemy w tych obyczajowych zmianach uczestniczyć i pokazywać to naszym dzieciom.
    Ps. Książki super. A p. Filipak doskonale pamiętam, jak i to, że kompletnym kosmosem było dla młodej studentki to, o czym wtedy mówiła..swoją drogą od tego czasu minęło jakieś 20 lat, czyli dorosło nam całe nowe pokolenie...
    Ale się rozpisałam :)
    Pozdrawiam, Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino, "20 lat minęło, jak jeden dzień...lalalala..." :-)
      Co do nazw, to i mnie czasem jakaś nazwa wydaje się dziwaczna, ale trudno. Chcę żeby były dowartościowane i równorzędne, więc używam :-)

      Usuń
  3. Och Asiu, to my po jednych pieniądzach jesteśmy :))))) ja całe życie walczę tym co kobiece i męskie... mam oczywiście na myśli ten idiotyczny podział ról.
    Jasne, że są rzeczy i sprawy, których się nie przeskoczy i ten podział musi istnieć, ale jednak w dużej mierze jest kreowany przez religie, tradycje, nawyki, wygodnictwo, wychowanie i pewnie jeszcze wiele innych spraw.

    I u mnie w domu panuje zasada równości, a przynajmniej bardzo staram się wpajać dzieciakom te zasady, o których piszesz. Niestety patrząc na ogół, rówieśników moich dzieci, ich rodziców, dziadków, znajomych z pracy mojego męża, sąsiadów, panią w sklepie.... mam wrażenie, że wiele przed nami do zrobienia.

    Też się wychowałam w tym okropnym gender (w zasadzie to moja Mama mi to zaszczepiła)i nawet jeszcze nie mając świadomości co to za paskudztwo przyjęłam do serca jako coś zupełnie normalnego czyli potwierdza się zasada czym skorupka nasiąknie za młodu....
    Koniecznie trzeba kształtować młode pokolenia, oddalać od tych zmurszałych ideologii i uczyć szacunku dla inności drugiego człowieka.

    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie wiedziałas, że my z jednej gliny :)))))
      Mądrze prawie!

      Usuń
    2. Wiedziałam, ale tym bardziej się cieszę, że właśnie tak :)

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger