Tydzień


Dom, praca, szkoła, przedszkole. Trening, balet, spacer.
Zakupy, placki, kanapki. Termos z ciepłą herbatą. I bilet na autobus. "Nie zapomnij tylko!"
Lekcje, rachunki, poczta.
Plany, marzenia, rezerwacje.
Nieustanne sprzątanie bałaganu.
Zmęczenie wieczorem. Czytanie na dobranoc. Już tylko Zosi. Już tylko Zosi.
Potem w sypialni czytanie dla siebie. Powrót do Juula. Dużo bliskości.

Tydzień jak co tydzień.
Gna, jak szalony.
"Wyobrażasz sobie, że już czwartek?"
Z każdym rokiem czas przyspiesza. Nic już się nie ciągnie. Tygodnie, miesiące, lata. Mijają w tempie ekspresowym.
Nie jestem w stanie przyzwyczaić się do swoich urodzin, bo już mam następne. "Które to? Niemożliwe. Już?!"
Dzieciństwo kończy się w momencie, kiedy naprawdę zdajesz sobie sprawę, że przeminiesz. Że umrzesz. Że masz określoną ilość czasu. Że nic nie wróci. I że ciebie to też dotyczy.
Od 31 roku życia ta świadomość towarzyszy mi nieustannie. Czasem mnie przydusza, żeby potem dać napęd. No bo jeżeli tak, jeżeli takie są warunki i nic się z tym nie da zrobić (nieśmiertelność tylko w filmach s-f) to jedyne, co mogę, to świadomie przeżyć każdą daną mi sekundę.
To moja nagroda. Ukojenie. Złagodzenie tego, co nieuniknione.
To życie. Teraz. Tu.

Pomarańcze z Sycylii. Ostatnie już chyba w tym sezonie. Ziółka podjęły wyzwanie i jednak wykiełkowały. W garnku zupa na dwa dni. Dobre, naładowane miłością jedzenie. Ochota, żeby napić się kawy w moich starych filiżankach. Kiedyś je zbierałam, teraz stoją zakurzone w kącie. Zaprzedałam się firmie GreenGate ;-)
Chcę przewiesić obraz. "Mamo, nie ruszaj go, on tu wisi zawsze." Zawsze, czyli od jakiś dwóch lat. To, co dla mnie jest tylko wyborem estetycznym, dla nich jest ich dziecięcą mitologią. Stwarza ich. "W moim domu, na ściance między pokojem a kuchnią, wisiał obraz z morzem." Ostrożnie więc obchodzę się z rzeczami. Żeby im nie narobić bałaganu we wspomnieniach.

Biegnę, jadę, parkuję, zapinam pasy, odpinam pasy. Wnoszę zakupy, wynoszę śmieci. Bratki zakwitają, hiacynty przekwitają. Życie się toczy. Przed odebraniem dzieci wpadam do centrum handlowego po kilka rzeczy. O, Antek ma już wszystkie spodnie za krótkie. Kręcę się zagubiona pomiędzy regałami. Dawno nie byłam na dziale chłopięcym.
"W czym mogę pomóc?"
"Szukam spodni dla syna."
I słyszę się.
W jakieś sekundzie objawienia słyszę się wyraźnie. Jakbym stała obok.
Słyszę z jaką radością, wdzięcznością i rozpierającą mnie dumą wymawiam to zdanie.

Dla syna.
Spodnie.
Chcę kupić.

"Słyszy Pani, mam syna, zdrowego, fajnego. Rośnie chłopak, jak na drożdżach. Spodnie mu kupuję. Mogę, chcę. Widzi to Pani? To cud."
Z czułością niosę siatkę pełną dresowych wdzianek.
Życie.
Tu i teraz.
Najlepsza nagroda.

Jeżeli podobał Ci się ten post, możesz go skomentować, (a wiedz, że uwielbiam Twoje komentarze :-) polubić, udostępnić i dalej puścić w świat. 
Będzie mi bardzo miło :-) 
Dziękuję!





























35 komentarzy:

  1. "Żeby im nie narobić bałaganu we wspomnieniach." Normalnie będę sobie drukować te twoje zdania :-) Jestem urzeczona. Kasia O.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle u Was tak domowo i tak jakoś... spokojnie? :) Lubię Was podglądać :) Dobrego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, jesteś zawsze mile widzianym Gościem (Gościnią :-))) I Tobie dobrego weekendu!

      Usuń
  3. jejku, jak przepięknie to napisałaś, baaardzo Ci dziękuję za te słowa, stawiają do pionu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sandrynko, cieszę się, że Ci się podobają :-) Ostatnio mogłabym tylko o tym pisać - o tym, jakie życie jest wspaniałe. I kruche.

      Usuń
  4. Bardzo umiejętnie ilustruje Pani zdjęciami słowa. Można z nich wyczytać dodatkowe historie. I podziwiam księgozbiór. Jak dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy czytają.
    Monika z Kazimierza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Moniko, pięknie dziękuję! I proszę pomachać Kazimierzowi :)

      Usuń
  5. Pięknie to wszystko ubierasz w słowa, ja najczęściej tylko tak myślę. Ostatnio też odkrywam swoje życie na nowo.... po okresie dołków, oswajania się z tym co nieuchronne zaczynam świadomie żyć i faktycznie jak patrzę na te przykrótkie porcięta to jestem szczęśliwa (no.... w centrach handlowych już mniej ;-)
    Nawet bałagan w pokojach dzieci nie jest taki straszny jak kiedyś :)

    Ściskam Cię Asiu

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach te kobiece detale, natłok dnia, minione-następne, pauza. Uwielbiam jak piszesz i co pokazujesz.
    U mnie Juula "Agresja", szukam butów na syna, sukulenty nadgryza susza.
    Rozczulają mnie przekwitłe hiacynty i "nieudany" chleb.
    Macham do Ciebie (widzisz?);)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Kobieto, jesteś doskonała! Sprawiasz, że chce się przyglądać swoim sprawom i zabałganionemu życiu w ciągłym niedoczasie łagodniejszym okiem :-). Jesteć cudną mamą!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, bardzo dziękuję! Choć uwierz, do doskonałości to mi daleko, oj daleko ;) Ale praktykuję bycie "wystarczająco dobrą" :))))

      Usuń
  8. mmmmm, tak fajnie u Ciebie, spokojnie, spełnienie czuję w każdym zdjęciu - uwielbiam je ;-)
    doskonale rozumiem dumę, która rozpiera... tez tak mam, uwielbiam mówić moja córka, mój syn i ogłaszać, że jestem ich mamą i radość aż uszami sie wylewa ;-)
    Twoje wieże z książek inspirujące i .... smakowite ;-)
    ściskam cię wiosennie i tak, jakby to ująć, rozkwitająco!!!
    dorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorko, chyba czytamy te same książki, co? :)

      Usuń
    2. tak wiele Twoich tytułów jest i u mnie na półce ;-)

      Usuń
  9. jak ja lubię Cię czytać, jak ja tęsknię za takimi jak Ty Polkami.... pozdrawiam Kasia z Vancouver

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, serdeczności ślę do Twojej Kanady!

      Usuń
  10. ❤❤❤❤❤Uwielbiam jak piszesz i Twoje foto!!!! Tez wczoraj kupowalam dla mojego Kuby spodnie:))) Dzis mamy wielkie Swieto bo Wojtka 2 urodziny!!! Czas tak szybko plynie. Ale dzieki temu co robisz bardziej zauwazam co wazne. Bardziej skupiam sie na tym co teraz. Tu. To dla nas bardzo ciezki rok. Uzadzamy dom. Masakra generalnie. Bo i praca dwojka malych dzieci dom i urzadzanie nowego. Tyle niepotrzebnych sprzeczej nerwow. Bo do wakacji trzeba zdazyc. Bo kuba do szkoly od wrzesnia. Nerwowo i strach co bedzie jak juz tam sie przeprowadzimy. Bo to ogromna zmiana. Nadal warszawa ale przedmiescia. Dziekuje Ci za ten sokoj. Ukojenie. I choc na chwile zatrzymanie. I za mysli po co tak gonimy. Bedzie jak bedzie. Nie chce stracic tego roku tylko na remoncie...Ps. chce taka bibloteczke w moim nowym domu. Choc mam jedna setna ksiazek.hehe
    ps2. Czy zrobisz dla mnie zdjecie waszych wielkanocnych ozdob. Chodzi mi o Twoja cudna biala kure😃😃😃 caluje! Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, spokój przesyłam. Będzie dobrze :) Kury sfotografuję specjalnie dla Ciebie :)

      Usuń
  11. Kocham Twoje pisanie i wciąż się uczę od Ciebie.
    Ściskam wiosennie, dobrego weekendu:)
    marlena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marleno, dziękuję, cieszę się i też ściskam wiosennie :)

      Usuń
  12. eh, jakie to wszystko prawdziwe. I uniwersalne dla każdej kobiety, mamy, żony, córki, siostry, synowej, kuzynki, koleżanki czy przyjaciólki innej kobiety, która ma dokładnie tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj Asiu, pięknie napisane, znowu się wzruszam, kąciki oczu mi wilgotnieją..Wspaniałego oczekiwania!
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla syna. Dla córki. To dla mnie takie zwroty wypełnione dumą :) Brzmią zupełnie inaczej, kiedy użyje się imion dzieci...
    PS Przepraszam, że tyle z książką zwlekałam. Dotarła już? Pospiesznie pakowałam, mąż już wychodził, już sięgał po kopertę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, całkowita racja :)
      P.s. Książka wczoraj doszła.

      Usuń
  15. Dawno się tak nie wzruszyłam. Piękny wpis, tyle w nim miłości takiej codziennej ze zwykłych rzeczy, które wypełniają nam każdy dzień. "I życie tu i teraz, najlepsza nagroda"-to zdanie zabieram ze sobą. Pozdrawiam.

    Ps. Piękny dom

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak sobie zaglądam do Ciebie i czytam te słowa o krótkich spodniach i jakoś tam mnie ścisnęło w serduchu. Bo ta moja Zuza też ma już za krótkie spodnie. I tak mi głupio jak ostatnio się na nią denerwowałam, bo czy warto na to tracić czas. A ta moja mała już pól roku skończyła - taka filigranowa i pogodna, do wszystkich się uśmiecha. A tu mówią, że wada serduszka - że nie duża, ale przecież operacja może być. I te Święta znowu takie zimne i mój mąż w stresie ciągle. No właśnie i ciągle coś i takie Twoje słowa potrafią zaczarować, zatrzymać. Oby jak najdłużej. Pozdrawiam Cię serdecznie. Marta (tiffi)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tiffy, mocno ściskam kciuki za Malutką! Będzie dobrze, wierzę w to! Serdeczności i same dobre myśli do Was ślę.

      Usuń
  17. pobeczałam się- że też Ktoś potrafi napisać dokładnie to co ja czuję a nazwać nie umiem...
    agade

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger