Dziękuję!


Bardzo, ale to bardzo dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa, jakie do mnie dotarły po publikacji w Moim Mieszkaniu.
Bardzo się cieszę, że nasze mieszkanie wzbudza tyle ciepłych uczuć :-)
Pojawiłam się też w...Brazylii! Urocza Manuela poświęciła nam cały post i pięknie opisała nasz dom. Nie, nie znam portugalskiego, ale przy małej pomocy "tłumacza" google wszystko zrozumiałam :-)
Manuela idealnie odczytała moje intencje: że zawsze chciałam mieć kolorowy, radosny, energetyczny dom.

Koleżanka zadała mi też pytanie, czy "ja tak zawsze miałam"?
To pytanie stało się dla mnie pretekstem, żeby przeanalizować swoją estetyczną edukację.

Jak dziecko lat 70. i 80. wychowałam się w dekoracjach taniego PRL-u. Rodzice cieszyli się, że w ogóle coś mają, nikt się nie zastanawiał, czy to ładne, czy brzydkie. Czasem mama coś kupiła w Cepelii, a u babci mignęła stara porcelana. Za to wszędzie były książki, jakieś obrazki czy ładny kilim. Lata 90. wybuchły możliwościami i tymi wszystkimi skórzanymi kanapami, rurkowymi stolikami, szklanymi blatami. To był także początek fascynacji starociami, jako utraconym i przerwanym dziedzictwem.
Pierwsze wynajęte studenckie mieszkanie to był mój poligon. Odkładałam każdą złotówkę i zwoziłam dekoracje z Ikei, która miała swój sklep w Alejach Jerozolimskich (kto pamięta? :-) Kubki, poduszki, wazoniki, plakaty, doniczki, garnki, ściereczki...Niektóre z tych rzeczy są z nami do dziś.
Potem z całym dobytkiem przeprowadzaliśmy się co roku w nowe miejsce, a ja na nowo urządzałam, ustawiałam, przestawiałam. Coraz bardziej pilnowałam, żeby wszystko do siebie pasowało i nic się ze sobą za bardzo nie gryzło. Coraz bardziej bolały mnie paździerzowe meblościanki i wytarte fotele w nieokreślonej tapicerce.
Jednak, nie wiedzieć czemu, zawsze wybierałam, tzw: kolory ziemi. Jakieś żółcienie, brązy, beże, magnolie, zielenie, granaty. Kolor biały to był brak koloru i do głowy mi nie przychodziło, że można go używać do aranżacji. A różowy, turkusowy, miętowy, szary, czarny? Nie do pomyślenia!
Po wielu latach udało się nam kupić nasze pierwsze mieszkanie - 50 metrów w bloku z lat 50. na Grochowie. Wysokie pokoje, ładny parkiet na podłodze i kompletny brak pieniędzy na cokolwiek więcej, niż podstawowe rzeczy. Pomalowaliśmy więc wszystko na żółto i zielono ;-), wstawiliśmy stare meble i cieszyliśmy się naszym pierwszym własnym domem. Czasem jeździłam na Koło i przywoziłam starą filiżankę.

Aż pewnego dnia, jakieś 10 lat temu, trafiłam TU. 
Forum Wnętrza Mieszkań to był mój uniwersytet designu i dobrego gustu. Wiedza i cięty język stałych bywalczyń to były najlepsze lekcje. Och, jaką ja dostałam krytykę za nasz duży pokój ;-)
To tam dowiedziałam się, że te nieszczęsne kolory ziemi dają to dziwne poczucie duszności, a zimna paleta barw dodaje oddechu wnętrzom. To tam zobaczyłam, że zwykłe białe ściany są doskonałym tłem do wszystkiego, a w łazience nie trzeba kłaść kafelków pod sufit. I że ładne drewno zawsze dobrze się sprawdzi. Przyglądałam się, jak dziewczyny zmieniają swoje domy i uczyłam się, co to styl "shabby chic" i "prowansja", jak wygląda styl "glamour", a jak nowojorski, skandynawski czy loftowy. Czytałam o kultowych meblach, projektantach, stylach. Marzyłam o szarej ścianie, kafelkach - cegiełkach, drewnianej podłodze i kuchni Stat z Ikei. Miałam, jak chyba każda z nas, mały romans z przecieranymi, bielonymi meblami.

Zaczęłam też pierwsze świadome i nietrafione zmiany ;-)
Źle zinterpretowałam idee monochromatyczności i na jakiś czas zanurzyliśmy w zielonkawej poświacie. Zielone było wszytko - zasłony, kapy, poduszki. Potem opacznie pojęłam odwagę w używaniu kolorów i jedna ze ścian przybrała odcień, jak z opakowania czekolady Milki. I naprawdę byłam nią zachwycona.
Zaczęłam też kupować na oślep. Chciałam mieć wszystko JUŻ! Kierowałam się tylko pierwszym impulsem i koniec końców kończyłam z mnóstwem niepasujących do siebie przedmiotów. Oraz niewykształconą umiejętnością pozbywania się ich. Nie miałam też tego drygu, co dziś, żeby wśród śmieci wypatrzeć perełki, a nie stać mnie było na prawdziwe rarytasy. Lądowałam więc z jakimś pokrakami. Nieumiejętnie je odnawiałam i naprawdę wierzyłam, że są piękne.
Odkrywałam właśnie tajemnicę, że cierpliwość w czekaniu na wymarzony przedmiot to klucz w urządzaniu spójnego wnętrza.
Jednak zaprojektowana przeze mnie łazienka i kuchnia w poprzednim mieszkaniu, naprawdę mnie cieszyły. Dobrze wyszły :-)

Kiedy pojawiła się szansa na większe mieszkanie, postanowiłam do tego podejść systemowo.
Do forum dołączyłam miliony blogów, pism o wnętrzach, albumów. Mój katalog z inspiracjami puchł od zdjęć. Uczyłam się, czytałam, analizowałam, pytałam się siebie, czy NAPRAWDĘ mi się to podoba. Segregowałam, odrzucałam, podchodziłam krytycznie do swoich fascynacji. Dyskutowałam i wyciągałam wnioski. Coraz swobodniej się czułam w szeroko pojętym stylu skandynawskim.
A kiedy przeanalizowałam ulubione zdjęcia, okazało się, że wszędzie są...książki :-), jasne ściany, światło, drewniane podłogi, mebelki z lat 60., mix nowego ze starym i mnóstwo koloru w dodatkach. Że wszędzie jest taki nieuchwytny luz, radość i lekkość.
Postanowiłam odważnie za tym pójść i tak powstał ten dom. Zrealizowałam w nim wszystkie moje pragnienia - otwarte półki w kuchni, piękną drewnianą podłogę, obrazy na ścianach, błękitną łazienkę, kolor w każdym kącie i jak się tylko da -  kwiaty w każdym wazonie. Byłam już wyposażona w wiedzę, pewne umiejętności i cierpliwość. Oraz w radość, wytrwałość i wiarę, że jak coś wynika z serca, to zawsze będzie dobrze.
Bardzo mi zależało, żeby ten dom do nas pasował  - do naszego aktualnego momentu w życiu, do naszych pasji, potrzeb, możliwości. Chciałam, żeby niczego nie udawał, nie dowodził, żeby nie było w nim napięcia i "nie-naszych" rzeczy. Tak, on także jest odbiciem jakiejś mody i stylu, ale jest też bardzo "nasz".
Zależało mi, żeby to było dobre, jasne, spokojne i radosne miejsce do życia.
I takie jest :-)

A kto wie, co będzie za kilka lat? Może moje fascynacje się zmienią? Może jakieś nowe miejsce będzie potrzebowało zupełnie innego wystroju? Ciemnych ścian i ciężkich mebli? Albo samej bieli i szarości?
Stanę więc tam i posłucham, czego potrzebuje ono i ja. A potem siądę do internetu i zacznę nową przygodę w urządzanie.

A Wy? Jak dojrzewałyście "wnętrzarsko"?

Zostawiam Was z kwiatami w wielu odsłonach, a na końcu postu znajdziecie dwa kolaże z naszego poprzedniego domu :-)
Miłego dnia!

Jeżeli podobał Ci się ten post, możesz go skomentować, (a wiedz, że uwielbiam Twoje komentarze :-) polubić, udostępnić i dalej puścić w świat.
Będzie mi bardzo miło :-)
Dziękuję! 




















23 komentarze:

  1. Mieszkanie jest bezapelacyjnie śliczne, więc nie ma się co dziwić, że otrzymałaś tyle miłych słów :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. najważniejsze, to uczyć się na błedach :) a Twoje mieszkanie w obecnej wersji jest świetne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozczytałam się w tej twojej estetycznej edukacji i wiele swoich rzeczy odnajduje w tym, co napisałaś.
    I zgadzam się, że cierpliwość to wierny sprzymierzeniec dobrego urządzania zarówno mieszkania, jak i życia ;-)
    pozdrowionka - dorka

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś bardzo inspirującą osobą. Mnie osobiście po Twoich postach aż się chce działać we własnych czterech ścianach :) Spojrzałam na zdjęcia poduszek i aż zatęskniłam za domem mojej Babci, gdzie na łóżkach leżały poduchy ubrane w poszewki w tym stylu. Jak będę w najbliższym czasie u Mamy to zapytam jej, gdzie ich szukać (mam nadzieję, że nadal gdzieś są).
    Pozdrawiam ciepło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagno, bardzo, ale to bardzo się cieszę :)) I życzę owocnego "polowania" :)

      Usuń
  5. Asiu,
    Twoje mieszkanie jest jednym z kilku blogowych, o których mogę napisać TU CHCĘ MIESZKAĆ :)
    He he.... może też dlatego, że już gotowe. Ja po ostatniej przeprowadzce (majgad to było 7 lat temu) nadal jestem w fazie tworzenia kątów, ale bardziej z braku czasu (bo wiesz co twórczo zajmuje naczelne miejsce) niż z braku wiedzy o tym co chcę mieć. Ale ten proces dojrzewania też miałam podobny :)

    WM to dla mnie również wielka kopalnia wiedzy, choć powiem wprost w temacie białych ścian, to moja Mama na początku lat 80 zadecydowała - kolor ze ścian WON! I odtąd uwielbiam biel na ścianach, chociaż..... ostatnio mam pewną koncepcję, którą mam nadzieję niedługo pokazać na moim blogu i jeśli pozwolisz pociągnę wątek wnętrzarskiego dojrzewania :) bo pomysł jest super!!!!!

    Shabby się oparłam, choć jak zaczynałam blogową przygodę był na czasie, jednak wolę przedmioty naturalnie zjechane zębem czasu niż tak sztucznie postarzane (skrzywienie - bo pracowałam kiedyś w konserwacji zabytków i tu nauczyłam się odwrotnego procesu - stare musi wyglądać jak stare!!!!)

    Natomiast zawsze będę wierna eklektyzmowi i chyba jest to wynik mojej zachłanności ;-) I bardzo, przebardzo pracuję nad tym jak to wszystko zgrabnie połączyć :)

    Na Koło zaglądam i ha ha ha pamiętam Ikeę w alejach.....

    Ale Wiesz.... Twoje mieszkanie jako jedno z niewielu na blogach i forach ma KSIĄŻKI.... czy zauważyłaś, że ten wszechobecny minimalizm eliminuje książki z naszego życia, albo nakazuje przyoblec je w jednolite okładki by pasowały do reszty???????? To jakaś totalna paranoja, bo nie ma nic piękniejszego we wnętrzu jak kolorowe, zjechane, podarte grzbiety książek.

    Powiem tak: KSIĄŻKI i ROŚLINY we wnętrzach lubię najbardziej :)

    Ściskam Cię mocno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choćby nie wiem co, książek nie oddam :-)
      Renatko, Ty masz taki dryg do vintagowo-loftowo klimatów, że wszystko wyjdzie Ci bosko.
      Temat bierz i rozwijaj :-)

      Usuń
    2. no no wypraszam sobie , u mnie w domu widać głównie książki no i czasopisma :)) nie dorobiłam się niestety jeszcze pięknej biblioteki , ale czuję nawet czasem , że książki wyskakują u nas nawet z lodówki .. Są na regale, na podłodze , na schodkach , ustawione pionowo przy fotelu i na wszystkich stoliczkach .. nie mają też jednakich okładek , ale nie ukrywam , że lubię układać je kolorystycznie .. a roślin też pełno , co nie cieszy wyjątkowo małżonka :) Twoje wnętrza i ja lubię bardzo i tą aranżacyjną historię !!! Pozdrowionka Joasiu ..

      Usuń
    3. Moniko, ja też uwielbiam Twój dom :) Ty też mogłabyś opowiedzieć swoją historię, prawda? Jak się śledzi regularnie czyjeś blogi, to widać ten rozwój :)

      Usuń
    4. Monia.... ja miałam na myśli taką właśnie bibliotekę, pełną książek na widoku w salonie, miejscu użytkowym. Poza tym napisałam jedno z niewielu....

      Żadnych osobistych wycieczek....

      Usuń
  6. Kuchnia Stat to obecnie system Metod :) Już czekają paczki z meblami w piwnicy , od poniedziałku wymarzony remont kuchni!!! Ale na dawnym mieszkanku Twoja kuchnia była cudna :) Moja droga "ewolucji" wnętrzarskiej obejmuje jakieś 6/7 przeprowadzek i nadmiar przedmiotów, który w sumie lubię, a styl to taki misz- masz, zdecydowanie nie lubię nowoczesności.
    Pozdrawiam, Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino, to życzę szybkiego i sprawnego remontu! Uwielbiam remonty :-)

      Usuń
  7. Nie chce mi się wierzyć, że Twoje mieszkanie mogło kiedyś być kiepsko urządzone. Te, które teraz masz to dla mnie marzenie, ideał. Tyle ładnych przedmiotów, nie wszystko jest nowiutkie, ale masz też stare, piękne meble. Biała kuchnia z super kolorowymi dodatkami. Miód! Jest klimat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam, miałam - mydło i powidło i fioletowa ściana ;-)
      Dziękuję Ci za miłe słowa.

      Usuń
    2. I niebieski kredens przy którym wszystkie staty mogą się schować ;) to se nevrati ;) pozdr /mi

      Usuń
    3. Na szczęście kredensik znalazł dobry dom :)

      Usuń
  8. Piękne zdjęcia! Niesamowity talent. Zapraszam do siebie http://kaszka-z-mlekiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja trochę późno udałam się po Moje Mieszkanie i nigdzie juz go nie było, aż do wczoraj gdy znalazłam je na Poczcie. Obejrzałam juz dziesięć razy Twoje lokum i na pewno na tym nie poprzestane. Pięknie Asiu! chociaż przyznam, że nie zaskoczyła mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, wszystko już gdzieś było na blogu :-) Chyba jedynym "tajemniczym" miejscem jest moja...pralnia :-) Bardzo ładna zresztą :-)

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger