Tam i z powrotem


Kiedy jesteśmy w nowym miejscu, chcemy je jak najlepiej poznać. Między leniwym czytaniem, graniem i byciem razem, urządzamy sobie wycieczki. Dalsze, bliższe, na nogach, autem, rowerami. Zaglądamy w zakamarki, zapuszczamy się w głębokie lasy, na łąki, nad jeziora. Jeździmy bezdrożami, gubimy się na polnych drogach. Szukamy śladów dawnych mieszkańców i wydarzeń.
Potem siadamy na rynkach pobliskich miasteczek, jemy bułki z lokalnej piekarni, wdrapujemy się na wieże, kościoły, góry, punkty widokowe, zaglądamy w witryny i bramy. Odwiedzamy lokalne muzea, często wybudzając obsługę ze snu :-)
M. opowiada nam zawsze historie danego regionu. Jak tu było, kto tu żył, jakim językiem mówił i jak przetoczyła się przez te ziemie Historia. Antek domaga się tych opowieści, bo jego ojciec opowiada naprawdę zajmująco :-)
Pakujemy więc kanapki, termos z herbatą, mapę i ruszamy przed siebie.
Tym razem zapuściliśmy się aż na Warmię, żeby zobaczyć Reszel i Świętą Lipkę. Po drodze zwiedziliśmy też Wilczy Szaniec. Z niego zdjęć nie będzie, bo nigdy ich nie robię w miejscach "złych", ale wrażenie robiła przyroda, która wręcz pożerała hitlerowskie bunkry.
Reszel, jedno z polskich miasteczek "slowcity", był całkowicie "slow". Przedświąteczny czas zamknął wszystkich w domach lub pobliskich Biedronkach i Lidlach. W cukierni nie było już mazurków i bab, za to w pobliskim sklepie agd, mieszczącym się w pięknym, pruskim spichlerzu, kupiliśmy kawiarkę ciśnieniową, Antek latarkę, a Zosia pistolet na wodę. Pewnie ta kawiarka będzie już nam towarzyszyć we wszystkich podróżach. I za kilka lat będziemy mogli powiedzieć: "a pamiętasz, jak w Reszlu..."
Na Zamku obejrzeliśmy wystawę polskiego plakatu z lat 60. i 70. oraz malutką, ale stałą, wystawę sztuki współczesnej z jedną pracą naszego ulubionego Józefa Robakowskiego. Miła pani dla nas zapalała światła w salach.
Do Świętej Lipki pojechaliśmy za to zjeść. Ania z bloga Strawberries from Poland polecała to miejsce, a my się nie zawiedliśmy.
Karczma Berta w starej, pięknie odrestaurowanej chałupie, ma niezwykły urok. W karcie tylko kilka dań, ale to uczciwe, pyszne, domowe gotowanie. Pierogi, zupy, domowy kompot i sernik. Pycha.
To miejsce nie ma nic wspólnego z "karczmami" przy głównych drogach, gdzie po wyjściu boli brzuch od taniego i tłustego jedzenia.
Naprawdę warto do Berty zajrzeć, rozsiąść się przy wygodnych stołach i wśród pięknych rzeczy, które ze smakiem zdobią wnętrze. 
Zatem zapraszam Was na mazursko-warmińską wycieczkę bocznymi drogami.

Jeżeli podobał Ci się ten post, możesz go skomentować, (a wiedz, że uwielbiam Twoje komentarze :-) polubić, udostępnić i dalej puścić w świat. 
Będzie mi bardzo miło :-) 
Dziękuję!






































9 komentarzy:

  1. Z polskich miast Cittaslow polecam jeszcze Pasym, względnie niedaleko :). Wspaniałe miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy jakiś czas temu :) Potwierdzam, jest uroczo.

      Usuń
  2. Wyjeździłam się sporo po Warmii w dzieciństwie, nadal jest to moja ukochana kraina, szkoda że utknęłam na Mazowszu. Tam gdzie byliście, jeżdżą wszyscy, zapominając o przepięknych warmińskich krajobrazach, pełnym niedużych jezior i pięknych wzgórz. Polecam okolicę Biskupca, Najdymowa, Lidzbarku Warmińskiego i Dobrego Miasta. Kiedyś z bratem pojechaliśmy tam rowerowo i to była jedna z największych przygód w moim życiu. :) Tu są fotki: https://picasaweb.google.com/warmia2007?noredirect=1

    OdpowiedzUsuń
  3. Warmia obiekt naszych westchnień. Pozdrawiamy Was jeszcze wielkanocnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. W taka podróż chcę wyruszyć
    Uściski wiosenne juz mi sie ta karczma i pyszne jedzonko marzy i spacery.

    A jakis slow city blisko polskiego morza znacie na wyjazd z małym dzieckiem?

    Pozdrawiam Was ciepło jak zwykle świetne zdjęcia.
    Ciekawy pomysł, ze nie robisz zdjęć zlym miejscom.

    Marlena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marleno, na tej stronie, którą zalinkowałam są wszystkie miasteczka należące do tego ruchu :-)
      Co do morza, to nie bardzo się znam, ale kilka lat temu spędziliśmy urocze i sielskie wakacje w Sasinie.

      A zdjęć w złych miejscach nie robię, bo po co? Przecież nie będę potem siedzieć i ich oglądać. Szkoda energii i miejsca na karcie ;-)

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger