Pocztówki z majówki - Tatry - dzień drugi


Drugiego dnia pada.
Szare niebo wisi nisko nad głowami.
Niestety nie pójdziemy na wycieczkę do Doliny Kieżmarskiej po słowackiej stronie. Za zimno, za mokro, za mglisto. Wielka szkoda.
Do Zakopanego nas nie ciągnie. Krupówki nas zniechęciły. Głośno, tandetnie, brzydko.

Ale wyjść trzeba.
Kręcimy się bocznymi uliczkami, odwiedzamy przepiękną willę Karola Szymanowskiego "Atma". Dzieci ciągną nas do Domu do góry nogami, skąd ja uciekam po chwili, bo błędnik szaleje.
Na bazarku staroci kluczymy między stoiskami. Już w czwartek wypatrzyłam starą rycinę róży i powiedziałam sobie, że jeżeli dziś jeszcze będzie, to ją kupię. Czeka na mnie :-) Spod stosu ramek wygrzebuję też czarno-biało zdjęcie. Zosia znosi biżuterię. Targujemy się z panią i za 30 zł dwa obrazki i dwie broszki są nasze.
M. kupuje stare pocztówki, które zaraz wyślemy przyjaciołom.
Potem rytualna kawa, ciastko i ucieczka na Słowację. Tam wita nas spokój, brak ludzi i słowacka bezpretensjonalność. Oglądamy piękne wille. Jemy strasznie niedobry obiad ;-)

Wracamy do pokoju. Gramy, czytamy, ja oglądam ramkę z kupionym zdjęciem.
Fotografia kobiety idącej sandomierskim wąwozem pochodzi z książki "Ziemia sandomierska", a pieczątka wskazuje, że została oprawiona w małym miasteczku pod Brukselą. Podpisu autora brak. Zaczynam sprawdzać w internecie. I faktycznie książka "Ziemia sandomierska" istnieje. To album z 1954 r. i jest dostępny (a jakże!) w naszym ukochanym Antywariacie Grochowskim!
Już w poniedziałek tam jestem i książka staje się moją własnością. Niestety nie ma podpisu autora pod zdjęciem. Jest tylko lista ogólna, a wsród nazwisk: Edward Hartwig, Zofia Chomętowska, Janusz Bułhak, Leopold Sempoliński. Śledząc każde nazwisko wzbogacam się o wiedzę o historii polskiej fotografii powojennej. Mojego zdjecia jednak nie znajduję. Będe szukać dalej, bo już mam nawiązany kontakt z panią z wydawnictwa :-)
W albumie znajduję też zdjęcia miasteczka, w którym mieszkałam przez pierwsze cztery lata mojego życia. To miasteczko moich Babć i Dziadków. Magiczne.
Powstaje we mnie pomysł na rodzinną wyprawę rowerową tamtymi terenami.
"Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe" - jak śpiewa Wojtek Bellon. (TU możecie tego posłuchać, a TU, jak pięknie to śpiewa młoda dziewczyna Zosia Sydor.)
I ko wie? Może jeszcze tej wiosny będziemy kluczyć między miasteczkami i polami?

Tymczasem w Kościelisku zaczyna się przejaśniać.
Jutro ma być podobno piękny dzień. Nie wierzę do końca, ale jeżeli tak, to już wiem, jak spędzę ostatnie pół dnia w Tatrach. Ale o tym w następnym poście.
Wybieramy się we dwoje na cudowny, wieczorny spacer po Dolinie Kościeliskiej. Rozmawiamy o tym, jak i kiedy tu wrócić i NAPRAWDĘ połazić po górach.
Infekcja tatrzańska się rozprzestrznia :-)
Bardzo jestem z tego zadowolona.

Deszczowy dzień okazuje się niezwykle owocny. Zasypiamy zadowoleni.
Niebo nad nami coraz bardziej rozchmurzone.

A TUTAJ (klik) znajdziecie nasz pierwszy dzień w Tatrach.

Jeżeli podobał Ci się ten post, możesz go skomentować, (a wiedz, że uwielbiam Twoje komentarze :-) polubić, udostępnić i dalej puścić w świat.
Będzie mi bardzo miło :-)
Dziękuję!

































20 komentarzy:

  1. Ty to masz oko do takich rzeczy! Ja bym nie zauważyła. A na Słowacji gdzie byliście? Kasia O.

    OdpowiedzUsuń
  2. piękne deszczowe zdjęcia...:) a wycieczka idealna na jakiś dzien "między" górami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tatry nawet w deszczu mają swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna ta rycina... mam coś podobnego u siebie. Zainspirowałaś mnie :)

    Och trochę smutny ten deszcz, ja miałam tak obłędne słońce, że ożywiłam się jak nigdy.... ale foty w Twoim wydaniu są takie nostalgiczno-melancholijne :)

    Lubię góry, ale jednak bardziej morze :)

    Ściskam Asiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A deszcz padał i padał...
      Też kocham morze, ale jednak Tatry mają to "coś" :)

      Usuń
  5. Piękną wyprawę mieliście :) Przypomniały mi się nasze zeszłoroczne wakacje w Karkonoszach i zdobycie Śnieżki razem z naszym dziesięciolatkiem i to w zasadzie dwukrotne bez żadnych podwózek kolejką ! Przygoda, że hej! Polecam bardzo, bo cudownie tam jest. Wycieczkowaliśmy zaś do Czech i Niemiec :) Teraz Tatry!!!
    Pozdrawiam, Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelina, nigdy nie byłam w Karkonoszach. Aż wstyd się przyznać ;)

      Usuń
  6. kto wie, może nawet minęliśmy się w ten majowy weekend ....

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne zdjęcia, jak zwykle! Ja jestem zakochana w Willi Oksza w Z. - polecam. My za to byliśmy u Was:-) i u Olgi Boznańskiej...
    Pozdrowienia,
    Dagmara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz gdzie mu byliśmy na Boznańskiej? W Krakowie :)))

      Usuń
  8. Wiem!!! I tam ponoć lepsza aranżacja zdjęć... i pewnie bez takich kolejek, ale i tak jestem dumna, że nam się udało. Do tego Polin, Wilanów, Łazienki...

    OdpowiedzUsuń
  9. O Atmie Szymanowskiego czytałam jakiś czas temu Fiołkowi (Wanda Chotomska, Muzyka Pana Szymanowskiego - kupiona w Antykwariacie Grochowskim :) i bardzo chciałabym się do niej wybrać. Kto wie - może się spełni... A róża cudo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagno, willa jest naprawdę jak cacuszko :-)

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger