Pocztówki z majówki - Tatry - dzień pierwszy


Endorfiny.
Zaczynają się wydzielać gdzieś pod Rabką.
To tam, przy dobrej pogodzie, zaczyna być widać koronkę Tatr.
Nie byłam tu przez 16 lat, a nadal pod Rabką odczuwam przyjemnie mrowienie.
Wzruszenie, radość, dziecięcą ekscytację.
Z nosem przyklejonym do szyby patrzę, jak Tatry rosną w oczach.

Potem endorfiny zalewają ciało, kiedy po parkowaniu, zmienianiu butów, odstaniu w kolejce po bilet, wchodzi się na szlak.
Znajome tabliczki wskazują kierunek i czas.
Zaczyna się wędrowanie.
Tym razem to ja jestem rodzicem, które prowadzi swoje dziecko. O tym, kiedy było na odwrót możecie przeczytać TU (klik). Idziemy więc ramię w ramię. Żeby odwrócić uwagę od męczących stopni, które przed nami, wymyślamy różne historyjki. Po chwili Zosia snuje niezwykła opowieść o pączku, który czekał na wiosnę i nie wiedzieć kiedy jesteśmy u celu.

Następny wyrzut hormonu szczęścia następuje po jakimkolwiek odwróceniu się. Potem kolejny przy piciu herbaty z termosu, patrzeniu, jak chmury przewalają się nad szczytami, drodze powrotnej przez świetlisty las czy obiedzie w schronisku.

Tatry i endorfiny.
Zapisane we mnie.
Przypomniane tym wyjazdem.
Z ochotą na więcej...

Te zdjęcia pokazują naszą wycieczkę na Rusinową Polanę. To idealne miejsce na rodzinną wyprawę.
Wyszliśmy niebieskim szlakiem z Palenicy Białczańskiej, zostawiając za sobą tłumy ciągnące na Morskie Oko. Na naszym szlaku minęliśmy zaledwie kilka osób :-) Podejście jest niedługie, ale cały czas pnie się schodami w górę. Zajmuje ok. godziny. Potem chwila odpoczynku na Polanie, posilenie się oscypkami, kanapkami, herbatą i zawracamy. Na Polanie mocno wieje i jest zimno. Widoki oczywiście wspaniałe.
Schodzimy czarnym i czerwonym szlakiem przez Dolinę Waksmundzką. Tutaj natkamy się na prawdziwie zimowe warunki. Śnieg po kolana.
Dochodzimy do Wodogrzmotów Mickiewicza przy drodze na Morskie Oko. Początkowo mamy plan, żeby tam iść (to ok. 5 km), ale szalony tłum nas zniechęca. Schodzimy za to do wspaniałego, kameralnego, cichego schroniska w Starej Roztoce oddalonego o 20 minut od głównego szlaku. Tam jemy obiad i rozkoszujemy się cudowną turystyczną atmosferą bez wrzasków i krzyków.
Wycieczka zajęła nam trochę ponad 6 godzin.
Była wspaniała :-)

Zatem w drogę!

Jeżeli podobał Ci się ten post, możesz go skomentować, (a wiedz, że uwielbiam Twoje komentarze :-) polubić, udostępnić i dalej puścić w świat.
Będzie mi bardzo miło :-)
Dziękuję!


































6 komentarzy:

  1. Wspaniale! I opis piękny i zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. my też majówkowy weekend przywitaliśmy na tatrzańskim szlaku.... tylko my w konkretnym celu, w poszukiwaniu krokusów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne zdjęcia i moja ulubiona widokowa trasa. Kocham te Góry. Już w lipcu znowu tam będę. Osoatnimi czasy nieco rzadziej, ale staram się tam być z mężem przynajmniej co drugi rok...:) czekam na resztę relacji z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dziećmi idealna, prawda? Zatem dobrych Tatr w lipcu :)

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger