Rozwój, ambicje i PhotoVogue


W pewnym momencie życia coś cię zaczyna twórczo pociągać i postanawiasz się tego uczyć.
Próbujesz, sprawdzasz, czytasz, pytasz.
Cieszy cię to, ale zaliczasz mnóstwo porażek.
Nierównych ściegów, nieudanych kompozycji, źle wyklejonych scrap-kartek, smutnych obrazów, pompatycznych wierszy, źle urządzonych pokoi czy niesmacznych posiłków. W moim przypadku nieostrych, krzywych, prześwietlonych, niedobrze skadrowanych zdjęć o niczym.

Złościsz się, że nie wychodzi. Wiesz, co chcesz pokazać światu, ale to się nie udaje. Patrzysz z zazdrością na tych, którym wychodzi. Nie wiesz tego, ale twój umysł właśnie zastawia na ciebie pułapkę - dołującą gadkę, że innym wychodzi to, ot tak, bez wysiłku. Zaczynasz myśleć, że może sprzęt masz nie taki, a może to z tobą coś nie tak - z twoją wrażliwością, talentem, umiejętnościami. Że może w twoim życiu - między rodziną, pracą, obowiązkami - nie da się tego porządnie robić. Że jesteś nie dość oryginalna, zdolna, bystra, młoda, doświadczona, dobrze ustawiona. Że nie masz prawa do porażek, błędów, niedoskonałości. Że od razu musisz być "super".

Dobrze znam te męczące opowieści. Bardzo dobrze. Wiele razy rzucałam aparat w kąt, bo coś szło nie tak. Wiele razy byłam załamana, kiedy zgrywałam zdjęcia z karty. Tyle wysiłku! Tyle starań! I takie niedobre kadry. Wiele razy, kiedy oglądałam zdjęcia koleżanek, skręcało mnie z zazdrości i z żalu. Wiele razy wątpiłam w sens mojej twórczej drogi.
Wiele razy...

Ale rozbudzone w środku twórcze zwierzątko nie dawało się tak łatwo uciszyć.
Co rusz cichutko mówiło: "hej, spróbujmy raz jeszcze", "hej, może potrzebujesz mądrego nauczyciela, po co się tak samej przez wszystko przedzierać?", "zobacz, tu zrobiłaś postępy", "po prostu trzeba się systematycznie uczyć", "weź spokojnie aparat raz jeszcze, przypomnij, czego się nauczyłaś, daj sobie czas i poćwicz", "jesteś szczęśliwa, jak to robisz? to wystarczający powód!".
Cierpliwość, pokora, dobrzy przewodnicy (Mikołaj, kłaniam Ci się!), chęć uczenia się, przyzwolenie na porażki przy jednoczesnej decyzji, że i tak to będę robić - to mi bardzo pomaga. 
Kiedy moje poczucie pewności, jako fotografki-amatorki, pikuje w dół, wracam też do słów Julii Cameron, autorki książki "Droga Artysty".
Och, jak ja się podśmiewywałam z tej książki! Jak kpiłam ze stylu, w jakim jest napisana. Przepraszam Cię, Julio :-) Ta książka bardzo mi pomaga.
"Blokady twórcze należy usuwać powoli i z wyczuciem. Błędy są konieczne. Potknięcia są czymś naturalnym. To pierwsze kroki. Powinniśmy wymagać od siebie nie doskonałości, lecz postępów. Żądając od siebie za dużo, za szybko - łatwo się przeforsować. (...) Chcemy być wielcy - i to natychmiast - ale odrodzenie dokonuje się w swoim rytmie. Z początku jest to proces nieporadny, niepewny, czasem nawet wstydliwy. Nieraz nie będziemy robić dobrego wrażenia - ani na sobie, ani na innych. Przestańmy tego od siebie wymagać. Dobre wrażenie i rozwój się wykluczają. Pamiętaj, że aby się odrodzić, jako artysta, musisz sobie dać prawo, by być artystą złym. (...)
Gdy mówię o tym w trakcie kursu, natychmiast spotykam się z oporem i wrogością:
- Czy ty wiesz, ile ja będę mieć lat, zanim nauczę się grać na fortepianie (występować na scenie, malować, pisać przyzwoite sztuki)?
- Wiem...Tyle samo, co wtedy, kiedy się nie nauczysz."

Wielka ulga.

Przychodzi też taki moment, że w końcu masz odwagę, żeby się sprawdzić. U mnie też przyszedł. Widziałam, że koleżanki zamieszczają swoje zdjęcia na portalu fotograficznym przy słynnym piśmie Vogue. Postanowiłam i ja spróbować. (Na blogu odnośnik macie w prawej kolumnie na górze.)
W internecie jest mnóstwo grup fotograficznych, gdzie można poddać swoje zdjęcia ocenie. Na kilka nawet weszłam, ale poziom złośliwości i niedobrej krytyki był tak duży, że szybko uciekłam. Na PhotoVogue oceną jest to, czy twoje zdjęcie przejdzie weryfikację moderatorów i znajdzie się na twoim profilu. To mi na razie wystarcza ;-) Te skromne siedem zdjęć, które trafiły do mojego portfolio bardzo mnie cieszą. Przeglądam też profile innych fotografów (mnóstwo z Polski!) i aż zamieram z zachwytu. To kopalnia inspiracji.

Dostałam też kilka pytań od was, jak to się robi. Bardzo prosto. Należy założyć konto TU. Można wybrać wersję włoską lub angielską strony. Kiedy macie już konto, możecie dodawać zdjęcia - dwa dziennie, od poniedziałku do czwartku, od godz. 8:00 do 15:00.
Kiedy dodacie zdjęcie i opiszecie je, wyląduje ono w takiej "poczekalni" - w Manage Portfolio. Tu zdjęcia czekają na weryfikację i nikt ich nie widzi, prócz was i moderatorów. Jeżeli zdjęcia się nie spodobają, po prostu znikają. A jeżeli tak, lądują w waszym Portfolio i są widoczne dla wszystkich. Możecie się nimi chwalić :-) Redaktorzy mogą je dodatkowo wyróżnić wrzucając do zakładki "Best of" (co spotkało to zdjęcie z Zosią w Zachęcie :-) lub "Pics of the day." Na weryfikację czeka się od kilku minut do kilku godzin.
Trzeba oczywiście wstrzelić się w estetykę tego portalu. Moje próby wysłania im ważek i kwiatków zawsze kończyły się porażką ;-) Mam za to w swoich zbiorach różne graficzne, industrialne, miejskie zdjęcia i to one zyskały uznanie. Bo prócz słodkich, kolorowych zdjęć domu i przyrody, bardzo lubię zaglądać w "brzydkie" zakamarki. Bardzo ciekawe jest patrzeć, jak ja - wielbicielka różu i kwiatów - jestem wyróżniana za zdjęcia w zupełnie innej stylistyce. Moja terapeutka na pewno miałaby do tego jakąś teorię ;-) Mnie się to podoba i składa w całość.

Nie przejmujcie się, że będą Wasze prace odrzucać. Będą, ale wy próbujcie. Ja też zaliczyłam wiele wysyłek bez sukcesu. Żeby chronić siebie nie robię tego częściej niż raz/dwa razy w tygodniu i raczej wtedy, kiedy jestem w dobrej formie, żeby pogodnie znieść odrzucenie ;-)

Pochwalcie się, jeżeli macie tam swoje profile. Jestem ich bardzo ciekawa!
I podzielcie się ze mną Waszymi doświadczeniami na twórczej drodze. Jak Wy uczyłyście się fotografować/szyć/robić na drutach/na szydełku/pisać/rysować/gotować. Jakie zmagania Wam towarzyszyły? W jakim punkcie swojej twórczej drogi jesteście?

Wszystkie zdjęcia (prócz otwierającego) powstały w Pułtusku, podczas burzowego dnia mojej wyprawy podwórkami i bocznymi uliczkami tego miasteczka. Lubię się tak czasem urwać na samotną, fotograficzną włóczęgę. Wszystkie zostały zrobione Nikonem d7100 z obiektywem Nikkor 35 mm, 1,8 f. Zostały wywołane w programie CameraRaw i poddane obróbce w Photoshopie (rozjaśnienie, nasycenie, usunięcie szumów, zabawa krzywymi, itp).

Cytat pochodzi z książki Julii Cameron, "Droga Artysty", wydawnictwo Szafa, str. 32.

A ja Wam życzę dobrego, twórczego dnia :)













15 komentarzy:

  1. Asiu, to że zrobiłaś postęp w dziedzinie fotografii to niezaprzeczalny fakt. Ale Twoje niektóre zdjęcia są dla mnie niedoścignionym wzorcem. Podziwiam Twoją determinację, chęć nauki a przede wszystkim to, że nawet jak masz dół fotograficzny, nawet jeśli nic nie jest takie jak powinno, nie zrażasz się. Nic nie przychodzi samo. A zdjęcia można się nauczyć robić. Najlepiej to osiągnąć podpatrujac (nie kopiując!) innych, uczyć się i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Brzmi banalnie ale wiem co piszę, bo też kiedyś nie wiedziałam jak się za to zabrać, ale chęć udowodnienia sobie, że potrafię była silniejsza. Dziś nadal stawiam sobie poprzeczki aby się rozwijać. Łapię doły i podnoszę się.
    Jesteś wzorem do naśladowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, to Ty jesteś dla mnie Mistrzynią! Twoje wyważone, czyste, piękne, ale pełne treści kadry są dla mnie nieustającą Inspiracją. Chętnie bym pobrała od Ciebie jakieś lekcje :)

      Usuń
  2. A ja właśnie jestem na początku przygody "ze zdjęciami" , bo nazywanie tego fotografią to chyba nadużycie. Kocham robić i oglądać zdjęcia, to moja ulubiona dziedzina sztuki. A na dobre zaczęło się to od instagrama...stosunkowo niedawno...podpatruję, czytam, uczę się i już wiem , jakich zdjęć nie lubię i raczej nie będę robić..to pewien postęp, chociaż jestem totalną amatorką. Dzisiaj z przyjemnością obejrzałam rozmowę w tvn24 z Martyną Wojciechowską , z okazji rozstrzygnięcia konkursu NG i padło tam stwierdzenie, że można mieć najwspanialszy sprzęt na świecie i robić kiepskie zdjęcia, i można mieć zwykły telefon i być artystą. Trzeba mieć to coś. Zgadzam się. Bo techniki można się nauczyć, ale to za mało. Uważam, że na zdjęciu chodzi o "ten" odpowiedni moment, chwilę i to lubię najbardziej. Emocje.
    A Twoje zdjęcia Asiu uwielbiam. Szczególnie pamiętam wielkanocne Mazury i Tatry. Cudowne.
    pozdrawiam, ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino, zatem będę Ci kibicować w Twojej przygodzie z fotografią. To wspaniałe medium do przekazywania swojej wrażliwości i spojrzenia na świat.

      Usuń
  3. Joanno, jak zwykle mądry tekst i genialne kadry. Podziwiam Twój upór i wytrwałość w dążeniu do rozwoju (tak, rozwoju, nie perfekcji :-). Sama lubię robić zdjęcia, potrafię ocenić, czy efekt mojej pracy mi się podoba, czy nie, ale za nic nie jestem w stanie określić, czy kadr był dobry lub co poszło nie tak.. Gorąco kibicuję Twojej przygodzie z fotografią, mam nadzieję, że nabierze ona takich rozmiarów, o jakich marzysz.
    Co do moich artystycznych poczynań, to sama weszłam niedawno na wnętrzarsko-stylistyczno-dekoratorską ścieżkę ;-) Widzę obszary do poprawy, ale podobnie jak i Ty, mogę się pochwalić wyrozumiałością wobec własnej osoby. Skupiam się na wyciąganiu wniosków i monitorowaniu postępów, pozwalając sobie na mniejsze i większe potknięcia. Każdy, ale to absolutnie każdy człowiek, którego podziwiam, był kiedyś w tym samym miejscu, w którym ja jestem teraz - na początku drogi. Wierzę, że ciężką pracą i olbrzymim zapałem można wiele wypracować.. w ten sposób pozbyłam się nieuzasadnionych uprzedzeń i oprócz tego, że zupełnie zmieniłam ścieżkę kariery, to jeszcze zaczęłam szydełkować, piec ciasta i być szczęśliwym człowiekiem :-)
    Gratuluję rosnącego portfolio i mądrego podejścia do życia :-) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, trzymam mocno kciuki za Twoje poczynania wnetrzarskie. Bardzo je lubię :) Dziękuję za Twoje miłe słowa.

      Usuń
  4. Najbardziej lubię Twoje zdjęcia pełne dzieci. Zosia w roli wróżki w deszczowej pelerynie mnie oczarowała. Zastanawiam się jak Ci się udaje łapać takie momenty?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dziećmi jest tak, że są coraz starsze i coraz mniej chętne na bycie moimi modelami. A co do chwil, to akurat to w pelerynie to była spontaniczna akcja. Zobaczyłam piękne światło (po pewnym czasie fotografowania jest się po prostu na to wyczulonym, ale to pewnie wiesz :) i pobiegłam z Zosią w trawy :)

      Usuń
  5. Bardzo, bardzo ciekawy wpis.
    Fotograficzne refleksje? Proszę o więcej - lubię czytać u innych ;-)
    Urzekł mnie Zegarmistrz :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Joanno, fotografia jest dla mnie też ogromnie ważna. Bez niej usycham, naprawdę. Kiedy jest mi bardzo źle, porzucam ją a potem wracam.
    Uczę się, popełniam błędy, próbuję, mierzę się z sobą i z nią. W tym roku postanowiłam iść do szkoły. Za chwilę zaczynam. Bardzo się cieszę :).
    Ogromnie podoba mi się Twoje patrzenie. A to zdjęcie z Zosią w Zachęcie jest niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoła fotografii to jest to :-))) Trzymam kciuki za owocne nauki :-)))

      Usuń
  7. Łał, ja właśnie jestem na takim etapie. Coś mnie zaciekawiło, dużo się uczę, sprawia mi to radość i jednocześnie rozglądam się dookoła i myślę sobie że to bez sensu bo i tak nie wychodzi tak jak bym chciała. Dzięki Ci za ten wpis, będę do niego wracać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Asiu witaj :) Serdecznie zapraszam do mojego portfolio na Photovogue :)http://www.vogue.it/en/photovogue/portfolio/?id=499

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger