Toskania - Siena


Siena.
Schodami w górę. Schodami w dół.
Gubiąc się na półkolistych ulicach i zaskakując samą siebie, bo wychodziłam zupełnie nie tam, gdzie planowałam.
Ale jak już wiecie, gubić się lubię. Więc się gubiłam.

Siena jest zachwycająca. Surowa, piękna, w lutym prawie pusta. Byłam tam ja, kilkunastu Japończyków, przelotem jakaś wycieczka dzieciaków. No i rzecz jasna, sieneńczycy. Eleganccy, nonszalanccy, idący po zakupy, na randki, z dziećmi do przedszkola.
Zawsze chciałam tu wrócić. Byliśmy w Sienie przelotem 5 lat temu (TU klik) i odtąd mówiłam wszem i wobec, że do Sieny wrócę, jak nic.
Wróciłam.
I się nie zawiodłam.

Włóczyłam się długimi godzinami po różnych zakamarkach, szukając np: śladów Herberta, piłam poranną kawę w kawiarni Nannini i spędziłam pół dnia podziwiając olśniewające i rzucające na kolana dzieła ze szkoły sieneńskiej. W muzeum nie było ludzi, więc w ciemnej sali z porażającym swym pięknem "Majestatem", mogłam długo siedzieć na krzesełku. Słyszałam tylko ciche skrzypienie ołówka, bo obok mnie rysowała szkice, całkowicie pochłonięta swoją pracą, jakaś studentka malarstwa.

Nad Sieną kłębiły się burzowe chmury, wiatr rozwiewał fryzury, a na wieży każdemu, kto przechodził małą bramkę na taras, wyrywało się: "o maj gad". Ceglane dachy, stalowe chmury, a w oddali pasek zielonych, toskańskich wzgórz. I to niezwykłe światło. Nawet w lutowy, pochmurny dzień.

Do tego były Ostatki i po Sienie biegały poprzebierane maluchy. W drodze powrotnej z przedszkola do domu sypały dookoła confetti, które w wielkich pakach można kupić w każdym kiosku. Autobus, którym wracałam do domu, był wypełniony mnóstwem maleńkich smoków, pszczółek i elfów, śpiących na kolanach swoich rodziców. Z resztkami confetti w czapkach.

I z tym będzie Siena mi się kojarzyć najbardziej. 
A samotna podróż pozwala przypatrywać się takim scenkom uważnie.

Wiem też jedno. Jeszcze tam wrócę.




















15 komentarzy:

  1. Pięknie piszesz, Asiu i piękne zdjęcia robisz :) chętnie bym się tam również wybrała :) pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam. Piękne miasto. I dziękuję :)

      Usuń
  2. Uwielbiam zdjęcia przed burzą, nie znam się na fotografii, ale to światło jest przecudowne i tajemnicze... A Siena kojarzy mi sę z Panforte do Siena :-) Tak więc bardzo dobrze. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, światło mi sprzyjało w Sienie :) A skojarzenie smakowite :)

      Usuń
  3. Cudowne miejsce i świetne fotografie. Na czwartym zdjęciu ujęła mnie ta postać pośrodku placu, z siatkami. Jakoś tak... No i tak myślę, że super jest mieszkać w takim miejscu. Tylko zastanawiam się też czy jeśli się tam mieszka od zawsze, to czy się to docenia czy bardziej do tego przywyka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joaśko, żałuję, że nie mam jeszcze takiej odwagi, żeby do tej pani podejść i poprosić o zdjęcia ze zbliżenia. Bo ona też jest dla mnie bohaterką tego zdjęcia.

      Usuń
  4. Zdjęcia spod Pani ręki... Cudowne. Przepiękne. Oszałamiające.
    Uwielbiam! I pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspomnienie z dzieciństwa: "siena palona". Spojrzenie na zdjecia - i wszystko jasne ;-)
    Cuda.

    OdpowiedzUsuń
  6. Joanno, powiem jedno - patrzę na te zdjęcia, i normalnie ciary przechodzą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachwycające zdjęcia !!! Podoba mi się bardzo ta ich surowość ...Zupełnie inne od "letnich" toskańskich zdjęć robionych przez moją mamę...wszędzie masa ludzi...a u Ciebie taki spokój...brawo :)
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger