Toskania - miasteczka


Rozrzucone po wzgórzach i dolinach. Z dojazdem krętą drogą. Kamienne, malownicze i puste o tej porze roku.
Kiedy moi znajomi dowiedzieli się, że jestem w Toskanii, dostałam mnóstwo wiadomości tej treści: "absolutnie i koniecznie zajedź do... (i tu padała nazwa miasteczka), to najpiękniejsze i najbardziej urocze miejsce w Toskanii."
Oczywiście każdy podawał inną nazwę :-)
Postarałam się zajechać do większości z nich. Cortona, Monterchi, Arezzo, Montepulciano, Pienza, Montefoloncino, Volterra, San Gimignano, Asciano, Montalcino, Colle di Val D'Elsa...

Wracam do tej podróży - do zdjęć i zapisków. Z tyłu zeszytu znajduję, przepisane z jakiegoś pisma z samolotu, zdanie księdza Jana Kaczkowskiego. Wcześniej prawie go nie znałam, gdzieś mi mignął w internecie, ale w tej podróży towarzyszył mi tym zdaniem.
"Jestem gościem, który ma satysfakcję, że jest po ludzku sprawczy."
A w nawiasie ode mnie: "To o mnie i o tej podróży!!!"

Dziś, kiedy on odszedł, to zdanie nabiera jeszcze głębszego sensu.
Bądźmy więc sprawczy, tak, jak o tym marzymy.
Póki się da.

A ja zapraszam Was na kilka toskańskich impresji.

Scena 1
"- Od kiedy mieszkasz we Włoszech? - pytam się Sandry, polskiej gospodyni mojego apartamentu.
 - Na stałe od dwóch lat. Wcześniej byłam na Erasmusie i trochę podróżowałam po Włoszech. Ale poznałam Fabia i zostałam. No i zakochałam się w życiu tutaj.
- Żyje się tu wolniej? - pytam dość stereotypowo.
- Nie wiem, czy wolniej. Życie toczy się tak samo, ale jest na pewno swobodniej, bez napięcia i tego stresu. Wcześniej cała byłam spięta, a tu wszystko puściło. Zaczęłam oddychać."

Scena 2
"Siedzę w kawiarni w Cortonie. Pada deszcz. W muzeum, w którym jest "Zwiastowanie", jestem całkowicie sama. Obraz nie robi na mnie takiego wrażenia, jak Madonny w Sienie, może przez to, że sala jest ostro oświetlona, a dzieło wisi wysoko? W Sienie sala jest ciemna, wchodzi się, jak do groty, siada na krzesełku, a złoto z obrazów otula cię miękką poświatą. Mistyczne doznanie.
Piję kolejną kawę i czekam, aż przestanie padać. Patrzę, jak z pobliskiego gimnazjum wybiegają dzieciaki. Na cichym placu robi się rumor. Kolorowe życie płynie wąskimi uliczkami."

Scena 3
"Zatrzymuję się w Colle di Val d'Elsa. Nic nie wiem o tym miasteczku. Wspinam się pod górę w stronę zamku. Zostawiam za sobą tętniący życiem plac. Im wyżej jestem, tym mniej ludzi wokoło. Jakby wszyscy byli na dole. Zawracam więc i ja. Siadam w kawiarni obok obłędnie pięknej Włoszki i jak ona zamawiam "doppio macchiato". Wystawiam twarz do słońca i po prostu jestem. Przez setną sekundy swojego życia po prostu jestem w tym małym, włoskim miasteczku. Jakbym była tam zawsze."

Scena 4
"Zjeżdżam w każdą boczną drogę, w jaką mam ochotę zjechać. Kiedy droga robi się zbyt wąska, zostawiam samochód na poboczu i idę w górę. Na wzgórzu kościółek z X wieku. Wokół kwitną stokrotki. Chyba zasypiam na łące. Kiedy wracam, biegnie do mnie mały piesek. Zganiam go z drogi. Szczeniak skacze i chce się bawić. Biegnie za mną, a ja pilnuję, żeby nie wyskoczył na jezdnię. Z pobliskiego domu woła go mężczyzna. "Argo, Argo." Psiak, jakby zawstydzony swoją samowolką, przeskakuje bokiem przez niskie ogrodzenie. Wymieniamy się z mężczyzną uśmiechami. Nic nie rozumiem, z tego, co do mnie mówi i jednocześnie wszystko rozumiem. "Piesek - bambino. Swawolny, nieusłuchany, ale kochany. Ach, te dzieciaki."

Scena 5
"W San Gimignano właśnie kończy się targ. Sprzedawcy zbierają swoje towary, układają skrzynki, zamiatają plac. Miasteczko robi na mnie wrażenie. Obronne wieże nadają mu nieco innego charakteru. Wchodzę do małego sklepu fotograficznego. Wybieram czarno-białe zdjęcie starej kobiety schodzącej w dół uliczką. Za ladą stoi piękny, starszy, siwy mężczyzna. To fotografie autorstwa jego syna. Pokazuje mi go na ulotce. Są identyczni.
Długo siedzę na ławce pod murami i napawam się słońcem. Potem jadę do pobliskiej Volterry, gdzie pomimo wieczoru, życie płynie wartko. Młodzież zbija się w kupki i bacznie się obserwuje. Dziewczyny się śmieją, chłopaki udają poważnych. Na poczcie staję w długiej, rozgadanej kolejce. Wysyłam kartki do domu. Nadal nie doszły. Zagubiły się gdzieś wśród wzgórz."

Scena 6
"Montofolonciono. "Moje" miasteczko. Maleńkie i cudowne. Tak mnie czaruje, że wracam do niego drugi raz, choć muszę nadrobić 50 km. Kiedy moi znajomi będą w Toskanii, wyślę im wiadomość: "Koniecznie zajedźcie do Montefoloncino, to najbardziej urocze miejsce w Toskanii." :-)"

Podróż, która zaczęła się od szalonego pomysłu, gdzieś w styczniu, sama w sobie trwała jeden lutowy tydzień, nadal się we mnie toczy...
I niech tak zostanie, jak najdłużej.

Pierwszy odcinek mojej toskańskiej podróży możecie zobaczyć TU.
Drugi TU.
Trzeci TU.












































11 komentarzy:

  1. Przepiękne sceny, przepiękne zdjęcia. Poczułam się tak, jakbym tam była...
    Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniale fotografujesz.... :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Przez 4 lata mieszkałam w mieście La Spezia, w Ligurii, to region graniczący z Toskanią. Wróciłam 10 lat temu. Budynki, persiany (okiennice, wybacz, nie mogłam się powstrzymać :), kolory są identyczne. Dzięki twoim zdjęciom znowu poczułam się, jakbym tam była.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasze Colle di Val D'Elsa mylone zawsze przez nas z Casole D'Elsa;)
    Nie szkodzi, maja podobny czar.
    Kilka spedzonych tam tygodni, w kwietniu, lub maju i juz uzywamy zaimka:)))
    Bo Ci Etruskowie sa winni. Na pewno;) Moze to przodkowie nasi.

    Cudne zdjecia.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger