Neapol


Neapol.
Brudny, chaotyczny, głośny.
Pełen szalonych kierowców i wyskakujących zewsząd skuterów.
Rozkopany, gorący i pnący się bezlitośnie pod górę.
Dziwny, ciemny, agresywny.
W nieustającym upadku.

Ale też: zaskakujący, wciągający, czarujący.

Pełen życia.

Dawno żadne miasto nie zrobiło na mnie takiego wrażenia.
Dawno w żadnym nie czułam się tak dobrze.

Trzeba dojrzeć do takich miejsc. Nie oceniać ich pochopnie. Mieć w sobie akceptująca wyrozumiałość dla wszystkich wad.
Będąc w Neapolu czułam się dojrzałą osobą.

Tydzień we dwoje w mieszkanku na wzgórzu.
Z widokiem na miasto i Wezuwiusza. Z kotami, kwiatami, leżakami i różnymi stworzeniami, które nas odwiedzały (jaszczurki z tego były najmilsze ;-).
Tydzień spędzony na łażeniu, zwiedzaniu i zaglądaniu w różne zakątki.

Rano kawa z kawiarki, pomidory i prosciutto. Białe wino i brzoskwinie. Pizza, owoce morze i zimna woda.
Rozmowy, czytanie i bliskość.
Poczucie, że z tym człowiekiem jestem w stanie iść gdziekolwiek, blisko, daleko, pod górę, na koniec świata.
Byle razem.
Słodka tęsknota za dziećmi, które, wiemy to, są dobrze zaopiekowane i szczęśliwe.

I to miasto, jak z filmu, na które nałożyłam dodatkowy filtr Eleny Ferrante, autorki neapolitańskiej sagi o dwóch przyjaciółkach - Elenie i Lili.
Ta książka i ten Neapol - mieszały mi się plany, zdarzenia, wrażenia. Cudownie senne i nierealne uczucie.
Któregoś dnia wybraliśmy się na wyspę. Białym statkiem przez błękitne morze. Po dość przypadkowym wybraniu lokalnego autobusu, dojechaniu bardzo krętymi drogami, rozłożeniu się na leżakach, sięgam po "Genialną przyjaciółkę."
"Następnego dnia pełna obaw, ale jednocześnie podekscytowana, poszłam na plażę Maronti.(...) Plaża była pusta, wyglądała, jakby nie miała końca. Pokrywał ją ziarnisty, gruby piasek. Od morza dochodził do mnie intensywny zapach i monotonny, suchy dźwięk fal."
Nie wierzę. Jestem na plaży Maronti. Jakieś 60 lat później.
Literatura, podróż, życie.
Co ma się przeciąć, to się przetnie.

Nadchodzi też dzień, kiedy nie chce mi się schodzić na dół. Nie obejrzę więc wszystkiego, nie zajdę do wszystkich miejsc, które zaplanowaliśmy. Uciszam zachłanną podróżniczkę w sobie.
Uczę się odpuszczać. Nie gonić samej siebie. Nie czuć niepokoju z tego powodu. Ułożyłam mandalę, piję białe wino, słucham szumiącego w oddali Neapolu. Wiatr rozwiewa na skórze upał.
Posiedzę tu jeszcze jakiś czas.
Do wieczora...do jutra.
Pobędę.

































p.s. Mieszkanie z obłędnym ogrodem, jak zawsze, wynajęliśmy za pośrednictwem portalu Airbnb. Tutaj (klik) w całej okazałości. Naprawdę polecamy to miejsce. Było nam tam bajkowo.

p.s. Zdjęcia, jak zwykle, bardziej impresyjne, niż poglądowe, ale jak wyglądają wszystkie zabytki Neapolu znajdziecie bez problemu w sieci.

11 komentarzy:

  1. O Jezuniu..ale obfitość...Jezuniu...moja droga...ja to nie wiem co napisać...coś napiszę jak już mnie odetkane za kilka dni...Kobieto... piękne to...piękne to wszystko

    OdpowiedzUsuń
  2. Inspirująco i esencjonalnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale sobie tu odpoczelam! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam takie foty Asiu, genialne, klimatyczne, intrygujące. Naprawdę super wycieczka, moja trochę też dzięki tym pięknym kadrom.

    OdpowiedzUsuń
  5. chłonę każde słowo. upajam się każdym kadrem.

    OdpowiedzUsuń
  6. takiego odpoczynku mi właśnie teraz brakuje, ciszy, spokoju, ale równocześnie tylu kolorów, smaków, zapachów co na twoich zdjęciach ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę, może uda nam się w przyszłym roku tak wypocząć, gratuluję bloga.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger