Znowu w drodze, cały czas w drodze


Znowu nas gdzieś gna. Każe nam się pakować i znosić niewygody. Jedziemy, jak zwykle po naszemu. Poza głównymi drogami i modami. 

Na razie jednak droga się dłuży. Nudzimy się, gapimy w okno, podsypiamy, trochę marudzimy. Wąskie drogi Małopolski nie pozwalają jechać szybciej. Wszystko się zacieśnia. Upakowane wioski ciągną się jedna za drugą. Małe miasteczka korkują się na rynkach. Między wzgórzami błyskaja wieże starych kościołów. Raz pada, raz świeci słońce. Rudzieją drzewa. Nohavica opowiada swoje śpiewne wiersze. 

Antek pociąga nosem (w tyle głowy układam od razu listę witamin), Zosia rozprawia o naszym przyszlym, hipotetycznym domu. I o kurach, które będziemy mieć!
W jej świecie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Przytakuję jej. Możemy mieć i kury.
Bo czemu by nie. 

Głaszczę po głowie M. Przymyka oczy. Srebrzą się nitki na jego skroni. Uśmiechamy się do siebie. 
Droga się toczy wolniej niż zakładaliśmy. 
Ale może to i lepiej.

2 komentarze:

  1. Czasem to lepiej ;) Można popatrzeć co za oknem ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. poruszyłaś. Tym głaskaniem i uśmiechaniem.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger