To, co najlepsze


Gryczany chleb z serkiem śmietankowym i calusieńkim awokado.
Herbata z imbirem i sokiem malinowym. W największym kubku, jaki się ma.
Gęsta i aromatyczna zupa z soczewicy. W ogóle wszelkie zupy. Nawet na śniadanie.
Dobre wino z porzeczką w tle. Kawa w ulubionej filiżance. Rano coraz częściej ciepła woda z cytryną.


Podgrzewana podłoga w łazience. Kąpiel w płynie pomarańczowym. Ostra szczotka do ciała. I radość tego ciała, kiedy się tą szczotą po nim jedzie. Olejki nakładane, gdzie się da. Krótkie paznokcie w mocnych kolorach. Akceptacja dla siwych włosów i zmarszczek. Cudzych i własnych. I dla tego, że już się chyba nigdy nie zainteresuję na poważnie modą. Ciuchy mogłyby dla mnie nie istnieć. Co innego buty lub kosmetyki ;-)
Z każdym rokiem coraz większa sympatia dla siebie.
Coraz większa.

Na stoliku nocnym książki, gazety, krem do rąk i ulubiona bladoróżowa szklanka z wodą. Czytanie przed snem w wygodnym oparciu z poduch. Codzienna kołysanka. Wczesne zasypianie, późne wstawanie. Albo na odwrót. Czasem ogromna ochota na "niedobrego" batonika. Uleganie tej ochocie.
Nawyki, z którymi się już nie walczy. Raczej roztacza się nad nimi pobłażliwą opiekę.

Rytualne czynności, które pozwalają się osadzić. Planowanie dnia na wyrwanej kartce z notesu, choć ma się takie ładne karteczki "to do". Ale się ciągle o nich zapomina. Śniadania, obiady, kolacje, kanapki do śniadaniówek, ciągłe robienie takich samych zakupów. Stabilność. Zgoda na nią, nawet, jak czasem nudno. Bo bez niej wszystko się rozłazi.

Świadome nieoglądanie wiadomości. Już od lat. Dom wolny od gorączki. Zamiast tego słuchanie muzyki klasycznej. Preludia Bacha grane przez Glenna Goulda rozsypujące się po domu, jak koraliki, perełki, szklane kulki. Albo toccaty w wykonaniu Marthy Argerich. Dom wypełniony dobrą energią harmonijnych dźwięków. Także przedmioty dobierane nie po linii mody, ale emocji. Porządek w szafach i bałagan w aucie. Kwiaty, kolory, zapachy. Azyl.

Bardzo szybkie odrzucanie rzeczy, które uwierają. Książek, filmów, smaków, opinii. "To nie moja bajka". Bez tłumaczenia się i z coraz mniejszym poczuciem winy.
Jest tyle ścieżek. Dobrze iść własną.
Podróże, które za nami i które odkładają się w nas warstwami wrażeń i emocji. Oraz te, które dopiero się wydarzą. Drżenie na samą myśl o nich.
Całkiem niezłe zdrowie. Pewna zgoda na przemijanie

Rodzina.
Żywa, dynamiczna, ale jak skała. W której chce się żyć i być jej częścią. W której najbardziej jesteś sobą. Którą się tworzy, ale i która stwarza ciebie. Nieustanna przestrzeń rozwoju. I miłości.
Przyjaciele.
Słodcy, jak miód. Mądrzy, kochani, zabawni i skorzy do pomocy. Każda z tych relacji to skarb. Bez przyjaciół moje życie byłoby smutne i pewnie zbyt poważne.

Świadomość, co się lubi w ogromie tego świata i jak z tego korzystać.
Umiejętność dbania o siebie.
Rozkoszowania się. Dopieszczania i doceniania. Odczuwania wdzięczności.

To wszystko dary.
Dary czterdziestych urodzin. Moich w maju, mojego M. kilka dni temu.
Dobry moment w życiu.
Bardzo dobry. Jak dojrzały owoc.

p.s. Zdjęcia zrobiłam w bliskiej okolicy Kazimierza Dolnego, który bardzo lubimy. Pomimo wszystko. Świętowaliśmy tam 40. urodziny mojego M., bez którego na pewno nie byłabym w tak dobrym miejscu w swoim życiu. Bawiliśmy się w doborowym towarzystwie naszych przyjaciół. Ale opowieść z tej zabawy i zdjęcia z tejże zostawiam już dla naszego grona ;-) Ale to oni są inspiracją dla tego posta.










22 komentarze:

  1. Witaj, 40 to dobra liczba :) wiem, co mówię, bo mi też z nią po drodze! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. wszystkiego dobrego dla Was! Kolejnych wspólnych dobrych lat.
    ale datę Ci dziwnie zmieniło - zdziwiona byłam że 11 lutego pisałaś ostatni post ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no faktycznie, będę to zmieniać. Dzięki za cynk, bo nie zauważyłam.
      I za życzenia dzięki :)

      Usuń
  3. Joasiu, tak pięknie ujęłaś mnie w słowach o sobie. Dziękuję i życzę Ci tylko jednego: utrzymania tego co masz w tej może i czasami nudnej i stabilnej ramie ale za to trwałej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuś, na szczęście ta nuda dotyczy tylko zakupów ;)))

      Usuń
  4. Asiu na teraz DZIĘKUJĘ! Potem reszta ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Joasiu! Samych dobroci dla Was! Pielęgnuj siebie, jak do tej pory - to piękna inspiracja dla wielu z nas!!!
    Dla mnie na pewno ;-) pozdrawiam listopadowo ;-)
    Dorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorko, Ty też sobie nieźle radzisz w tej sztuce :)

      Usuń
  6. dziękuję Pani za tego bloga,często tu zaglądam,na insta również:) Podoba mi się spokój i ciepło bijące z tego wpisu, Duńczycy nazywają to modnym teraz określeniem "hygge":)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkiego dobrego dla Was obojga :) Przepiękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie opisana codzienność :) Jest w tym trochę magii :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam. od kilku miesięcy czytam Pani bloga i się ładuję dobrą energią, która pochodzi z małych rzeczy... widzę, doceniam drobne sprawy, które tak naprawdę tworzą codzienność, staram się patrzeć na bunt mojego synka i widzieć w nim ducha walki zamiast się wkurzać i żal mi straszny ze mam jedno dziecko - bo to tyle do odkrywania.. pamiętam Pani wpis o tym żeby pozwolić dziecku próbować i nie ograniczać i choć mam żołądek ściśnięty zachęcam-skocz..spróbuj...no dalej. I choć on nie widzi ile mnie to kosztuje to jestem z siebie i jego dumna... a potem zaczynam znowu oddychać. Patrzę na mojego M -i choć nie jest lekko to wiem ze mam z nim dobre życie. Każdy dzień jak koralik - albo go zgubimy albo obrócimy w palcach i zauważymy jego urok. Wiem -banał. Ale i do banału trzeba dorosnąć. a ja dzięki Pani wpisom wzięłam parę koralików w ręce i im się przyjrzałam :) i stwierdziłam że od dziś mi się podobają.... i ciągle trwam w tym postanowieniu. Dziękuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, ale to bardzo mi miło czytać takie słowa. Ogromnie się cieszę, że mogę być dla Pani inspiracją.
      Proszę swój naszyjnik z koralików tworzyć z największą radością 😘

      Usuń
  10. dzień dobry, choć kusi zamruczeć dobry wieczór tak wieczorowo w tę pogodę w samo południe. Mam na imię Asia, mam 40 lat. I mam wrażenie, że to moje myśli ktoś tak ładnie pozamykał w słowa.Od trzech lat układam siebie od nowa po śmierci synka. Chcę powiedzieć, podziękować Ci także za ukojenie, które przynosisz tym co wysyłasz tu w świat. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, poruszenie...łzy mi poleciały...przytulam...

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger