Nad morzem


Ostatni dzień naszych "rzymskich wakacji", a raczej ferii.
Poza Rzymem. Uciekamy od zgiełku i ludzi.
Pakujemy kanapki, wsiadamy w kolejkę i jedziemy do Ostii.
Najpierw do Ostia Antica, potem dwie stacje dalej nad morze.
Żeby mogło zdarzyć się TO.
Uwielbiamy się włóczyć po starożytnych ruinach. I po wietrznych plażach.
W czwórkę. A raczej w piątkę, bo ukochana lalka Zosi była z nami wszędzie.
To był piękny zwykły dzień w całkiem zwykłej podróży.
Raczej w doświadczeniu, niż w "zaliczaniu" zabytków. Raczej w byciu, niż w wyrabianiu planu.
Lubię ten moment (w podróży, ale i w mojej głowie i sercu), kiedy to się może wydarzyć.


10 komentarzy:

  1. Spokój, szczęście i miłość widać na tych zdjęciach. Piękne "rzymskie wakacje". Uściski

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze się wzruszam, nawet w pracy, gdy Cię czytam. Ten spokój, jak bije z tekstu i fotografii jest niesamowity. Pewnie już kiedyś to pisałam.
    Również wolę "doświadczanie" miejsc. Też zawsze ze sobą zabierałam swoją lalkę-księżniczkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, dziękuję za dobre słowa od Ciebie :-)

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger