Rzymskie opowieści


Zapraszam Was serdecznie do lektury wywiadu ze mną na portalu Ładnebebe.
Tym razem stanęłam po drugiej stronie i stałam się bohaterką jednej z rozmów Dominiki Janik. Na co dzień współpracuję z Dominiką i robię zdjęcia do jej tekstów na Ładnebebe. Tym razem było odwrotnie. Choć zdjęcia nadal moje :-)
To rozmowa o naszym rodzinnym wyjeździe do Rzymu.
Bez jakiś spektakularnych odkryć, ale z naszymi własnymi ścieżkami.
Tylko takie podróżowanie - ani szybkie, ani wolne, czasem takie, czasem inne, czasem z tłumem, czasem bocznymi ścieżkami, ale zawsze w zgodzie ze sobą, wydaje mi się godne wykonywania.

I uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy przeczytałam w książce, która mi towarzyszyła w Rzymie:
"Na tym etapie zaczynamy myśleć, że co to w ogóle za wakacje, skoro grozi nam takie mnóstwo pułapek i tyle powinniśmy zobaczyć w ciągu zaledwie paru dni, jakie mamy do dyspozycji. Dochodzimy do wniosku, że przewodnik po prostu marynuje nasz umysł w zalewie poczucia winy i wyrzutów sumienia. Pełno w nim pozycji do zaliczenia i list niezbędnych czynności, wycieczek i spacerów, których i tak nie uda nam się odbyć. (...) Pamiętam pewną rozmowę z dziewczyną, która wielokrotnie odwiedzała Rzym; przed kolejnym wyjazdem zwierzyła mi się: "Naprawdę cieszę się na tę podróż, bo byłam tam już tyle razy, że udało mi się zobaczyć wszystkie obowiązkowe miejsca i teraz mogę zwyczajnie pojechać i cieszyć się pobytem. Niczego już nie muszę." (Don Kieran, "O wolnym podróżowaniu")

Nie namawiam Was oczywiście na totalne zlekceważenie zabytków, ale jednak na odpuszczenie napięcia związanego z wyjazdowym "muszę".
Zjedzenie lodów na murku pod Panteonem, nawet bez wejścia doń, jest równie cenne ;-)
Te ferie w Rzymie były pod tym względem idealne.
Zapraszam Was na spacer. Tu i w na ŁadneBebe komplet zdjęć.


















































7 komentarzy:

  1. Będę w Rzymie po raz trzeci w czerwcu - krótka podróż służbowa - tym razem między spotkaniami postaram sie popatrzeć na miasto przez pryzmat Twoich historii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedź na Garbatellę :) wyjdź z metra, przejdź przez bloczyska wzdłuż głównej ulicy i skręć w prawo. Znajdziesz się w cudowym miejscu. Bistro przy kościele wyśmienite.

      Usuń
  2. Całkowicie sie z Tobą zgadzam - być, a nie pospiesznie zaliczać, poczuć atmosferę, zgłębić więcej niż w przewodniku, trafić tam, gdzie nie prowadzą typowe szlaki, zapamiętać zapach, światło i poczuć smak - w tym jest urok i sens podróżowania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne zdjęcia, można poczuć tamten klimat...

    OdpowiedzUsuń
  4. Joasiu, uwielbiam twoje zdjęcia, a szczególnie te z twoich podróży, oddajesz w nich ten klimat i spokój niespiesznego podróżowania - jakbyś tworzyła ilustracje do książki, o której wspomniałaś. I przy okazji bardzo zachęciłaś mnie do jej przeczytania ;-) i bardzo mi bliskie są te chwile przez ciebie złapane, na czytaniu gdzieś w drodze, na łażeniu po murkach i spokojnym spoglądaniu na wszystko dookoła, a nie tylko gonieniu za zabytkami ;-) pozdrawiam cię wiosennie - Dorka

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger