To nie jest moja twarz


Miałam kiedyś takie ćwiczenie na zajęciach fotograficznych - zilustruj temat "To nie jest moja twarz".
Różnie do niego podeszły różne osoby, ale ja fotografowałam siebie.
W lustrze. Zaraz po tym, jak się obudzę. Bo czułam, że w jakimś sensie moja twarz nie należy do mnie.
Oswajałam się ze sobą. Z taką, jaką jestem w tym momencie życia. Ze swoimi 40-letnimi bruzdami przy nosie, opadającymi kącikami ust, plamami na czole, pucołowatością, włosinkami, jak piórka. Ze swoim zmęczeniem i smutkiem. Ze swoim wiekiem i tym, że jestem coraz bardziej podobna do moich rodziców.
Patrzyłam się na siebie i patrzyłam. Na moje w w miarę gładkie czoło, ale poplamione policzki. Na coraz cieńsze usta i jasne oczy. Na nadprogramowe kilogramy, które widzę w owalu twarzy.
Patrzyłam się na siebie i patrzyłam. Intensywnie, z ciekawością i z każdym dniem z coraz większą sympatią. Moja twarz z każdym takim oglądnięciem stawała się coraz bardziej moja. Coraz bardziej ją lubiłam, choć obiektywnie nic się nie zmieniało.

Przed moim obiektywem stają piękne kobiety. Naprawdę! Tak widzę każdą z Was. Jesteście często doskonale przygotowane do sesji - umalowane, uczesane, zadbane i ładnie ubrane.
Staram się patrzeć na Was z czułością i dobrze wykorzystać światło. Nie szukam Waszych wad, nie tropię naturalizmu. Jesteśmy w końcu na ciepłych sesjach rodzinnych.
Nie zmienię jednak Waszego wieku, wagi, nastroju. Mogę zakryć chwilowego pryszcza, ale nie wymażę zmarszczek. Mogę je wypełnić światłem, ale nie zrobię z nikogo osoby młodszej. I nawet tego nie chcę.
I tak mi potem smutno, kiedy nie wybieracie swoich zdjęć. Tylko dzieci lub tylko z oddali.
Tak, mamy zmarszczki, bruzdy, rozstępy, podwójne podbródki. Nasze powieki opadają, szyje się marszczą. Rodzimy dzieci, martwimy się, śmiejemy. Chudniemy i tyjemy.
Jesteśmy, jakie jesteśmy.

I to wcale nie jest powód, żeby siebie unikać.
Wymazywać ze zdjęć. Wykasowywać z pamięci. Brakować w albumach.
I otrząsać się na własny widok.
To powód, żeby popatrzeć na siebie z czułością i ciekawością - aha, teraz jestem właśnie taka, czas obchodzi się ze mną właśnie tak. Ale to jestem ja. Żywa, czująca, myśląca ja. Niepowtarzalna, jedyna i wyjątkowa. Przemijam, ale to nie powód do nienawiści do samej siebie.
Szkoda życia.
Szkoda zdjęć.
Szkoda tego cudu, jakim jest każdy rok naszego trwania.

A wiecie co najlepiej liftinguje twarz na zdjęciu? I w życiu?
Uśmiech i pewność w oczach. Razem lub osobno.
Oraz ta świadomość, że patrząc na swoje zdjęcia sprzed lat zawsze widzimy ładną i młodą kobietę. ""Nie było tak źle" - myślimy. A zapewne wtedy nie mogłyśmy się na siebie patrzeć.

Więc może zacząć patrzeć tak na siebie już teraz?

Naturalne piękno ludzkich ciał, twarzy i relacji możecie zobaczyć u mojej wielkiej inspiracji Jade Beall.

Dobrego tygodnia Wam życzę!





16 komentarzy:

  1. Piękny tekst, piękna Ty :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się tekst piękny. Ty również. Chciałbym kiedyś stanąć przed Twoim obiektywem. Pozdrawiam ciepło P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę jakbym siebie widziała!
    Piękna i mądra Ty!
    Ściskam Cię, umalowaną, czy nie, podziwiam i uwielbiam Cię jednakowo!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. ...O szczęściu mówiłem. Że szczęścia trzeba szukać w sobie, a nie naokoło.Że nikt go człowiekowi nie da, jak sam sobie go nie da...
    Wiesław Myśliwski (z książki Kamień na kamieniu)

    Piękny post, dla każdej z Nas...
    Pozdrawiam , Martyna

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak! Po trzykroć. W ramach antylansu czy raczej normalności dobrze byłoby zamieszczać/oglądać naturalność w twarzach, sylwetkach, w otoczeniu. Piękno nieoczywiste - tego nam trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  6. Joanno - cudnie napisałaś, a zdjęcia rewelacyjne! Odkrywanie, poznawanie i akceptowanie siebie na nowo, każdego dnia, każdego poranka... pozdrawiam ciepło!!! Dorka

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiechałam się czytając. Zawsze twierdziłam bowiem, że się lubię - taką jaką jestem. Ale to ja zawsze stałam za aparatem, bo... inni robili złe zdjęcia. Zwłaszcza te, na których byłam ja sama 😊 Chyba muszę się jeszcze ze sobą oswoić. Asiu, od naszego świerszczykowego spotkania z przyjemnością podczytuję Twoje posty. Fajnie, że jesteś, fajnie, że piszesz, fajnie piszesz. Pozdrawiam! 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za dobre słowa :) I trzymam kciuki za oswajanie się :)

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger