Porażki


Dużo ostatnio o nich rozmyślam.
Jak się z nimi mam?
Czy mnie motywują, czy wręcz przeciwnie? Czy ciskam coś w kąt, jak mi nie idzie?
Często tak. Brakuje mi cierpliwości i wewnętrznego głosu, który powie "a spróbuj jeszcze raz, co ci szkodzi". Bywam obrażona na to, że mi się przydarzają.
A one same uderzają w moje poczucie własnej wartości. Testują moją pewność i wiarę w siebie. Zabierają radość. Połączone z mocno krytycznym głosem kogoś z zewnątrz na długo odsuwają od pewnych rzeczy. Nigdy nie zapomnę zimnego i pełnego satysfakcji głosu pani w szkole teatralnej lata temu. "Do niczego się nie nadajesz." I zapominam w tej chwili, że przez całe liceum prowadziłam amatorską grupę teatralną na deskach kieleckiego teatru! Z sukcesami.

Ale czasem nie mają na mnie wpływu. Otrząsam się i idę dalej.
Choć bywa, że bolą.
Ale nie zatrzymują.
Na fotograficznej drodze jest ich sporo.
Pomaga dojrzałość i dobrzy ludzie wokół.
Jakiś czas temu zapragnęłam robić zdjęcia małym analogowym aparatem. I jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że... nie umiem. Nie umiem, tak, jak cyfrą. Zdjęcia wychodzą nieostre, nieciekawe, zupełnie nie takie, jak założyłam.
Bardzo ciekawa lekcja.
Wysłałam też kilka swoich zdjęć na różne konkursy. Czekam na wyniki. Oswajam się z myślą o przegranej.

A jak Wy przeżywacie porażki ? Co Wam pomaga je "strawić"?

Posta tego ilustruję zdjęciami - porażkami 😉
"Mamusiu, tak mi się otworzyło niechcący. Ale szybko zamknęłam."
Na moje zdziwienie, kiedy odebrałam (mój pierwszy od lat! tyle nadziei, tyle nadziei!) film z laboratorium. (To te czerwono-żółto-różowe zdjęcia).

Także macie na zdjęciach mocno nieidealny (nie tylko przez prześwietlenia, ale też przez moje nieumiejętności), analogowy! Grochów.
Ale będę próbować dalej :-)












5 komentarzy:

  1. Joanno!
    Mam kłopot z porażkami: z jednymi, bo ugniatają, trafiają w lęki głęboko pochowane, zabierają radości, przyćmiewają to, co ważne, ale są też te inne, które mnie nie zatrzymują, spływają po mnie, patrzę na nie, ale ich nie zabieram ze sobą w dalszą drogę. Jak to się dzieje, że tak właśnie się układają, nie wiem, nie ma jednego klucza, działa wiele czynników, ale... chciałabym uczyć się na błędach, mieć tej akceptacji na różne rzeczy nie raz więcej...
    a zdjęcia? tysiące mam tych do bani, nie takich, choć są też i takie które lubię, bo zwyczajnie coś opowiadają i nieistotne wtedy są połamane zasady, prześwietlenia i inne fotograficzne kanony!
    twoje zdjęcia Grochowa są dla mnie wyjątkowe, bo właśnie opowiadają i sa takie swojskie ;-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia licząc od konca: pierwsze, czwarte (drzwi), piąte (siatka) niesamowite. To sztuka nowoczesna! Widzę je wydrukowane w dużym formacie na płótnie w minimalistycznym, betonowym wnętrzu. Piękne i nieoczywiste!

    OdpowiedzUsuń
  3. Siatka i drzwi wyglądają super!
    P.s. trzymam kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Porażki? To eksperymenty po prostu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie bywa z tym różnie ;) Na świeżo porażki bolą i demotywują. Jednak po czasie każda z nich okazuje się na swój sposób przydatna. Chyba zmierzam ku temu, by traktować porażki jako coś normalnego i niezbędnego na drodze rozwoju...
    A fotografie - moim okiem ciekawe!

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger