Ideały


"Zależy nam na tym, żeby nasze dzieci w przyszłości były samodzielne, odpowiedzialne, potrafiły myśleć krytycznie i dokonywać świadomych wyborów, stawiać granice i ufać sobie samym." -
przeczytałam na Facebooku na bardzo bliskiej mi stronie. Proste, jasne zdanie, z którym się zgadzam. To przecież i moje ideały rodzicielskie.
Ale coś mi nie dawało spokoju. Kłuło, jak kamyk w bucie.

Jakie to są wymagania!
A przecież wiem, że życie składa się z nieodpowiedzialności, zależności, głupich decyzji, błędów i jazd po bandzie. Z tego, że się kogoś zrani, weźmie narkotyki, prześpi nie z tym, co trzeba. Nie nauczy, zawali, oleje.
I z miliona innych błędów.
Jeżeli jako rodzic mam założenie, że moje dziecko będzie odpowiedzialne, świadome i samodzielne, to jak się będę czuła, kiedy ono nie sprosta?
A nie sprosta.
Bo nikt nie jest w stanie tego unieść.
Jaki mam stosunek do jego błędów i potknięć?
A do swoich?

Mamy w domu nastolatka. Takiego, co trzaska drzwiami, wywraca oczami, zapomina, kłóci się, spóźnia, za dużo gra. Który sprawdza, mówi nie, wychwytuje wszystkie nasze nieścisłości. Który nas rozśmiesza i sprowadza na ziemię. Nie zawsze się wyrabiam w tej zmianie i czasem jestem mało z siebie dumna. Zwycięża we mnie marudząca, zrzędliwa, poganiająca, rozkazująca osoba.
A przecież wraz z nim i ja znowu nią jestem. Chyba bardziej niż z wewnętrznym dzieckiem jestem bliżej z moją wewnętrzną nastolatką ;-)
Pamiętam wszystko. Jak się wtedy czułam, czego potrzebowałam, do czego dążyłam.
Pamiętam wielką siłę życia, która się przeze mnie przetaczała. Wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby ją czuć. Żadne zakazy temu nie przeciwdziałają. Dotknę i spróbuję. Choć może nie włożę od razu całej ręki w ogień.
Popełnię swoje błędy.
I wiedziałam też, że jak powietrza potrzebuję akceptacji moich rodziców.
Ich przekonania, że moje błędy to nie cała ja, a nasza więź nie polega na spełnianiu oczekiwań. Ich mądrości jak się z owych błędów wykaraskać. A nie poczucia, że ich zawiodłam, bo przecież miałam być samodzielna, odpowiedzialna, krytyczna i świadoma. Na taką mnie wychowywali. Takie mieli ideały.
Wyrozumiałość była dla mnie lecząca i miała o wiele większą moc (także wychowawczą), niż krytycyzm i wymagania. Czułam się wtedy widziana i ważna.

Więc może włączyć w nasze rodzicielskie działania naukę akceptacji naszej omylnej, niedoskonałej i ciekawskiej natury? Naukę czułej wyrozumiałości i troski o siebie.

I pamiętać jak nam było w nastoletnich czasach.
To naprawdę dobry przewodnik po byciu rodzicem nastolatka.

5 komentarzy:

  1. Potrzebuję takich słów tutaj. Życie skomplikowane jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako matka nastolatka dziękuję za ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam bliższą więź z wewnętrzną nastolatką niż z wewnętrznym dzieckiem:) "13 powodów" dlatego mnie tak mocno przeorało, ja po poprostu dużo pamiętam...:)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger