Droga


Droga jest ważna.
Czy ją lubię, jak nią jadę.

Drogę między domem a szkołą pokonuję co najmniej cztery razy dziennie. Częściej znacznie częściej. 3 kilometry i 300 metrów. Na jej odcinku sklepy, urzędy, przyjaciele i kooperatywa. Joga i siłownia. Dom kultury i ceramika. Bazar i galeria handlowa. Tędy do centrum i do pracy.
Za rogiem mieszkają A. i P., za pierwszym skrzyżowaniem najlepsza R., potem A. Jak się skręci w lewo to O. i I. Zawsze mogę się tam napić herbaty. Coś podrzucić. Zostawić dziecko. Pogadać przy winie.
Sąsiedzi moi ukochani. Sieć. Jak mijam ich domy, to o nich myślę.

Ale najpierw drzewa przy naszej ulicy, stare osiedle, do którego mam słabość, potem park i szpital. Dwie kwiaciarnie (w jednej nie byłam nigdy, ciekawe) i wszystko za 5 złotych. Skrzyżowanie, na którym stoi się za długo.
Potem nasze poprzednie mieszkanie. Zawsze, ale to zawsze, bez względu na to, ile razy tamtędy jadę, patrzę się w "nasze" okna. Mieszka tam teraz miła, młoda para. Mam nadzieję, że im tam dobrze. Wiszą bordowe zasłony.
Zegarmistrz, tapicer, trzy sklepy z alkoholem, warzywniak i pizzeria.
Potem stadion, na którym ćwiczy Antek, a po lewej podwórko z Maryjką. Trzeba się odpowiednio wychylić, żeby ją dojrzeć. Lata nie wiedziałam o jej istnieniu. Nie wychylałam się.
Rondko, stara drukarnia i w lewo do szkoły. Mała, jednokierunkowa uliczka korkuje się od aut. Otwierają się drzwi, dzieciaki gramolą się z plecakami. "Pa, skarbie" "do zobaczenia popołudniu", "dobrego dnia". Stoję zawsze 20 sekund dłużej, żeby odprowadzić wzrokiem Zosię do samych drzwi. Nikt nie trąbi.
O 8.10 jestem z powrotem w domu.

Powoli, powolutku toczymy się w stronę Marek. Korek, zawsze korek. Ósemka już blisko. A tam gazu i przed siebie. Wiem, którym zjazdem dojechać do pięknego wrzosowiska, a którym nad Bug. Gdzie nad Liwiec.
Ale teraz dalej, dalej, dalej... prawie na sam koniec Polski.
Zaraz Łomża. Wszystko świeci i mruga.  Szaleństwo tablic i reklam. Jakoś jednak lubię. Za Łomżą pierwszy drogowskaz z napisem, ile kilometrów do Piszu. Nigdy nie jedziemy do Piszu, ale to znak, że wjeżdżamy w nową krainę. Mazowsze za nami.
Grajewo, a z nim granica. Nagle droga z kocich łbów i zupełnie inne budynki. Murowane, solidne, wyższe jakby.
Prusy.
W Prostkach zawsze postój pod piekarnią. Chwilowo anulujemy wszelkie zasady zdrowego żywienia i pochłaniamy ciepłe,  pszenne bułki. Albo paluchy piwne. Albo ciężkie bułki z marmoladą.
Prostki to Prostki. Rządzą się swoimi prawami. Zawsze zatrzymujemy się w Prostkach.
Potem miasta i miasteczka, ronda i obwodnice. W końcu upragnione w lewo. Za Biedronką i kościołem.
Ziemia zaczyna falować, góra, dół, góra, dół. Polodowcowa kraina. Ostatnie kilometry bitą droga. Kilka pruskich domów, stara szkoła, zlewnia mleka. Drzewa, bzy (nawet, jak zima, to wiem, które to), cisza.
Na górce domek z rozpalonym kominkiem. Jesteśmy na miejscu.

I wiele takich dróg.

W Beskid. I ten moment, kiedy wszystko się zacieśnia wokół, wąskie drogi wiją się przez miejscowości. Małopolska. A potem Beskid cichy i aksamitny. Zielony i bliski. Niski.

Do Kazimierza. Zawsze starą drogą, nie tą  szybką na Lublin. Wstążka Wisły po prawej, wertepy, Domek Loretański w Gołębiu, rynek w Maciejowicach, park w Puławach.
Wisła nas prowadzi.

Autostrada do Włoch. Pierwsza stacja benzynowa za Austrią. Zawsze ta sama. Za nami góry. Przed nami kawa. W końcu dobra kawa. Uśmiech nie schodzi nam z twarzy. W lewo Wenecja, w prawo Padwa. Mijamy Bolonię, przed nami, w dole, świeci Florencja. Wszystko po włosku. Uśmiech nadal nie schodzi nam z twarzy.
W końcu upragniony drogowskaz na Sienę.

Do Kielc. Do Krakowa. Na Hel i Suwalszczynę. Albo do Berlina. Lub nad Adriatyk.
Z domu i do domu.

Lubię lubić drogi, którymi zmierzam do celu.

I tego Wam życzę z całego serca.
Żeby Wasze drogi Wam sprzyjały i były przez Was lubiane.

6 komentarzy:

  1. Masz rację - warto lubić drogę, którą się idzie! Warto się rozglądać, wychylać, zaglądać z różnych perspektyw! Pięknie opisałaś swoje codzienne ścieżki, aż mi się zachciało przejść się naszymi utartymi szlakami teraz już, od razu i baczniej niż zawsze się porozglądać, zapamiętać, zatrzymać te chwile... bo lubię je bardzo! tylko czasem zapominam o tym!
    Więc niech sprzyjają nam wszystkim nasze drogi, a szczególnie te codzienne dobrze znane szlaki ;-)
    pozdrawiam świątecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :-)))
    Piękny post.
    Dostałam od rodziców drewnianego aniołka z napisem "kocham Cię Córko jedź ostrożnie".
    Życzę Wam spokojnosci, radości i zdrowia z okazji Świąt Bożego Narodzenia, ale nie tylko :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję , wesołego po świętach Szczęśliwego Nowego Roku

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie napisałaś :)
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam i płaczę.
    Teraz ciągle płaczę.
    Kilka takich dróg przemierzyłam z moim mężem. Niewiele, bo był wiecznie nieobecny. Teraz nasza wspólna droga się kończy. Ogromny ból i strata. Dobrych, szczęśliwych dróg dla Was, Asiu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny wpis. Potrafisz dostrzec kolory i piękno w tym co codzienne. Pozdrawiam z Puław! Życzę Wam wszystkiego dobrego w tym nowym roku! Agnieszka

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger