Coś widzieć


To jest tak, że jak dłuższy czas fotografujesz, to chcesz więcej.
Widzieć, dostrzec, opowiedzieć.
Ale jak gdzieś jedziesz na kilka dni, to nie masz szans na dotarcie do tego "czegoś".
Widzisz, to, co na zewnątrz. To, co wszyscy.

Nauczyłam się jednak myśleć tematami. Wyszukuję w rzeczywistości powtarzające się elementy i krążę wokół nich. Przez nie snuję opowieść.
Więc jeżeli częścią neapolitańskiej pocztówki jest romantyczne pranie rozpięte w wąskiej uliczce, to ja się temu praniu przyjrzę bliżej. Zdejmę cepeliowskie pozłotko.

Ono jest wszędzie. Na ulicach, balkonach, w przejściach i bramach.
To nie turystyczna dekoracja. To życie. Wiszą piżamy, majtki, staniki, dżinsy, koszulki, sukienki, szlafroki, ręczniki. Inne niż u nas wzory, tkaniny, kroje poszewek na pościel.
Na wyciągnięcie ręki. Obok. Bez wdzięczenia się. Bez chowania się w kącie.
Czyjś kawałek codzienności.
To mi się udało zobaczyć w Neapolu.














3 komentarze:

  1. Moje mówi - weź mnie wyciągnij z tej pralki, ileż można czekać ;) pozdr, mi ps. oraz nie muszę jechać do Neapolu mam takie girlandy na osiedlu obok :D :D

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger