Wakacyjne lekcje


W tym roku na wakacje ruszyliśmy w zupełnie inne strony, niż zwykle.
Rumunia i Francja.
Od ludowych wiosek Maramureszu po jedną ze stolic świata. Z przerwą w Normandii.
Przejazd przez całą Europę.
Bardzo pouczające doświadczenie na wielu poziomach.
Już przed wyjazdem czułam, że coś mnie uwiera. Na Instagramie napisałam:
Beskid Niski, Mazury Garbate, Suwalszczyzna, Kazimierz, Kraków, Berlin, Włochy - zaczynam chcieć jeździć ciągle w te same miejsca. Kiedyś nie do pomyślenia. #poczterdziestce...
Mapy mojego mikroświata. Ani lepsze, ani gorsze. Moje po prostu.
Ale w te wakacje pognało nas poza mapę.
Co skończyło się tylko tęsknotą za Adriatykiem.

Nie, nie jest oczywiście tak, że świat poza moją mapą uważam za brzydszy czy gorszy. Tak nie jest. Dostrzegam jego piękno czy wyjątkowość. Nawet przez chwilę umiem się tym cieszyć.
Tyle, że wcale nie muszę w nim być...
Od lat obserwuję, jak Krystyna Janda z przyjaciółkami wyjeżdżają co roku w to samo miejsce w Toskanii. Patrzę na to trochę z podziwem, trochę ze zdziwieniem. Przecież tyle świata do zobaczenia, tyle rzeczy do odkrycia...
Ale chyba powoli zaczynam rozumieć...
I widzę w tym spokój, lekkość i akceptację, a nie nudę, rezygnację czy apatię.

Bo siedzę sobie w tym Paryżu, w jednym z centrów świata i myślę, że wcale nie muszę tu być. Ani nawet nie chcę. Nic nie mam do Paryża. Kocham być w Centrum Pompidou, ale wiem, że mój środek świata (w lecie) jest zupełnie gdzie indziej. Ma odmienną energię. Układa się w zupełnie inną drogę.
W ciszę, aksamit wody, rozleniwienie słońcem, rytm dnia nadawany przez temperaturę. W rozgrzane słońcem pomidory i brzoskwinie. W niezwiedzanie, niebycie, niekupowanie, niezaliczanie.
W brak zasiegu i brak napięcia.
W bose stopy, zimne wino na tarasie i wielką wodę przed oczami.
W pływanie z dziećmi i czytanie na plaży. W słone pocałunki i ciepłą skórę...

Czasem trzeba się oddalić, żeby coś zobaczyć. Docenić. Uznać.
Swoje miejsca.
Zupełnie niespektakularne. Może Podlasie? Góry Świętokrzyskie? Działka nad Bugiem, Narwią, Pilicą? Dom Rodziców za Radomiem? Niekoniecznie Włochy, naprawdę niekoniecznie...

Takie lekcje przywożę z tych wakacji.

P.s. Na karcie mam kilka pięknych zdjęć z Rumunii i Normandii. Podzielę się nimi z Wami, jak tylko je wywołam. Co ciekawe, nie byłam w stanie robić zdjęć w Paryżu. Wiedziałam, że mogę zrobić śliczne widoczki, ale...nie byłoby to szczere z mojej strony. Aparat jak papierek lakmusowy ;)

A Wam jak mijają wakacje?

3 komentarze:

  1. A ja cie bardzo rozumiem.I dlatego w te wakacje nigdzie nienwybywam.żeby moc na jesieni wybyc na Kubę. i nie żeby zwiedzać..a żeby być.. I tez mam takie miejsca gdzie zdjęć nie byłam w stanie robić .nie czulam ich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tylko cztery zdjęcia Zosi spod wieży ;) Na życzenie samej zainteresowanej :)

      Usuń
  2. Witaj. My zwiedzamy, ale lokalnie. Organizujemy sobie takie wypady, by zmieścić się pomiędzy porankiem i wieczorem, a zasypiać we własnych łóżkach. Tak lubimy. A najczęściej jesteśmy na wsi, na "naszym kawałku świata" po moich Dziadkach, kosimy trawę, sadzimy drzewka owocowe i kwiaty, wsłuchujemy się w śpiew ptaków, gramy w karty, czytamy książki, robimy ogniska. Tam najlepiej odpoczywamy, zwykle bez telefonu, aparatu. Po prostu razem.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger