Koniec lata


Lato minęło tak szybko tego roku. Pełne skrajnych emocji.
Czułam się, jak A. z Dzienników Stołowych... 
Pomiędzy niedowierzaniem, złością i bezradnością, kiedy widzę, co dzieje się w Polsce, a spokojem naszego zwykłego życia. Bieguny...Rozdarcia...Podziały...Coraz trudniejsze do przejścia. Kłótnie w rodzinach, między znajomymi... Nie da się ich już ignorować i beztrosko pławić w przyjemnościach "wewnętrznej emigracji".
Martwię się. Po prostu się martwię.

A z drugiej strony trzeba ten spokój hołubić. Mimo wszystko. Żeby dzieci nie żyły zainfekowane lękiem i niechęcią. Rodzinę odwiedzać, przyjaciół dopieszczać, zwiedzać, chłonąć, cieszyć się. Smażyć konfitury (morelowe mi się marzą), kupować wyprawkę do szkoły, przebierać w zeszytach w Biedronce, stroić dom w kwiaty. Wybaczać.

Nie tracić z oczu tego, co dzieje się dobrze.
Bo przecież się dzieje.

Na mojej fotograficznej drodze stanął niezwykły człowiek. Nauczyciel. Mentor. Młody (!) chłopak, który jednym zdaniem popycha mnie dalej.
Po cichu zawsze marzy się o takich ludziach. Serdecznych, fachowych, wspierających. Których obchodzisz. Takich, przy których znika to męczące uczucie niepewności i samotności na twórczej drodze.
I pojawiają się słowa (oszałamiające) - wystawa, własny album, konkursy... Trzymam "ego" na wodzy, wiem, ile jeszcze pracy przede mną, ale nie ukrywam, że też słodko mnie to cieszy.
Przyglądam się swojej fotograficznej drodze i widzę, jak w niej dojrzewam. Nabywam świadomości.
Dopiero teraz zaczynam rozumieć, o co chodzi w myśleniu projektowym - jakie zdjęcia robić, a jakich absolutnie NIE robić, jak patrzeć, co wybierać. Choć myślałam, że wiem to wiele miesięcy temu, kiedy zaczynałam swój projekt.
Nic nie wiedziałam, tylko mi się wydawało.
Dobrze, że etap nieświadomości jest... nieświadomy. I że przychodzi ten następny...W którym coś się już wie.

Patrzę się na zdjęcia, które robię do mojego (jeszcze tajemnego) projektu i jestem z nich cholernie zadowolona. Nie dlatego, że są technicznie dobre, dobrze wykadrowane, ładne kolorystycznie (choć też), ale dlatego, że dokładnie pokazują kim jestem. Niczego nie udają, do nikogo się nie wdzięczą. Są mną, moją wrażliwością, moim patrzeniem na świat.
I choćby nic z tego nie wyszło, to ta świadomość zostanie już ze mną na zawsze.

Po kilku latach trzymania aparatu w ręce, w końcu wiem, co czego ma mi służyć.

6 komentarzy:

  1. "Patrzę się na zdjęcia, które robię do mojego (jeszcze tajemnego) projektu i jestem z nich cholernie zadowolona. Nie dlatego, że są technicznie dobre, dobrze wykadrowane, ładne kolorystycznie (choć też), ale dlatego, że dokładnie pokazują kim jestem. Niczego nie udają, do nikogo się nie wdzięczą. Są mną, moją wrażliwością, moim patrzeniem na świat" - biorę i chowam te słowa pod skórę. Cholernie ważne jest dla mnie to co napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Ci się, że to euforyczne uczucie. Bierz dla siebie :)

      Usuń
  2. Joanno! i trzymaj się tej drogi!!! pięknie piszesz, piękne obrazy tworzysz, inspirujesz mnie od dawna, ależ się cieszę, że cię tutaj dawno temu znalazłam, bo zaglądanie tutaj do ciebie jest dla mnie wielką przyjemnością, radością, ale też chwilą namysłu, rozmyślań późniejszych, dojrzewających we mnie małych i większych odkryć! dziękuję ci!
    pozdrawiam sierpniowo - dorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorko, i ja się ogromnie cieszę, że Cię znam :) I widzę, jak sie rozwijasz! Ze zdjecia na zdjęcie. Pięknie na to patrzeć. Usciski najserdeczniejsze!

      Usuń
    2. Dzięki piękne!!! jestem wzruszona ;-) też ściskam, inspiruj dalej!!!

      Usuń
  3. Joasiu, az mnie drescz przelecial, po tych pierwszych zdaniach...Na szczescie dobro tez sie dzieje. Tylko mniej o nim slychac.

    Fajnie, ze cos wiesz:)) I umiesz:) Gratuluje!

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger