Pozdrowienia z wakacji

Zbliża się nasz coroczny wakacyjny wyjazd do Marche, siadłam więc do zdjęć z tamtego roku.
I powiem Wam, że za każdym razem jestem zdziwiona, jak trudno fotografuje się Włochy. Łatwo się ich doświadcza, ale niełatwo oddaje.

Wszystko jest ładne. Światło jest niezwykłe. Widoczki same się produkują. Ale czy one coś mówią?

Zaglądam oczywiście we wszystkie podwórka, chodzę po blokach (jak są), przeglądam rybackie sieci, przyjeżdżam w lutym i listopadzie. Szukam "brudnej" (prawdziwszej?) podszewki włoskości. Jestem skażona polską potrzebą brzydoty? Jestem nieufna w stosunku do piękna i harmonii?
A może w tym pięknie nie ma drugiego dna? Żadnej przemilczanej tajemnicy?
Może ono jest po prostu tym, czym jest?


Cały czas szukam swojego kluczyka do Włoch. Jeszcze jestem za szybą. Za każdym razem odczuwam frustrację.

Skupiam się więc na kolorach - tych wszystkich ochrach i sienach, detalach, fakturach, klamkach, wysiedzianych krzesłach, bujnie i jakby od niechcenia prowadzonych ogródkach. Odrzucam anegdotyczne spojrzenie. Dopasowuję zdjęcia do stylu moich wcześniejszych prac. Spajam podobną tonacją i motywem. Buduję siebie, ale czy to jest jakaś opowieść o Włoszech?
Nie wiem...

Za dwa tygodnie spróbuję znowu.

p.s. A gdybyście byli/były zainteresowani moimi inspiracjami, to koniecznie znajdzie prace wielkiego włoskiego fotografa Luigi Ghirri.










2 komentarze:

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger