Zdrowienie


Choroby dzieci.
Zdarzają się dość regularnie.
Już trochę ich przeżyłam, ale się do nich nie przyzwyczaiłam - przeziębienia, zapalenia oskrzeli, krtani, anginy, ospy, rumienie zakaźne, niezidentyfikowane gorączki, problemy z oczkami, podejrzenia padaczki.
Od zwykłego kataru po skomplikowane, stresujące badania.

Lęk o ich zdrowie mam na jakimś komórkowym poziomie.
Na zewnątrz się trzymam, pocieszam, utulam, koję, noszę, leczę, ale w środku drżę.
Po ich wyzdrowieniu jestem wycieńczona.

Każda ich choroba wymusza jednak (wiem, banał) zatrzymanie się.
Odkładam na bok swoje plany (czasem z żalem, czasem z nerwem, bo coś "zawalam", z czegoś się zwalniam, coś przesuwam, coś tracę) i zaczynam leczyć - dotykiem, byciem, chłodnym okładem, gorzkim lekiem. Tu jest moje miejsce i moja "medicine".
Świat za oknem pędzi, a my w kołysce chusty wracamy do zdrowia.

1 komentarz:

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger