Jestem bazą

Stacją dokującą.
Portem przeładunkowym.
Jestem ładowarką - taką, jaką ma każda słuchawka bezprzewodowa.

To nie przenośnia.
To rzeczywista rzeczywistość :-)

Zosia bardzo śmiało poznaje świat.
Bawi się sama, raczkuje, gdzie chce, potrafi na długie minuty zająć się sobą.
Jest radosna, pewna swego, ciekawa i cierpliwa w tym poznawaniu świata.

Ale...
muszę siedzieć na podłodze, oparta o kanapę.

Tylko tyle i aż tyle.
Nic nie muszę robić, Zosia nie potrzebuje mnie do zabawy, mam tylko siedzieć i być.

Żeby można było na setną sekundy przyraczkować i się przytulić.
Naładować bateryjkę i gnać dalej.
Żeby coś mi pokazać, przynieść (najczęściej paproszek, kuleczkę kociej karmy lub kawałeczek wymiędlonego papierka)
Żeby się uśmiechnąć lub pomarudzić chwilkę.
To wszystko trwa sekundy.

I kiedy tak siedzę, "bez celu", to próbuję się wyrwać z tego siedzenia.
Przecież jest tyle "ważnych" spraw!
Sprawdzić mejle, poczytać, nastawić pranie!
Przecież Zosia na pewno nie zauważy. Przecież i tak jestem obok.

I wtedy moja "słuchaweczka" przywołuje mnie do porządku.
Ze spokojnego dziecka zmienia się w mega-marudę. Już się nie bawi, już nic jej nie interesuje.

Więc siadam z powrotem "na bazie" i po prostu JESTEM.
Zosia, usatysfakcjonowana, radośnie wywala skarpetki z szuflady.

Jestem Matką-Bazą.

3 komentarze:

  1. Agent Zielonka9 marca 2010 20:29

    Pisz mi tak jeszcze! Ja czasem czuje się jak lotniskowiec. Mój mały śmigacz potrafi wypuszczać się z coraz bardziej śmiałymi misjami, ale muszę zawsze być w zasięgu jego radaru. Morze, po którym pływam czasem jest przyjazne i łagodne, a czasem wzburzone i złowieszcze. Całe szczęście, że na tym morzu pływają też inne lotniskowce...

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, inne lotniskowce to podstawa!
    można sobie przynajmniej wsparciowo mignąć światłami :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas to samo;). Kubuś obecie ma osiem miesięcy. Pełnia szcześcia jest gdy leżę na dywanie z nim, albo siedzę na podłodze. Nie musze się bawić. wystarczy ze siedzę. gdy musze coś zrobić. najczęściej w kuchni. Peła za mną "krok w krok". I marudzi.... i wola i marudzi... czasem jest to tak męczące... bo tyle jest do zrobienia... pocieszam się ze nie tylko ja tak mam;)... a juz myślałam ze coś z nim nie tak, ze nie umie się sam bawić... ale czy to kiedyś minie??? Agnieszka

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger