Zapomniana szuflada - powieść w odcinkach


Odcinek 1  
O potrzebie przestrzeni
Zaczęło się od tego, że zabrakło mi miejsca na kuchenne składniki. 
Kuchnia, jak i cały dom, wydawała się jednak zoptymalizowana idealnie. Wszystko miało swoje miejsce.
Ale ja chciałam widzieć te wszystkie kasze, ziarna, mąki. Nie plątać się wśród miliona torebek. Nie kupować kolejnego cukru, bo poprzedniego nie zauważyłam.
Ale nie było gdzie.
Naprawdę nie było.
Przysięgam.
Może na blacie?
Może jeszcze jedną półkę dowiesić?
Może tu, a może tam?
Nie.
Nie da się.


Odcinek 2 
O zaskoczeniu
Jednak wewnętrzna perfekcyjna pani domu lub (jak wolicie) dusza, która dąży do równowagi, nie zniechęcała się tak łatwo ;-) Cały czas rozmyślała nad rozwiązaniem. 
Ono MUSIAŁO istnieć. Trzeba było mu tylko dać czas na znalezienie się.
I nagle, pewnego poranka, spłynęło jak oświecenie.
Prawa dolna szuflada!
Przeznaczona na plastiki, tzw: "dziecięca."
Ale przecież moje dzieci nie jedzą już z plastikowych talerzyków! Nie potrzebują swoich naczynek na wyciągnięcie małych rączek. Od dawna. Bardzo dawna.
Mam szufladę, która służy do "niczego", ale wydaje mi się, że jest konieczna.
Zawalidroga, która mogłaby oddać miejsce kaszom w słoikach.
Rzuciłam się do opróżniania i znalazłam w niej mnóstwo niepotrzebnych rzeczy i miliony przykrywek. 
SAMYCH przykrywek ;-) 
W osłupieniu odkrywałam potrzebną mi przestrzeń, która okazała się być tak blisko.




Odcinek 3
O wysiłku
Po czym nastał czas chaosu. Czas konieczny, żeby pojawił się ład.
Czas segregowania, przesypywania, wyrzucania.
Rozsypanej wszędzie mąki i fasoli.
Dokupowania słoików w Ikei. Przestawiania i dopasowywania do naszych potrzeb.
Na końcu do wyniesienia pod drzwiami  - wielka torba śmieci.


Odcinek 4
O uldze
I jest!
W końcu ją mam :-)
Szufladę potrzeb i marzeń. Taką, jakiej potrzebuję. Właśnie teraz. I okazało się to prostsze, niż myślałam.
Mam szufladę czystą, uporządkowaną, przejrzystą. Każde ziarenko znalazło w niej swoje miejsce.
Obfitość. Przestrzeń.
ULGA.

I pojawiło się jasne pytanie:
ile jeszcze takich zapomnianych "szuflad" do odkrycia?
W poglądach, przekonaniach, nawykach, codziennym życiu..
Jak zobaczyć, że coś się utrwaliło, choć nam nie służy. Uwiera, ale jest "od zawsze".
Tak jakoś. Siłą rozpędu. I blokuje miejsce, nie pozwala na zmianę.
Lub po prostu dawno się skończyło, zużyło, przeminęło. A zawadza. I trwa siłą przyzwyczajenia.
A trzeba zrobić porządek. Na nowo poskładać, ponazywać, poukładać.
Zobaczyć możliwości w niemożliwym.
Przewalić górę śmieci, po czym poczuć satysfakcję i radość. Usiąść po wszystkim i z zadowoleniem patrzeć na swoje nowe dzieło. Tak proste, tak oczywiste i tak niemożliwe do pewnego momentu.

Macie swoje zapomniane szuflady?
Widzicie je?
Jesteście gotowe/gotowi do porządków?

11 komentarzy:

  1. super:))) Tak , takie optymalizacje to ja lubię:) u mnie tez się zapowiada:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, z niecierpliwością oczekują sobotniego warsztatu z Tobą. Coś czuję, że wiele "szuflad" się opróżni :-)

      Usuń
  2. och ja takich szuflad mam całe mnóstwo, w obu domach, pracowni.... ale wciąż mi czegoś szkoda, bo się okazuje, że natychmiast potrzebne tuż po tym jak wyrzucę. No to wiszę nad każdą rzeczą, medytuję i.... znów upycham.... no taki ciułacz, zbieracz. Że nie wspomnę o wewnętrznych szufladach... jakby to było proste tak jak te mąki i kasze....

    uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renatko, na początku i te proste kasze nie były dla mnie takie proste :) naprawde wierzyłam, ze szuflada z plastikami jest mi niezbędna, ze musi byc. Ale na każda zapomniana "szuflada" przyjdzie czas.

      Usuń
  3. A gdzie włożyłaś plastiki ? :) Od czasu do czasu robię reorganizację w różnych zapomnianych kątach, z tym że z żelaznym założeniem, że mam już wszystkie pojemniczki i puzderka, bo bym się zapudełkowała po sufit ;) pozdr, mi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi, dużą część wywaliłam w myśl zasady, że jak nawet nie pamiętam, że je mam, to znaczy, że nie są mi potrzebne. Przykrywki nie znalazły swoich "dołów" ;-) A reszta znalazła miejsce w szufladzie z talerzami.
      Też lubię pudełeczka :-)

      Usuń
    2. A idź, teraz co wejdę do kuchni to mam pińcet pomysłów na reorganizację ;D pozdr, mi

      Usuń
  4. Wchodzę sobie na ten wpis od czasu do czasu jak na najlepszy poradnik "Da się". Dziękuję.
    Wiesz, że ja sobie takimi "szufladami" oswajam chaos i pięknie mojej głowie zilustrowałaś malutkie treningowe zwycięstwa. Nabieram rozpędu, chodzę i wyłuskuję kolejne drobne szczeliny do uporządkowania. I widzisz? Jak się rozpędzimy, to się będzie działo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katachrezo, ja teraz codziennie otwieram tę szuflada, zeby poczuć się lepiej i przestać wierzyć, że się nie da. To moja szuflada terapeutyczna :) prócz oczywistego wymiaru, że w końcu wiem, że kończy się kasza ;)

      Usuń
    2. Podoba mi się szuflada terapeutyczna :-) To może ja dziś też sobie znajdę jakąś szufladę terapeutyczną na mój problem z trybikiem :-)

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger