Nie podcinaj skrzydeł. Po prostu tego nie rób.


Długo się zbierałam, żeby napisać ten post.
Bo mam dużo zrozumienia dla rodzicielskiej doli, bo nie oceniam pochopnie, bo rozumiem skomplikowaną naturę życia... Bo czasem sama jestem na skraju wyczerpania nerwowego... Bo mnie też głos się podnosi...
Ale te sceny siedzą głęboko we mnie. Nie chcą się odkleić...Przez swoją niezauważalność...

Sala zabaw. Centrum handlowe. Czwartkowe popołudnie.
Dzieci brykają w kulkach i innych atrakcjach.
Siedzę przy stoliku i czytam gazetę. Obok mnie druga mama. Ładna, elegancka, młoda. Ma piękną chabrową sukienkę. Przez telefon omawia jakieś biznesowe sprawy. Wymieniamy uśmiechy.
Przede mną leży laurka, który Zosia ozdobiła z panią animatorką. Błyszczą brokatowe wstążki, furkoczą kolorowe piórka. Obie zachwycamy się dziełem Zosi.

Po chwili do mamy podchodzi jej synek. Jest młodszy od Zosi. Ma 3 lub 4 lata. Na buzi uśmiech od ucha do ucha.
W rączce trzyma wymiętoloną laurkę z kilkoma bazgrołami.
"Ojej, nic nie przykleiłeś? Tylko tyle? Zobacz, jak ładnie dziewczynka zrobiła, ile kolorów. Idź i coś przyklej. Nie chcę tego, nie podoba się mamusi."
Wielkie oczy chłopca lekko się szklą. Uśmiech znika. Widać też zdziwienia na jego buzi. Ogromne zdziwienie.
Przecież przyniósł mamie swój dar. Czemu jest porównywany? Jest przecież mały i nie umie przyklejać piórek.
Mała rączka chowa miłosny bazgroł za siebie.

Potem niechcący chłopiec polewa się sokiem. Mama coraz bardziej nerwowo go wyciera.
"Brzydko się zachowujesz! I co teraz? Nie widziałeś tej słomki? Niedobry jesteś! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś uważał!"
Ręce mamy coraz mocniej szarpią dziecko.
"To tylko bluzeczka" - mówię cicho - "poza tym tu jest bardzo ciepło i zaraz wyschnie."
Kobieta mityguje się. Uśmiecha się do dziecka.
"Tak, to w sumie tylko bluzeczka."

Potem jeszcze słyszę przy posiłku: "Musisz zjeść! Bądź grzeczny. Jak nie będziesz grzeczny, to nie dostaniesz deserku. I powiem tacie."

Wychodzę z sali zabaw z ciężkim sercem.
Niby nic się nie dzieje. Nikt nikogo przecież nie bije i jawnie nie obraża.
"Oj, bez przesady, przecież nic się nie stało, nie histeryzujmy, to tylko dziecko, musi się nauczyć."
"To tylko jedna mama, nie tragizuj, może miała zły dzień."
A ja myślę o chłopczyku, który słyszy takie słowa, nasiąka nimi, który nie widzi zachwytu w oczach mamy.

I widzę z całą jasnością - to jest przemoc.
Podstępna, bo codzienna. Wynikająca z niewiedzy, dziedzictwa, braku umiejętności...
Toczy się niezauważalna między stolikami w sali zabaw, w domach, przy piaskownicach.
Toczy się między ludźmi takimi jak ja, jak ty, jak my. Dotyczy każdego, także mnie.
Złe słowa.
Zły ton.
Zbyt mocne gesty.

Mogę objąć zrozumieniem zmęczoną i sfrustrowaną mamę. Mogę szukać dla niej empatii. Nie oburzam się powierzchownie, że tak robi. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Nie robi mi się też lepiej, że ja taka nie jestem.
Jest mi raczej smutno. Czuję też bezbrzeżny smutek tego chłopca, jego odrzucenie i żal.
Oraz bezbronność wobec zachowania mamy. On nie ma żadnych szans w starciu z jej gniewem.

Ale mam w sobie też silny głos, który mówi:
"Nie róbcie tego!"
Po prostu tego nie róbcie. Ja, ty, ona...
Nawet, jak jesteście zmęczeni, zestresowani, smutni i źli - nie róbcie tego.
Nauczcie się, jak tego nie robić. Poczytajcie kilka książek, porozmawiajcie z kimś i nie róbcie tego.
To nasza odpowiedzialność.

Bo to jest przemoc.
A nasze dzieci uczą się od nas.
Więc nie róbmy tego!

Mama Bola opisała to tak, przeczytajcie koniecznie.
I obejrzyjcie spot Fundacji "Rodzice Przyszłości".

17 komentarzy:

  1. Obejrzałam ten spot, zrobiłam sobie test....
    Słowa mają wielką moc!

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mnie takie sytuacje ruszają. Choć sama czasem wysiadam ale mam podobnie. Nie trzeba wielkich gestów to co się sączy dzień w dzień może być jak trucizna. A dzieci są tak ufne..bardzo..strasznie mnie porusza ta ufność i jednocześnie bezbronność u mojej Córeczki
    Dziękuje za Twój apel i przyłączam się,
    Ania O.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystko możemy z takimi małymi dziećmi, ich bezbronność i nasza władza są ogromne.

      Usuń
  3. Prawda!
    Podobny post znalazłam i tu:
    http://tamgdziesercemoje.blogspot.com/2014/02/szacunku.html

    Dobrze, że porusza się takie kwestie, dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, nigdy dość naszych głosów w głośnym "nie", tym bardziej, że te sytuacje są, niestety, tak powszechne, jak się okazuje.

      Usuń
  4. Za często nie zdajemy sobie sprawy że dla nas zwykłe słowa dla dzieci mają ogromne znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hally, gdzieś nam nie okazywano szacunku, gdzieś nas tego nie nauczono i teraz dalej to powielamy...
      "Kocham cię, podoba mi się to, cieszę się, że mogę z Tobą być, uwielbiam Twoje prace, poczekam na ciebie, pomogę ci..." - też tylko słowa, a ja wiele mogą zmienić.

      Usuń
  5. Byłam świadkiem, jak chłopiec ok 3 lata, uderzył się w rękę, zaczął płakać. Mamusia chcąc pocieszyć dziecko tu cytat nie płacz, bo pojedziemy do szpitala pan doktor utnie rękę i nie będzie bolało. Do dziś nie mogę dojść do siebie, pozostawię bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przerażające, jak tak przemoc jest powszechna :(

      Usuń
  6. Wiesz .. po przeczytaniu fragmentu , gdy kobieta odsyła synka z laurką - stanęły mi najnormalniej łzy w oczach .. bo oczami widziałam zamiast chłopczyka - swoją córkę . 3 letnią . I serce boli . Rozumiesz przecież czemu ..
    Taki jest ten świat . Stety , niestety .
    Ostatnio uczyłam córcię jeździc na rowerku .. Stawiała na nim tzw. pierwsze kroki . I choć ciężko było mi zrozumieć " no jak można nie umieć pedałować ?! Przecież to proste" , to ze spokojem kulałam jej nóżki , tłumaczyłam - bo widziałam jak bardzo się stara i to ,ze jej nie wychodzi nie jest absolutnie niczyją winą ..
    Smutno mi po Twoim poście .. Ja to zawsze tak wszystko przeżywam później jak głupia :-(
    Pozdrawiam Cię serdecznie i miło mi było do Ciebie zagościć ! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez ciagle pamietam minę tego chlopczyka...
      Tak, to nasza odpowiedzialność, zeby sie powstrzymać...
      Mocno Cię pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

      Usuń
  7. Asiu przeczytałam tego posta wczoraj i cały czas kołacze mi się po głowie.
    Ile to razy byłam świadkiem takich scen, ile razy zwracałam uwagę, ile razy zastanawiałam się DLACZEGO, ile razy widziałam te zaszklone oczy, ile razy czułam przez skórę stres dziecka...? Bardzo boli.
    Warto o tym mówić, warto zwracać uwagę, a jednocześnie nie można odwracać wzroku.

    Dzięki Ci bardzo za temat do przemyśleń.

    OdpowiedzUsuń
  8. ...gdy czytam tego typu opowieści budzi się we mnie złość. na ten świat zaganiany, na te panie w sukienkach i na to "wszystko" co jest ważniejsze od naszych dzieci - na siebie samą również.
    Bo wiele razy musiałam wybierać między czasem spędzonym z synkiem, a pracą. i wiele razy byłam tak padnięta po pracy- że dla synka proszącego o zabawę nie starczało już sił.
    takie mamy czasy jakieś dziwne - w których o wiele, wiele trudniej się poruszać nawet w kwestii rodziny - niż dawniej. I masz rację - podcinanie skrzydeł kilkulatkom...to przemoc ze strony dorosłych. I nasza rodzina przeszła to na własnej skórze - nasz synek miał tak podcinane skrzydła w pierwszym przedszkolu - notorycznie. Do tego stopnia że się w sobie bardzo zamknął.....nawet nie chcę myśleć co byłoby gdybyśmy go tam zostawili.
    Dziś mamy w domu uśmiechniętego 5 latka :):):)

    Joasiu- ogromne uściski dla całej Twojej rodzinki, a KURKI z wiosennego posta - śliczne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak Joasiu, w dziwnych czasach żyjemy, w dużym pędzie...
      cudownie, ze stanęliście po stronie Leosia!
      Dziękuję za miłe słowa i róbmy swoje (dobrze, w szacunku, miłośnie :-)

      Usuń
  9. Płakać mi się zachciało... A tak często słyszy się takie słowa...

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger