To już


Dziś to poczuliśmy. Mocno i wyraźnie. 

Antek pojechał na zieloną szkołę. To nie pierwszy jego wyjazd bez nas - był już na obozie, jeździł do dziadków.
My też wyjeżdżamy bez dzieci.
To nic nadzwyczajnego. Mamy opanowane emocjonalno-organizacyjne aspekty samodzielnych wyjazdów.
Zawsze też powtarzałam: "idź synku, ja tu czuwam i pilnuję, a ty idź, próbuj, sprawdzaj, testuj." Jak na tym zdjęciu, kiedy uczył się chodzić.
Niby to jasne i zintegrowane. Zaakceptowane. Niezbyt trudne.

Ale teraz, jak się pakowaliśmy, mocno poczułam coś nowego.
Że to JUŻ. Właśnie teraz.
Zaczyna się.

Odchodzenie.

Odfruwanie do swoich spraw. Budowanie swojej niezależności poza nami.
My gdzieś w tyle. Coraz mniejsi.
On na przedzie. Coraz większy.

Dobrze.
Tak ma być.
Tak ma być.
Tak ma być.
Inicjacja.
Jego w kolejny etap doroślenia, nasza w kolejny akceptacji.

Radość i duma miesza się z nowym, dziwnym smutkiem.
To pre-smutek przed "opuszczonym gniazdem"?
Niezagospodarowane uczucie troski okazuje się mocne. Na kilka dni trzeba się przyzwyczaić. Odruchowo nie podjechać pod szkołę. Nie zamykać wieczorem drzwi od dziecięcego pokoju.
Dom opustoszał. Połowy obowiązków ubyło. Zosia ma nas na wyłączność.
Dziwnie.
To nie wakacje, kiedy fakt, że ich nie ma, jest wpisany w ten czas. Można się tym rozkoszować.
To zwykły dzień, kiedy jedno z dzieci pojechało w świat. A my zostaliśmy. I tak kiedyś stanie się "na stałe". Oboje pojadą...
Bo jeszcze, jako rodzina, jesteśmy jednością. Jeszcze tworzymy całość.
Ale to minie.
Zostaniemy z otwartym dziecięcym pokojem i mnóstwem rytuałów, które nas zbudowały, ale już nie są potrzebne.
Zostaniemy z radością z samodzielności dzieci, ale i z tym nowym, dziwnym smutkiem na dnie serca.
Powoli dołączymy do wytartych zdjęć w albumie...

Wiem, że zaraz to uczucie przykryje codzienność. Może nawet o nim zapomnę.
Antek przyjedzie i wszystko jeszcze na wiele lat wróci do normy. Tak, wiem.
Ale obracam ten moment "JUŻ" z delikatnością.
Jak szklaną kulkę. Badam palcami. Przyglądam się. Poleruję. Szukam swojego odbicia.
Potem odkładam do szkatułki na wysoką półkę.
Kiedyś, kulko, potoczysz mi się pod nogi, a ja już cię nie odłożę.
Tak, wiem...

Dobrze.
Trudno.
Tak ma być.
Inicjacja.
Moja.
A ty synku, idź!
Ja czuwam.




17 komentarzy:

  1. Asiu, moje Dziewczynki maleńkie jeszcze - 2,5 roku i 4 miesiące, ale juz dziś, gdy pomyśle o tym etapie dochodzenia czuje smutek na dnie serca. I boje sie go i nie wiem jak go oswoje, choć wiem ze na pewno tak będzie. Ach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edith, to się dzieje powoli,spokojnie. A duma, że rosną, radzą sobie, znajdują miejsce w świecie pomaga poradzić sobie ze smutkiem. No i przychodzi też taka banalna refleksja - cieszmy się każdym dniem z naszymi maluchami - bliskością, jednością, bo to naprawdę "chwila" w naszym życiu.

      Usuń
  2. To ciężkie uczucie, ale ja od zawsze kodowałam sobie w głowie, że dzieci nie są moją własnością i nie wychowuję ich dla siebie. Już mają swoje sprawy, tajemnice i nie przekraczam tego. Wydaje mi się, że może później będzie łatwiej.... ale jak będzie zobaczymy.

    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jak dodałaś te zdjęcia (bo nie było ich wcześniej, prawda?), to jeszcze bardziej mną tąpnęło. Ja mam maluchy, więc tylko przeczuwam, co to będzie kiedyś. Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było, dodałam, bo jakoś mi zagrały, ciesze się, że Ci się podoba :)

      Usuń
  4. No ja to się popłakałam..i już..taka to mieszanina..dzięki Asia - Ania O.

    OdpowiedzUsuń
  5. Asiu, też o tym już myślę, a mój Franio ma dopiero 10 miesięcy! I martwię się jak to będzie, co mi zostanie.. I już wiem, że muszę trenować w sobie nawyki dobrej teściowej, bo myślę, że matki chłopców jednak mają gorzej.. Synowie odchodzą do żon, a żony do swoich matek... A może przesadzam? Oby! Ania Szczęśniak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "odejdą, odfruną, walizki spakują i juz!" - tak Osiecka pisała :) nie o dzieciach wprawdzie, ale pasuje ;) tak, relacją z synem wymaga dużo uważności

      Usuń
  6. Kochana wiem co czujesz. Nasz 10 letni Staś też właśnie wchodzi w ten etap.
    Jestem Kobietą, tą która uczy emocji, okazywania uczuć i wspiera ale też Kobietą którą umie być powściągliwa.... pozwalająca na ,, własne sprawy" swoich dzieci....- pisze że jestem ale tak naprawdę to się dopiero uczę......
    Rośniemy z naszymi dziecmi ;-)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, rośniemy, rozwijamy się, niepowtarzalna to jest okazja.

      Usuń
  7. buuuuuuuuuu......... a ja ryczę jak bóbr właśnie ............
    Ostatnio kiedy nasza starsza była na wycieczce uświadomiłam sobie dokładnie to samo .. a w domu tak dziwnie pusto się zrobiło ... Oby były z nami jak najdłużej :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze wiele lat przed nami :-) i każdym dniem trzeba się cieszyć - w każdej sekundzie. Bo miną...

      Usuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger