Liście


Nieoddane do biblioteki książki.
Egzamin na prawo jazdy, od którego ucieka się latami.
Porzucone w połowie studia. Nieużywany (ze stresu) język obcy.
Nieotwarte listy z urzędów lub awizo, które się ignoruje.
Niezapłacony mandat. Zapomniany dług.
Telefon, który trzeba było wykonać dawno temu. Odwiedziny u babci, których nie należy ciągle przekładać. Przeprosiny, które się komuś należą.

Odłożone do szuflady projekty.
Nienapisane książki, wiersze, piosenki.
Nieodbyte podróże.

Niepozamykane relacje.
Niedokończone rozstania.
Niewyczyszczone konflikty.
Niespełnione obietnice.
Unikanie mówienia prawdy, bo przecież można kogoś zranić.
Mówienie "tak", kiedy wszystko krzyczy: "uciekaj".
Mówienie "nie", kiedy wszystko krzyczy: "potrzebuję cię".
Kluczenie, uciekanie, ignorowanie, a w efekcie oszukiwanie samej siebie i innych.

Wszystko to ciąży.
Układa się kamieniem na barkach i wtapia w nasze ciała i dusze.
Nakręca spiralę stresu i lęku.
Odcina od życiodajnej energii. Zabiera radość, lekkość, wiarę w siebie.
Blokuje i ograbia.

Właśnie zrzuciłam ze swoich pleców jedną z tych rzeczy. Spadła, jak te jesienne liście. Lekko, naturalnie, zwyczajnie.
Nieopisana ulga.
Duma, radość, spokój. Mnóstwo przestrzeni na nowe.
Wolność.
Idę przez jesienny las i jestem lekka, jak piórko.
Patrzę na lecące na ziemię liście.

Macie takie ciążące Wam sprawy?
A może się już z nimi rozprawiliście?

Jeżeli chcecie, podzielcie się swoim doświadczeniem.
Ja życzę Wam dobrego i lekkiego tygodnia!
Jak zawsze :-)


 









18 komentarzy:

  1. Zaczęłam w kwietniu. Właśnie to.
    Lista negatywnych punktów rozpoznania była długa i układała się w konstelację klęsk.
    Zaczęłam zmieniać.
    Punkt po punkcie naprawiać stare sprawy.
    Spłacać, zamykać, oddawać, zatrzymywać się, mówić. Każde zrobione dawało energię do następnego.
    W starej jak uszkodzony neon konstelacji zapalały się jasne światełka i zaczęły powoli układać się w nowy wzór. Mocy. Robienia. Polegania na sobie. Tak, poleganie na samej sobie, liczenie na samą siebie, to właśnie osiągnęłam przez ostatnie miesiące. Masa zmian. Lawina.

    Pisałam o tym wiele razy. Zaczęłam największą przeszkodę pokonywać mniej więcej tutaj - http://dziennikfrazeologiczny.blogspot.com/2014/07/propedeutyka-marzenia-wczesne-rysunki.html.

    Teraz - jak wiesz - rzuciłam pracę w korpo, zmiany są rozległe, a ja - nie przestaję.
    Bardzo, bardzo mocno mówi to mnie to, co napisałaś.
    Właśnie tak.
    Po każdej załatwionej sprawie pojawia się lekkość i ulga.
    Pojawia się przestrzeń. Wolność. Uważność i zatrzymanie.

    Dobrego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nieustannie Cię podziwiam i wielbię :) a możliwość przygladania się Twojej Zmianie to zaszczyt!

      Usuń
  2. Z takich powodów właśnie poniedziałki mam zwykle zapracowane :) Lżej potem nieść cały tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Joasiu temat rzeka.. Nie jest lekko.. Mnie jeszcze we wszystkim strach paraliżuje..
    Wiesia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesiu, ja też mam jeszcze wiele spraw do wyczyszczenia, ale ta ostatnia pokazała mi, że można i często strach jest większy niż w rzeczywistości. Trzymam za Ciebie kciuki!!!!

      Usuń
  4. Magiczne zdjecia.
    Najbardziej mi ciazy..niedokonczone rozstanie. Niestety, nie mam juz zadnej szansy, by pogadac i zamknac sprawe. I , jak tak mysle, to reszta jest domknieta.
    Studia wznowilam i zakonczylam. Prawo jazdy zdalam za 7 podejsciem. Nie lubie rzeczy niedkonczonych..
    Usciski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, aż miło czytać :))) a jak czegoś nie można domknac z przyczyn obiektywnych, to chyba też nie należy się tym za bardzo obarczac.

      Usuń
  5. Nieodbyte podróże - to mnie zdzieliło...to mój zaniedbany rejon...Kasia O.

    OdpowiedzUsuń
  6. Joanna, thank you! Just had holidays while looking at your wonderful pictures! This is autumn!
    Have a happy happy time
    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne zdjęcia.
    Ja zrzucę niebawem, jeszcze tylko miesiąc i usłyszysz wielki huk, ziemia zadrży i będziesz wiedziała, że to na Podlasiu Kaśka taka jedna zrzuciła z pleców ciężar polityki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Asieńko dziękuję Ci za ten wpis. Bardzo mnie dotyczy. Znajomość siebie i świadomość tego co załatwić trzeba , bardzo pomaga.
    Rzeczywiście tak jest że gdy runą mury Jerycha pozostaje kurz ale i ten powiew wolności.
    Myśle że przed każdą decyzją jest lek, strach..... stoją olbrzymy i straszą . Ale wystarczy że stanie sie na górce- wtedy olbrzym już nie jest tak wielki i można popatrzeć mu w oczy.
    To niesamowite bo w poniedziałek miałam taka piwnicę ( w rzeczywistości i w przenośni), która teraz pozwala mi oddychać głęboko.
    Pozdrawiam Cie i niech to będzie dla Ciebie dobry dzień ;-)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger