Po dziadku


Raz na jakiś czas zaczyna mnie nosić. 
Zmieniłabym coś. 
Przestawiła. Dowiesiła. Przemalowała. Usprawniła. Upiększyła.
Uczucie znane wielu "domowniczkom-wnętrzowiczkom" :-)

Tym razem w kącie kuchni rozrósł się wielki grajdoł rzeczy, na które nie było miejsca gdzie indziej. Książki i gazety kucharskie, doniczki, świeczki...
Potrzebowałam jakoś je uporządkować i zrobić z nich coś ładnego. Konieczna była mi jakaś półka lub komódka.
Mogłam szybciutko pojechać do Ikei lub otworzyć internet i spełnić swoje marzenie.
Ale tym razem moje pragnienie zbiegło się z refleksjami, jakie mam po lekturze wyśmienitej książki Marty Sapały "Mniej" (będzie o niej osobny post). 
O tym co kupujemy, jak kupujemy i dlaczego tak dużo. 
O tym, czy da się za mniej lub za nic. O tym, czy nasze potrzeby są naprawdę nasze czy rynku?

Zmęczenie kupowaniem towarzyszy mi od jakiegoś czasu. 
Frustruje zaspakajanie potrzeb, które są sztuczne.
Irytuje, że każda niszowa działalność jest po chwili kosztownym hobby. 
Żeby być eko i handmade (nie chine-made) trzeba mieć kupę forsy. Szmaciane zabawki, drewniane klocki, piękne książki, kolorowe kubki czy zdrowe warzywa kosztują majątek. Piękno i prostota nie są dostępne ot tak. 
Rozkręca się też spirala "więcej" - do horrendalnie drogich króliczków warto dokupić równie drogie mebelki, do duńskiej porcelany kolejny element, do ślicznej bluzeczki spódniczkę tiulową za nierozsądną kwotę. Zaczynają się marzenia o pięknej pościeli za 300 zł. (na naszą rodziną 4 komplety i drugie tyle na zmianę = 2400 zł) Na ulubionych blogach posty coraz częściej kończą się spisem treści w postaci linków do sklepów, a gdyby podliczyć te wszystkie przedmioty to kwoty idą właśnie w setki i tysiące.
Uff, zmęczona tym jestem. 
Nie potrzebuję tych wszystkich przedmiotów, choćby nawet najpiękniejszych. Mam już wystarczająco dużo. 
Dość.

Swoją potrzebę ładu, piękna i nowości postanowiłam więc zaspokoić za zero złoty.
Uniezależnić się, choć na chwilę, od kupowania. 
Poruszać się tylko w ramach tego, co już mam. 

I tak moją półką wystawienniczą stała się ława po dziadku. 
Babci i dziadkowi służyła jako stolik pod telefon, potem przeleżała wiele lat u moich rodziców w piwnicy. 
Kiedy ją odkryłam nie posiadałam się z radości! Taki skarb z lat 60. Oryginalny! Rodzinny! 
Najpierw była stolikiem do rysowania u Zosi, potem stolikiem-pomocnikiem na balkonie. Obita ceratą wtopiła się w dom i przestałam ją zauważać.
A przecież to właśnie jej potrzebowałam!
Oskubałam z ceraty, przetarłam i ustawiłam pod oknem. Wszystko się na nim zmieściło.
Odetchnęłam z ulgą.

Przypomniałam sobie, że w szafie mamy regalik na zabawki, który pełni teraz funkcję półki na buty, pomocnikiem na balkonie stało się za małe biureczko Zosi (to żółte na zdjęciach), Antkowe biurko to nasz stary stół, a balkonowe fotele to prezent sprzed lat od teściowej. Miałam je ochotę zmienić milion razy,tylko dlatego, że są...stare! (prócz tego nic im nie dolega, są sprawne i wygodne) Konsolkę w sypialni oraz najmodniejszy turkusowy dzban mamy ze śmietnika ;-) 
Lubię oddawać, wymieniać się, puszczać dalej w obieg. Nie muszę kupować nowego kominka zapachowego, bo ten jest odrobinę niemodny.

Ulga.
Doceniać, to co się ma. 
Szanować. Odnawiać. Naprawiać. 
Zmieniać znaczenia.
Budować swoją sferę wolności i świadomości. Także w wydawaniu pieniędzy.

I tego nam wszystkim życzę!

p.s. - polecam też Waszej lekturze spostrzeżenia o blogowaniu, reklamie i swobodzie Asi z bloga "Mamą i żoną być" oraz posta o tym, jak sobie z "oblepiaczami" radzi Mo.
p.s. 2 - jak widzicie u mnie na balkonie nadal zielono, pelargonie kwitną na nic nie zważając, trudno w takich warunkach myśleć o klimatach świątecznych, które powoli zaczynają panować wokół ;-) Także jeszcze przez jakiś czas u mnie będzie wiosnno-jesiennie.
p.s.  3 - pamiętajcie o ROBÓTCE! :-)))) - tam możecie wydawać ile wlezie :-)))))


















33 komentarze:

  1. Asiu, bardzo mądry wpis :) I zdjęcia przepiękne oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dziękuję :) p.s. Zaraz Cie podłączę do swojej listy blogów :)

      Usuń
    2. Bardzo mi miło! Chciałabym wiedzieć jak taką listę stworzyć u siebie ;)

      Usuń
    3. Kochana, musisz w panelu wejść po lewej w "układ", potem po prawej w "dodaj gadżet", rozwinie się lista i tam.poszukać "blogi". Potem powklejac linki :) w necie jest dużo przewodników, jak to zrobić :)

      Usuń
    4. Dzięki Ci za wskazówki! :) Ciągle nie mogę znaleźć czasu na zagłębienie się w temat, więc Twoja konkretna porada jest dla mnie bardzo cenna :)))

      Usuń
  2. Bardzo mądre. Dałaś mi do myślenia. Ja już jestem zmęczona samym myśleniem, co mogłabym sobie kupić. Fajnie, że tu trafiłam. A swoją drogą, fajny klimaciik stworzyłaś, miło się ogląda. Super. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo, dziękuję za dobre słowo :) odpoczynek od kupowania daje dużo przyjemności.

      Usuń
  3. Stoliczek idealnie wkomponował się w otoczenie:) Bardzo sentymentalnie podchodzę do takiego "spadku po dziadku", te rzeczy są o wiele bardziej wartościowe niż masowa produkcja ze sklejki;) A jeśli o kupowanie chodzi...też bardzo jestem nim zmęczona, ale bardziej chyba wydawaniem pieniędzy na to, co nazywamy życiem, bo potem już nie starcza na te wszystkie niezbędne bibeloty w cenach z kosmosu;) Zgadzam się z tematem posta całym sercem:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam te dziedzictwa, ale czasem wizja czegoś nowego zaćmiewa mi rozum ;)

      Usuń
  4. Asiu ogromną radość sprawiłaś mi tym wpisem. Ława po Dziadku - piękna i niczym z kopmletu ze stołem.
    Wiele mebelków w naszym mieszkaniu jest z pochodzenia śmietnikowymi ;-)
    Lusto krysztalowe uratowane przed wyrzuceniem, szafeczka, która została turkusową...
    Teraz niestety jest tak że jak się coś psuje to się wyrzuca , bo można kupić nowe .... ja uwielbiam rzeczy stare i te które dadzą sie naprawić- są takie wdzięczne.
    Mieszkamy w ŚRÓDMIEŚCIU , mnóstwo tu starych zakładów, sklepików, szewc ulubiony.....
    Jedyne na co mogę wydać pieniądze(nawet bez zastanowienia) to książki i planszówki i co gorsza moje dzieci to wiedzą ;-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki to tez maja słabość :), ale obiecałam sobie częstsze korzystanie z biblioteki :)

      Usuń
    2. Ja pracowałam prawie dwa lata w bibliotece w dziale pracy z dziećmi wyobrażasz sobie co się działo....?
      Nasza biblioteka ma mnóstwo nowości więc się też w dużej mierze posiłkujemy...

      Usuń
  5. Bardzo lubię taki "recykling", przywracania przedmiotów do życia. Pomysł świetny (podobnie zdjęcia). Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie zakupy też nie sprawiają takiej przyjemności jak kiedyś myślę, że to przesyt materią :( czasem kupię coś na otarcie łez, ale generalnie radość trwa 3 sekundy..... za to w swoimi otoczeniu mam mnóstwo pięknych i niebanalnych rzeczy, i to uwielbiam...

    Uwielbiam również Twój styl, taki Twój.... i już!!!

    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dojrzałość Renatko :)
      Za styl dziękuję i się uśmiecham :))) Twój też bym poznała na końcu świata!

      Usuń
  7. Masz szczęście, że w rodzinie ocałały takie rzeczy :) Ja zastanawiam się, co się stało z pięknymi starymi kredensami i witrynami z domów moich babć. Pewnie spłonęły po urządzeniu przebudowy ... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele się ostało, za głupia kiedyś byłam i nie docenialam :(

      Usuń
    2. Kiedy jest się w wieku, że można ocalić to wspaniale. Ja też nie miałam szans, to wszystko działo się 20 lat temu... Teraz "zaklepałam" sobie u mojej mamy cały kolski fajans, który na szczęście "tylko" wyjechał na działkę ;)

      Usuń
  8. Człowiek pędzi i w tym pędzie chce miec więcej i więcej bo wokół tyle pięknych rzeczy....a dostrzec piękno w starych rzeczach nie wszyscy potrafią...u mnie czesto odwiedzający pytają kiedy wymienię te dwa stare krzesła przy stole, albo wyrzuce stare butelki..i po co nam stary fotelik bujany dla dzieci....

    OdpowiedzUsuń
  9. "Doceniać, to co się ma.
    Szanować. Odnawiać. Naprawiać.
    Zmieniać znaczenia.
    Budować swoją sferę wolności i świadomości. Także w wydawaniu pieniędzy."

    Ja bym do tej listy jeszcze dodała "wymianę" :) Nie wiem czy słyszałaś o takiej eko-formie nabywania "nowych" rzeczy, ale oprócz naprawiania i doceniania tego, co się ma, można też się wymienić! Ja ostatnio zapisałam się na parę takich grup na facebooku i zamiast kupować coś, co jest mi akurat potrzebne (włącznie z żywnością i kosmetykami) wystawiam na wymianę rzeczy, których już nie używam (nienoszone ubrania, nietrafione prezenty itp.) i dzięki temu zmniejszyłam co najmniej o połowę wydawanie pieniędzy, a za to pozbywam się zbędnych rzeczy, a zdobyłam parę istnych perełek - czasem właśnie takich, których ktoś po prostu nie docenił i chciał się pozbyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuzanna, uwielbiam wymianki :) praktykuję z lubością :)
      A podałabys nazwy tych grup na fb?

      Usuń
    2. O to to to! Też chętnie skorzystam :)

      Usuń
    3. I ja też:-) Ania O.

      Usuń
    4. Moja ukochana grupa to:

      https://www.facebook.com/groups/399269436752588/
      - tu nie tylko wymienia się rzeczy, ale także różne cenne informacje - polecam :)

      Są jeszcze takie:
      https://www.facebook.com/groups/oddam.w.dobre.rece.poszukuje.zamienie/
      https://www.facebook.com/groups/264626903584403/?fref=ts
      ale one są mniej uczęszczane

      i tu jeszcze ciekawa grupa wymiany różnych umiejętności:
      https://www.facebook.com/groups/Skilltrade/?fref=ts

      Usuń
  10. Dzięki za ten link do bloga, gdzie mowa o reklamach. Mnie to tak strasznie zniechęca i zgrzyta. Bo czytam, lubię, oglądam czyjeś życie a potem z dnia na dzień, coraz więcej... tu duplo, tam torebka. I nie rozumiem po co... Wolałabym migające obok banery niż wplatanie opowieści o markach w życie własnego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Joasiu, jak ja Cię doskonale rozumiem. W tych starych rzeczach jakaś magia tkwi, te meble, przedmioty świadkami historii były.
    Przy stole w pokoju mam 4 krzesła z 1904 r., Thonety, ile to już osób mnie pytało, czy to zestaw tymczasowy?
    Żałuję jednego, że kiedy wujek sprzedawał dom po dziadkach, nie zabrałam wtedy ze sobą żadnego mebla, bo głupio mi było wujka prosić o to....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaan, mnie też się serce kraje, jak pomyślę, ile rzeczy w mojej rodzinie poszło na śmietnik :-( I też hołubię te, co zostały.

      Usuń
  12. Oj jak ladnie :) fajna pamiatka a zarazem bardzo fajny element dekoracji !

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger