Berlin. Dzień drugi.


Dzień drugi.
Fotografia.

Trzy wystawy.
I bardzo dużo zdjęć. Bardzo dobrych zdjęć.
Trzy miejsca, które w Berlinie warto/trzeba odwiedzić. Nawet, jak się nie ma hopla na punkcie fotografii.

Miejsce pierwsze to Camera Work, darmowa galeria w pięknym berlińskim podwórku. Wysokie, jasne, białe wnętrze. Za oknem dudni kolejka. Jest dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Ja trafiłam na obłędną wystawę "Love", na której mistrzowie fotografii (Diane Arbus, Elliott Erwitt, Harry Benson, Michel Comte, Annie Leibovitz, Herb Ritts i wielu innych) pokazują, co dla nich znaczy miłość.
A znaczeń jest wiele. Od czułej matczynej miłości po mocno erotyczne zatracenie się.
Od delikatnego trzymania się za ręce, aż po...
Poruszające, wzruszające, podniecające.
Do tego każde zdjęcie można było kupić. Ceny od 5 tyś. do 100 tyś. euro ;-)

Miejsce drugie to Muzeum Fotografii ze stałą wystawą zdjęć Helmuta Newtona. Szłam tam odrobinę uprzedzona (phi, taki nadęty fotograf gwiazd), a wyszłam urzeczona. Pięknymi, dowcipnymi zdjęciami i lekkim obłędem Newtona na punkcie długonogich, szczupłych piękności ;-) Sala z aktami bardzo zmysłowa.
Zdjęć robić nie można było, więc nie ma ich w poście. To muzeum, w odróżnieniu do dwóch pozostałych, było najbardziej "tradycyjne", tzn: panie chodzą za tobą i patrzą, czy niczego nie dotykasz. Trochę męczące.

Miejsce trzecie to mój hit. C/O Berlin w Amerika Haus. Pieczołowicie odnowiony budynek z końca lat 50. (oj, mam ci ja do takich budynków słabość) od 2014 r. jest miejscem wystaw i działań kulturalnych. Nikt tu nikogo nie pilnuję. Atmosfera nowoczesności i luzu. Poza wystawami jest księgarnia i kawiarnia. Dobrze się tam czułam. Baaardzo dobrze.
No i zobaczyłam tam zdjęcia, które mnie wzruszyły do głębi. Ich autorką jest Lore Kruger, kompletnie mi wcześniej nieznana artystka, co zupełni nie dziwi, bo fotografowała ona tylko do 1944 r., potem została tłumaczką i do fotografii nigdy nie wróciła. Ta wystawa to pierwsza na świecie retrospektywa jej prac.
Walizka pełna zdjęć.
Taki nosi tytuł.
Bo zdjęcia przeleżały kilkadziesiąt lat w walizce.

Jest w tych fotografiach czułość, mądrość i sporo smutku. Żadnej nachalności i wrzasku. Żadnej przesady i nadmiaru formy. Za to piękne, miękkie światło oraz delikatnie sportretowani ludzie (czasem sławni, czasem zwykli). Okruchy codzienności.
Intymność.
Sprzed 80 lat.
Nie mogłam się oderwać od tych fotografii. Już miałam wychodzić, ale wracałam. I jeszcze raz. Siadałam na ławce i chłonęłam ten spokój i delikatność.
Coś pięknego.
Wzruszenie.
Cała moja wyprawa do Berlina nabrała głębszego sensu, dzięki tej zupełnie przypadkowej wystawie...

Te trzy miejsca znajdują się bardzo blisko siebie. Tworzą taki fotograficzny trójkąt :-)
Trzeba wysiąść na stacji metra ZoologischerGarden, a potem odwiedzić je wszystkie.
Naprawdę polecam z całego serca.
To była dla mnie uczta dla oczu i duszy.
Zatem w drogę!

































9 komentarzy:

  1. Pani Joasiu, mam wrażenie, że i Pani warsztat fotograficzny coraz lepszy. Może za jakiś czas to Pani prace będziemy kupować za 100 tys. euro? :)
    Ja też mile wspominam Berlin, byłam w nim kilka razy, bo mieszkam blisko. Moje zdjęcia z tego miasta tutaj http://likethisphlog.blogspot.fr/2012/12/weihnachtsmarkt-in-berlin.html (nie wklejam linka, żeby się pozycjonować, tylko żeby się podzielić moimi doświadczeniami z tego miejsca - proszę mi tego nie brać za złe).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Aniu, dziękuję :) za linka też, bardzo lubię zaglądać do moich czytelniczek, zaraz zajrzę do Pani Berlina :)

      Usuń
  2. Bardzo mi się podoba ujęcie ludzi w metrze. Podróż bardzo owocna, więcej takich życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Musze tam pojechac. Bylam kilka razy,a le wiele lat temu.
    Bardzo lubie to miasto.
    Swietne zdjecia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z miejsc, o których tu piszesz znam tylko ekspozycję Helmuta Newtona, którego akurat uwielbiam. Pozostałe: do odwiedzenia :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger