Ulubione styczniowe


A może nowy cykl na blogu? Ulubieńcy miesiąca?
To, co zachwyca, ale czasem umyka. To, co codzienne, ale ważne. Lekkie, ale istotne.
Niby jest Instagram, ale tam wszystko płynie tak wartkim strumieniem, że nazajutrz nie pamiętasz już dnia poprzedniego. Trzeba nowe wrzucać ;-) Insta to wiecznie głodna bestia.
A na blogu spokój. Cisza. Można wrócić do posta. Zastanowić się. Podumać.
Cykl nie będzie poddany żadnym regułom, prócz jednej -  kolejny post będzie się ukazywał pod koniec każdego miesiąca. Chyba, że nie... Zobaczymy, co życie będzie podsuwać.
Będę się w nim dzielić wszystkim, co mnie pochłonie/zaciekawi/zafascynuje/zatrzyma. Wszystkimi zagiętymi rogami w książkach i podkreślonymi zdaniami. Odwiedzonymi stronami. Ciekawymi miejscami. Nowymi sprawami, ale nie tylko. Raczej nie będę tutaj gonić za modą i namawiać Was do różnych "must have."
Czasem będzie to pewnie jeden cytat, czasem wiele odnośników. Z prostymi, niewydumanymi zdjęciami. A czasem bez. Będzie to też miejsce dla tematów, które nie goszczą u mnie, jako regularne posty - a też mam ulubione potrawy, seriale, szminki i książki :-)
Pod koniec roku zobaczę, co z tego zostało w moim życiu na stałe.
A dla Was może będzie to w jakiś sposób inspirujące. Będę też bardzo ciekawa Waszych ulubieńców.
Zatem zaczynajmy!

Ulubione czytanie (z dziećmi)
W styczniu króluje u nas "Świerszczyk". To pismo to klasa sama w sobie. Teksty i ilustracje tworzone przez najlepszych. Mądre, ciepłe i niczego nie chcą sprzedać. Żadnych figurek, filmów, kart, zabawek.
Tylko radość z czytania.
W dzieciństwie czytałam "Świerszczyka" (i "Misia" i "Płomyczka" i "Świat Młodych" i "Filipinkę"...). Najpierw kolejne numery kupowała mi mama, a potem już sama biegałam do kiosku po ulubione tytuły.
Teraz "Świerszczyk" wypada regularnie z naszej skrzynki, a Zosia pochłania go całkowicie samodzielnie.
Są tu teksty dostosowane do wczesnoszkolnego wieku początkujących czytaczy i czytaczek, zabawy, zadania, no i najważniejsze - żarty i komiks na ostatniej stronie. Też zaczynałyście zawsze od żartów i ciekawostek, np: w Przekroju? Albo od "żartów w krótkich spodenkach" z "Kobiety i Życie"? Bo ja tak.
Więc do "Świerszczyka" nie trzeba było nas namawiać, ale dopiero teraz Zosia jest w idealnym wieku na jego lekturę.
A do tego zostałam zaproszona przez to szacowne pismo do Rady Czytających Wiedźm, czyli grona blogerek, które wraz ze "Świerszczykiem" będą promować czytelnictwo wśród najmłodszych.
Więcej szczegółów już niebawem, a relacje z naszych działań będą się tu pojawiać regularnie.





Ulubiony cytat
"Nie możemy bez siebie żyć. Codziennie się przekomarzamy, gdy wyznajemy sobie uczucia, nawet jeśli są to żarty i druga osoba z udawaną pogardą konstatuje: Twoja miłość przy mojej to nicość. Pretensjonalne? Mamy potrzebę, żeby mówić wprost o tej właśnie zachłanności."
Dorota Segda o swoim mężu w wywiadzie Hanny Węgorzewskiej "Belferka", Uroda Życia, luty 2017
Ech...piękne...Uwielbiam, jak ludzie w długich związkach mówią o swoim uczuciu.

Ulubione w kuchni
Nie jestem kuchenną boginią, choć w gruncie rzeczy bym chciała. Lubię dobrze zjeść, ale nie przepadam za samym gotowaniem. Ale gotować trzeba. Do tego w miarę zdrowo.
W święta mój brat pochwalił się, że kupił sobie wolnowar. Zastrzygłam uszami. "Wkładasz rano lub wieczorem mięso, warzywa, kaszę, czy co tam chcesz, włączasz i idziesz do pracy lub spać. Wracasz i masz pyszny obiad. Nic nie trzeba mieszać czy pilnować." No stworzone jakby dla mnie! Szybko zrobiłam przegląd internetu na czym to wolnowarowe gotowanie polega (na długim gotowaniu w niskiej temperaturze), obiegłam okoliczne Biedronki, wyłuskałam 50 zł i mam moje małe cudo. Uwielbiam je. Wszystkie dania jednogarnkowe, fasole, także mięsa (np: na zdrową wędlinę dla dzieci) wychodzą z niego doskonałe. Soczyste, pełne smaku.
I prawie bez wysiłku ;-) Tylko zaplanować trzeba...


Ulubiona niecodzienność w styczniu
Wypad do Bolonii z przyjaciółkami. To zdanie mówi już wszystko.
Nasz kolejny wyjazd razem. Morze kawy, wina, klusek, śmiechu i zwierzeń. Doskonały koktajl energetyzujący.
Tak dobry, że zrobiłam może z 20 zdjęć. Zajęta byłam nieustannym gadaniem. I jedzeniem :-)






5 komentarzy:

  1. Wolnowar - nie mogę zapomnieć odkąd zobaczyłam to słowo u Ciebie na fb. Wreszcie go widzę. Kombinuję, żeby słowo stało się ciałem i u mnie. Dziękuję za inspirację, nie tylko w kwestii wolnowaru.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam ten z Biedronki. Na razie stoi. Ale czas jego nadejdzie. Póki co praca w nowym miejscu pochłania. Szukamy nowego rytmu:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ha i tez wolę bloga. Na insta dla mnie za dużo i szybko. Wiele umyka. Fajny pomysł z tym cyklem. No i zdjęcia piękne :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już zacieram ręce z radości.
    Z przyjemnością poczytam o Twoich ulubionych serialach i szminkach!Pisz, co Ci tam życie przyniesie.
    Niedawno koleżanka narzekała na nietrafiony w jej przypadku prezent od teściowej- wolnowar właśnie i szukała chętnego. Nie zgłosiłam się jakoś i chyba zaczynam żałować...Jutro do niej zadzwonię. Uściski posyłam. Asia

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger