Droga do domu


Tego małego, drewnianego, letniego.
Tego, do którego będę uciekać przed miastem.

Ten proces trwa w nas od lat.
Wiele pytań, wiele wątpliwości, ale marzenie nie mija.
Tęsknota za ziemią i ciszą.

I ten proces jest niezwykły.
Kilka miesięcy poszukiwań za nami. Ten czas pozwolił zbliżyć się do sedna, zadać właściwe pytania (jak daleko/jak blisko od domu? nad wodą? wśród ludzi? Na Mazowszu? O nie! Tylko nie na Mazowszu, ale jednak wszystko inne za daleko...To może Podlasie? Lubelszczyzna?)
Pozwolił odsunąć "obce" (choć kuszące) wizje.
Dał przestrzeń, żeby być jak najbliższej serca i naszych potrzeb. Oraz możliwości. Także finansowych.
Był drogą do tego, żeby nasze marzenie nas "nie zjadło". Mało w tym romantycznych porywów, a dużo rozsądku i intuicji. Także zniechęcenia i nerwów. Zmęczenia. Przejechanych kilometrów i godzin przed komputerem.
Obejrzeliśmy wiele walących się chałup, pięknych domów w niepięknych okolicach, pięknych okolic z domami, na które nas nie stać.
Czasem budzę się z myślą, że nie wytrzymam bez tego domu ani chwili, a czasem myślę, że to zupełnie bez sensu. Czasem chcę to marzenie zamienić na działkę rekreacyjną w mieście, a czasem wynieść się na stałe. Czasem tak...a czasem inaczej...

I choć nie wiem, jak to się skończy, to jestem wdzięczna za tę drogę.

A jak wracam z każdej takiej nieudanej wyprawy, to jeszcze mocniej hołubię to życie, które mam. Jestem bliżej siebie. Pucuję mieszkanie, wieszam kwietniki, planuję, organizuję, gotuję. Żeby nie tylko czekać na to "nowe", ale być w pełni w tym co teraz. Bo tylko tak jest w tym sens...

Zdjęcia zrobiłam w letnim domu moich przyjaciół, wśród niewiarygodnych mazowieckich łąk. Przed burzą.














3 komentarze:

  1. Zazdroszczę Ci tej Twojej drogi i żałuję, że nie przebyłam swojej. Jestem pewna, że znajdziesz swoje miejsce i stworzysz dom, o jakim marzysz. Zdjęcia i ujęty na nich letni klimat świetne
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ciut podobnie ..... ;)
    Moje marzenia dotyczą tylko kupna kawałka strychu nad naszym krakowskim mieszkaniem - tyle, by zrobić osobne pokoje dzieciom, maciupeńką łazienkę a w miejscu, z którego się one 'wyprowadzą' dużą przestrzeń tylko dla mnie i męża ;) - już to widzę, już to czuję, już jestem prawie urządzona w tych nowych przestrzeniach, już się wyleguję w swoim nowym wielkim łóżku ..... :D

    życzę Wam powodzenia i wiele cierpliwości - takie swoje miejsca najczęściej znajduje się absolutnym przypadkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ,,Żeby nie tylko czekać na to "nowe", ale być w pełni w tym co teraz. Bo tylko tak jest w tym sens..." Asiu tak bardzo Ci za te słowa dziękuję .

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam Twoje komentarze :-)
Pisz, polemizuj, pytaj. Dzięki temu blog żyje.

Copyright © 2016 Joanna w Kolorze , Blogger